Świata stan psychiczny
Blog > Komentarze do wpisu
Operacja się udała, pacjent przeżył
Albo: Zawołajcie lekarza!


Wiadomością nr 1 w medycznych kręgach była w tym tygodniu była historia chirurga, który amputował rękę, korzystajac z instrukcji otrzymanych SMSem.

Dr. David Nott, pracujący w Kongo jako wolontariusz z Medecins Sans Frontiers (Lekarze Bez Granic) amputował rękę 16-latkowi umierającemu z powodu sepsy. Ramię było zakażone po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z głodnym hipopotamem i jedynym ratunkiem było usunięcie 15 cm zaropiałego kikuta. Problem polegał na tym, że chirurg, choć prawdziwy chirurg, nigdy takiej operacji sam nie wykonał. Ba, zabieg ten jest rzadko wykonywany w UK i podobno tylko nieliczni potrafią go wykonac prawdłowo.

Dziarski doktor nie przestraszył się jednak, tylko zadzwonił do znajomego profesora -fachowca od podobych operacji. Z powodu słebej jakości połączenia, profesor zdecydował się wklepać instrukcje w telefon i przesłać SMSem. Dr. Nott ściśle zastosował się do poleceń i mimo braku doświadczenia i skromnego wyposazenia sali operacyjnej uratował życie chłopcu.

Wiadomość tę podano w głównych wydaniach wiadomości, okraszajac ją wywiadem z bohaterskim doktorem.
TP skomentował to peanami na cześć nowoczesnych technologii. 'E tam, technologia' - powiedziałam z lekką pogardą. 'Technologia tutaj pomniejszą rolę odegrała. Tu ludzi podziwiać trzeba! Ich odwagę, by zrobić coś, czego się nigdy nie zrobiło i determinację, by ocalić życie czy zdrowie, nawet narażajac własną reputację zawodową na szwank.'
W czasach, kiedy każdy z nas trzęsie portkami przed GMC i dba starannie, by kompetencji własnych nie przekroczyc takie historie dzialają jak balsam na zbolałe dusze medycznych romantyków .

Starzy lekarze mówią, że kiedyś to się nagminnie takie rzeczy robiło: see one - do one, mawiają tutejsi. Jestem pewna, ze i wam zdarzyło się kiedyś wykonać jakis zabieg, czytając instrukcje z podręcznika lub rozpoznac chorobę, której objawy znaliście tylko z książki.

Żałuję, że koledzy Zaprzyjaźnionym Forum zignorowali dyskusję pod linkiem do artykułu o odważnym chirurgu. Cóż, złe wiadomości się lepiej sprzedają. Szkoda! Ja lubie historie z lekarzami w rolach pozytywnych bohaterów. Medycyna jest zawodem, w którym ważne jest opanowanie i teorii i praktyki, ale przecież nie da rady się wszystkiego 'w terminie' nauczyć. A życie czasem stawia nas w sytuacji, w której chce się zakrzyknąć jak John Carter w mojej ulubionej scence z ER: 'Zawołajcie lekarza!' Tylko, że jak w tej scence, jedynym lekarzem w okolicy jest wołający.

Moja przygoda jest krótka, skromna i nie powala z nóg komplikacją przypadku, ale ją opowiem:
Miejsce akcji: Dyżur. Udział biorą: Pielęgniarka, Młodszy Asystent FP.
Pielęgniarka (przez telefon): Pani doktor, panu A wypadła ręka z barku.
FP (mając przed oczami scenkę wybuchającego barku z 'Wszystko czerwone' J. Chmielewskiej): Jakiego barku? W szpitalu?
P: Z prawego barku, W szpitalu. Mówi, ze ma nawykowe zwichnięcie, czy jak tam się to nazywa.
FP (oświeconym tonem): Aa! Z barku!
P: Przyjdzie pani zobaczyć?
A pewnie, że poszłam zobaczyć. Po drodze przeczytałam odpowiedni fragment w Poradniku Lekarza Praktyka i ... nastawiłam pacjentowi zwichnięcie wprawnym ruchem własnej ręki, dokładnie jak opisano w poradniku.
[kurtyna]



