Świata stan psychiczny
Blog > Komentarze do wpisu
Proszę zamykać drzwi
Juz nawet nie pamiętam, kto mi powiedział, że w lekarskim fachu jedną z najwazniejszych rzeczy jest umiejętność oddzielenia pracy od własnego życia.
Tak się również składa, że jest to jedna z najtrudniejszych umiejętności.

Zdolność lekarza do empatii jest potrzebna pacjentowi, by czuł się słuchany i rozumiany, ale także lekarzowi, by pod koniec cieżkiego dnia jeszcze być w stanie wysłuchać tej ostatniej babinki. 
Z jednej strony trudno nie zaangażowac się w historie, których codziennie wysłuchujemy, a z drugiej - trudno o nich czasem zapomnieć.
I gdzie pomieścić wszystkie nieszczęścia świata?
Jak przyjmować życie i śmierć tego samego dnia?
Jak być zawsze logicznym, rozważnym i nie poddawać się emocjom?
I pozostać zdrowym, normalnym człowiekiem.


Pamiętam dokładnie dzień, w którym bolesnie zrozumiałam, jak ważne jest, by 'pracę zostawić w pracy'. 
To był mój pierwszy tydzień pracy na psychiatrii. Przez całe popołudnie rozmawiałam z młodą dziewczyną dręczoną przez koszmarne, psychotyczne lęki. Myślałam o niej przez całą drogę do domu a w nocy budziły mnie koszmary z jej opowieści.
Następnego dnia zaczęłam pytać kolegów, jak oni sobie z tym radzą. Odkryłam, że nie ja jedna mam ten problem. I dowiedziałam się, jak ważne jest, by chronić siebie i swoje życie. Nie lapac przeziebień pacjentow, nie śnić ich koszmarów, nie umierać z nimi.
Tego dnia wróciłam do domu pieszo, 5 km, żeby 'wywietrzyć głowę'. Pomogło.

Od kiedy jeżdzę samochodem jest trudniej.
Od kiedy mam więcej odpowiedzialności jest trudniej.
Od kiedy zdałam sobie sprawę z ciężaru tej odpowiedzialności jest trudniej.
Wyjść z pracy, za zamkniętymi drzwiami gabinetu zostawiając więdnący na stoliku bukiet kwiatów. Największy bukiet kwiatów, jaki kiedykolwiek dostałam. Przeprosiny 'za głupie zachowanie' i dowód wdzięczności za 'wyciągnięcie z samobójczego dołka' kilka tygodni wcześniej.
Bukiet kwiatów, który przeżył ofiarodawcę, do ostatniego oddechu walczącego z lekarzami o prawo do śmierci na własne życzenie.

To pierwsze w mojej karierze samobójstwo pacjenta pod moją bezpośrednią opieką.
Razem z jedną z pielęgniarek wyciągnęłyśmy go za uszy z wielu tarapatów. Tym razem też zrobiłyśmy, co mogłyśmy.
Lubiłam go.


Te drzwi próbuję zamknąć od tygodnia.

[']
czwartek, 17 kwietnia 2008, formaprzetrwalnikowa

Polecane wpisy

  • Nie badz taki szybki Bil

    albo: Slower doctors, safer patients Najnowszy absurd GMC to przypomnienie kolegom, by donosili Wielkiemu Bratu o kazdym popelnionym i ukaranym mandatem wykrocz

  • (Nie)oczekiwana zmiana miejsc

    Czyli: Being (a) patient. Przyznaję szczerze, nienajlepiej radzę sobie z sytuacjami, kiedy to znajduję się po drugiej stronie biurka/łóżka. Jak już zawiedzie mo

  • Operacja się udała, pacjent przeżył

    Albo: Zawołajcie lekarza! Wiadomością nr 1 w medycznych kręgach była w tym tygodniu była historia chirurga, który amputował rękę, korzystajac z instrukcji otrzy

Komentarze
2008/04/18 12:05:10
Przed chwila musialam powiedziec pacjentce, ze ten wynik RTG sprzed tygodnia z mnogimi przerzutami to nie byla pomylka. CT potwierdzilo je i ujawnilo ognisko pierwotne w nerce.
Nieoperacyjny nowotwor, pacjentka terminalna.
Tez bede musiala zamknac te drzwi dzis po poludniu.
Trzymaj sie.
-
2008/04/18 17:21:09
gypsi: Ty tez się trzymaj. I nie zapomnij zamknąć drzwi
:)
-
2008/04/20 08:40:28
Uff. O matko, dobrze że ja nie ma tego typu dylematów.
Czy długość kariery zawodowej lekarza nie ma wpływu na "zdrewnienie" wrażliwości? Przecież wiem, że lekarz płaczący razem z pacjentem to nie jest dobre rozwiązanie. Ale gdzie jest granica pomiędzy współczuciem a zobojętnieniem?.
Coś mi się wydaje, iż zaczynam filozofować.
Ale tak na koniec - czy można mieć wrażliwość młodego adepta sztuki medycznej jednocześnie posiąść sztukę zamykania drzwi o odpowiedniej porze?.
Y
-
2008/04/20 18:45:10
yndryk: myslę, ze długość kariery ma an to wpływ, ale wydaje mi się, że nie jest to prosta zależność im dłuzej pracuje, tym mniej warzliwy/a. znam przykłady świezo upieczonych doktorków już nieczułych (pewnie byli tacy jako studenci) i emerytowanych wrażliwców.
'czy można mieć wrażliwość młodego adepta sztuki medycznej jednocześnie posiąść sztukę zamykania drzwi o odpowiedniej porze?' teoretycznie myślę, że tak, ale nie wiem, czy obie cechy udaje się 'wykrzesać' za każdym razem i to w pełni - pewnie zalezy to od wielu czynników, chocby od tego, jaki to pacjent, czy nie przypomina ci kogos z rodziny, twojej własnej historii itp.
mnie zamykanie drzwi przychodzi coraz trudniej wlasnei z doswiadczeniem i wzrostem odpoweidzialności. oddzielną kwestią jest zaś, ile we mnie jeszcze 'wrażliwosci młodego' zostało. :-/

ciekawa jestem, jak inni koledzy?
-
2008/04/20 20:12:18
Ciężko... Ja swoim klientom, gdy upierają się przy złym rozwiązaniu, mogę zawsze powiedzieć rozkładając rękę "Pański wybór, ja uczciwie poinformowałem że to rozwiązanie jest złe, Pański wybór.".

Ty nie masz tego luksusu.
Mimo to... każdy człowiek jest panem swojego losu. Wiem że myśli samobójcze są traktowane jak choroba, ale koniec końców, człowiek ma prawo do decydowania o sobie... Pewnie mnie za takie podejście skrzyczysz :)
-
2008/04/20 20:24:34
ja-kub: nie jest az tak zle ;-) jesli moi pacjenci upierają się przy nienajlepszym wg mnie rozwiązaniu to, pod warunkiem, ze podjęcie tegoz rozwiazania nie stawia ani ich zycia czy zdrowia ani bezpieczenstwa innych w bezposrednim zagrozeniu, tez mówię :'Panski wybór, ja uczciwie poinformowałam, ze to rozwiazanie jest złe.'
w przeciwnym przypadku informuję, ze uwazam to rozwiązanie za szkodliwe z (tu wymieniam) powodu i informuję, ze rozpoczynam proces Mental health Act Assessment (przyjęcia wbrew woli).
mysli samobójcze niekoniecznie traktowane są jak choroba - z pewnością nie jesli występują bez innych symptomów choroby psychicznej (w polsce jest trochę inaczej- kwestia bardziej paternalistycznego podejscia do pacjenta, konstrukcji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i jej interpretacji).
tez uwazam,z e człwoiek zdrowy psychicznie, w pełni sił intelektualnych ma prawo do decydowania o swoim zyciu. teraz to nas pewnie skrzyczą za wywrotowe poglady
;-)
-
2008/04/20 22:19:09
Ja Was nie skrzycze, uwazam podobnie.
Nawet mi sie u Lecter oberwalo za obrone prawa Jehowitow do odmowy transfuzji sobie i dzieciom od tych, co by chcieli nakazem i zakazem takie sprawy zalatwiac.
A moje watpliwosci etyczne wydawaly im sie smieszne:)
-
2008/04/20 22:24:24
gypsi: uff. ciesze sie,z e nie jestem odosobniona.
jakie wątpliwosci etyczne? w kwestii prawa do rozporządzania swoim zyciem?
ps. Million Dollar Baby widziałas?
-
2008/04/21 00:24:04
Watpliwosci etyczne typu czy i jakich informacji o historii choroby moge udzielic synowi zmarlej pacjentki, czy zgoda na wpisanie na liste przyjaciol na yahoo przez pacjentke nie jest przeciwko "maintaining boundaries", ze rodziny i znajomych nie powinno sie leczyc, itp.
Widzialam, ale nie ogladalam uwaznie, choc kilka scen mi utkwilo. Musze koniecznie jeszcze raz.
-
2008/04/21 08:33:24
gypsi: w razie wątpliwosci - pytaj BMA.
i co, zgodziłas sie , zeby Cie pacjentka do 'listy przyjaciół' dopisała??? ja mam ciągłe wątpliwości, czy powinnam z jedną z pacjentek wymieniać doswiadczenia ze studiowania na Open Uni. wg mnie taka zgoda NARUSZA granice.
rodziny i znajomych nie powinno się leczyć, ale się czasem leczy.

Nie widziałam 'W stronę morza', dlatego wspomniałam Million Dollar Baby, bo ten ostatni bardzo dobrze pokazuje kwestię eutanazji.

kwestie etyczne mnie rozwalają, zwłaszcza te dotyczące confidentiality - wypełniony rapotr dla CIBA lezy na moim biurku juz 3 tydzien, bo ciągle zapominam, zeby zapytac czy moge go wysłac, bo ta niby zgoda podpisana przez pacj. wyglada mi podejrzanie.

a a propos wątpliwosci: nie wydaje ci sie, ze im dłuzej sie pracuje, tym więcej wątpliwosci? zwłaszcza w sensie, ze tym więcej rzeczy wydaje się prostych, jasnych i oczywistych?
-
2008/04/21 10:48:15
Od zwiazkow zawodowych (a BMA to najwiekszy zwiazek w UK podobno) mnie odrzuca, nie zapisalam sie.
Pytam mojego ubezpieczyciela, w koncu za cos im ten haracz place;)

Nie zgodzilam sie jeszcze na ten wpis i chyba sie nie zgodze, tez mam wrazenie, ze to bylby "breech".
-
2008/04/21 13:29:47
Wyobrazam sobie, jak trudno musi Ci byc. Na ile lekarz jest odpowiedzialny za zdrowie pacjenta, na ile nie postrzega samobojstwa jako swego rodzaju porazki zawodowej? Trduno sie odciac, ja nie mam zadnego doswiadczenia w tej materii, ale kiedys 'opiekowalam sie' kobieta z dzieci z Bosni przez pare miesiecym spotykalysmy sie raz w tygodniu by porozmawiac, i ogrom jej przezyc trudno bylo mi z siebie zrzucic. Pomagalo mi kompletne zanurzenie w jej zycie przez kilka godzin raz w tygodniu, zapomnienie o wlasnym, a z chwila zamkniecia drzwi do jej mieszkania gleboki oddech, wlaczenie walkmana i zajecie sie czyms moim, czyms z tego swiata...Ale ja akurat mysle, ze nadawalabym sie na psychiatre, mam wrazenie, ze umialabym poradzic sobie z problemami innych (tzn. nie dac sie im owladnac).
Moze nie zamykaj tych drzwi, skoro sie nie da, zostaw uchylone...
-
2008/04/21 18:05:47
bez zwiazku tzwanego : czy mnie sie przeslyszalo ze Ty w Ladynie bedziesz ?
-
2008/04/21 19:22:24
brytanka: bedziesz, o ile samolot wyląduje.
będe w celu złozenia dokumetnów na nowy paszport.
i wracam jak najprędzej sie da.
nie znosze wielkich maist :-(
-
2008/04/22 01:09:00
Sie w dupie poprzewracalo z dobrobytu normalnie;)
Do Londynu... samolotem...
-
2008/04/22 17:15:22
A ja zamykanie drzwi odprawiam, jak mi sie ktorys z moich swietej pamieci pacjentow przypomni (a jako internista od 80-cio latkow pare ich w zyciu mialam) - wieczne odpoczwanie zazwyczaj pomaga na niekonczace sie rozpatrywanie czy gdzies nie popelnilam bledu lub gdy mi ktoregos pacjenta jakos strasznie zal.
-
2008/04/22 18:01:23
gypsi: gdybym byla miała konsulat pod bokiem, jak co niektórzy; albo przynajmniej meiszkała blizej, jak co niektórzy, to bym nie musiała dupy pakowac w samolot (terminal 5), żeby zdażyć do konsulatu w lądku zanim go zamkną o 14.00
;-)

ps. nie było zle, złozyłam podanie. teraz tzreba czekać
-
2008/04/24 21:04:45
Dinozaur jako student ( tak , dawno to było , ale Dinozaur kiedyś był studentem ) nigdy nie miał skłonności do przechorowywania przerabianych w programie choróbsk i później umiał szybko wyłączać zawodowe sumienie . Niektóre jednak przydatki zalazły mu za ( raczej grubą ) skórę .
Helmut u końcu alt 70 wiejski wyrostek i osiłek , syn majstra stolarskiego kolegi Dinozaura od polowań dostał w wieku lat ok. 16 oczywistej schizofrenii . Słyszał stale głosy , które go w straszny sposób prześladowały , leczenie ówczesne wiele nie pomagało , w końcu głosy owe nakazały mu się zastrzelić . Helmut wziął do ręki dużego kalibru rewolwer tatusia i strzelił sobie w prawą skroń .
Kula wyszła z lewej , w rezultacie przeżył on to niestety , obok do it yourself lobektomii uszkodził sobie oba nerwy wzrokowe i oślepł . Objawów schizofrenicznych więcej nie wykazywał .
Skończył szkołę fizykoterapii i Dinozaur zatrudnił go jako masażystę , przepracował u niego 16 lat . Był mośe trochę euforyczno-wesołkowaty , publiczność go uwielbiała i działał też jako przewodniczący rady zakładowej . Mieszkał w jaskini Dinozaura na 1 piętrze .
Powiał wiatr ze wschodu i Dinozaur , jak stary rumak kawaleryjski na dzwięk trąbki wojskowej , rzucił się ( no , na szczęście nie do boju ale znów w wir dziwacznych interesów ). W końcu przyszedł moment , w którym konieczne było przeniesienie się do bardziej cywilizowanej oklicy Neandertalu , czyli wypłynięcie na szerokie wody . Nurtowało cały czas Dinozaura jedno jak powiedzieć o tym Helmutowi ? Jakieś 2 tygodnie przed momentem konieczności podjęcia ostatecznej decyzji pojechał Helmut a weekend do rodziców i tam zmarł nagle na zawał .
Good bye , Helmut ...
-
2008/04/24 21:11:40
dinozaurze: po tylu latach to prawie jak przyjaciel. odpadł dylemat 'złamania serca' wieloletniemu pracownikowi, doszła kwestia smierci bliskeigo wspołpracownika i prawie przyjaciela w mlodym wieku.
nie wiem, co gorsze...