Teraz wasza kolej.
niedziela, 07 grudnia 2008, formaprzetrwalnikowa

Polecane wpisy

  • Nie badz taki szybki Bil

    albo: Slower doctors, safer patients Najnowszy absurd GMC to przypomnienie kolegom, by donosili Wielkiemu Bratu o kazdym popelnionym i ukaranym mandatem wykrocz

  • (Nie)oczekiwana zmiana miejsc

    Czyli: Being (a) patient. Przyznaję szczerze, nienajlepiej radzę sobie z sytuacjami, kiedy to znajduję się po drugiej stronie biurka/łóżka. Jak już zawiedzie mo

  • Jeśli przyśni ci się władza...

    Dzisiejsza sesja szkoleniowa poświęcona była nowemu Mental Health Act (Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego), który wchodzi w życie 3. listopada. Miało być sz

Komentarze
2008/12/08 08:21:18
podziwiam :-) ten nastwiony bark
zawsze do czegos jest pierwszy raz
teraz to juz nie wiem, czy bym komus rozbita glowe zeszyla, ale kiedys mi sie zdarzalo czesto
-
2008/12/08 09:43:17
Mam wieksza traume. Na stazu w karetce. Pacjent przestal oddychac, wentylacja ambu byla nieskuteczna. Starajac sobie przypomniec gdzie jest to cholerne wejscie do krtania - wlozylem rure. A jedynym doswiadczeniem byl manekin na 4 roku...

I druga mysl. Oni tu ida w dziwna strone. Jezeli chirurg czegos nie robi bo nigdy nie robil - albo robil, nawet duzo, ale przestal - to nie ma prawa wykonywac danego zabiegu. W efekcie beda mieli chirurgow - matolow od jednego, dwoch zabiegow. Reszta bedzie w rekach ludzi wyspecjalizowanych w trakcie bojowego stazu "Lekarze bez Granic" w Afryce.
-
2008/12/08 11:32:11
I dlatego ludzie uciekają z medycyny - bo to przestało dawać satysfakcję. Dzięki różnym certyfikatom jakości, SOP, JGP, itp. stajesz się wykonawcą procedur, a nie lekarzem. W rezultacie w EU w zawodzie zostaną psychopaci i nieudacznicy, lekarze pojadą do Afryki ;)
-
2008/12/09 00:07:31
Forma,
to Ty mię coś zrób ze nie zginającym się do porządku stawem środkowym? we mej prawej ręce. Prześwietny Pierwszy śmieje się ,że mam coś nie tylko z głową ale i z łokciem to chyba do dobrego lekarza trafiłam , co nie?
-
j_u
2008/12/09 13:55:24
Co mi przypomina, cholera, że wypadałoby się zapisać na kurs pierwszej pomocy! I obym nigdy nie musiała eksperymentować z ową pierwszą pomocą na nikim żywym.
-
2008/12/09 14:21:10
abnegat: gratuluje trafienia; a, przypomnialo mi sie zdiagnozowanie Tezyczki w karetce ('reka poloznika'), tez na stazu - wezwanie bylo do naglych bolow miesniowych bodajze

pedro: slusznie, slusznie.
a Twoja opowiesc gdzie??

joskaiga: ewentualnie moge porozmawiac z lokciem. ale lokiec sie zmeini tylko wtedy, kiedy bedzie na to gotowy
;-)

j_u: zapisac sie, zrobic i uzyc jak bedzie absolutnie niezbedne.
-
2008/12/09 16:50:57
Ja to aż nie wiem co opowiedzieć, dużo było tej partyzantki ;)
-
2008/12/09 18:50:54
pedro: wybierz kilka najbardziej adrenalinowych.
-
2008/12/11 17:46:17
Ja mam na swoim koncie bardzo rzadki zespół genetyczny u niemowlaka (a, bo tak jakoś mi wyglądał). Postawienie diagnozy było w tym przypadku jak trafienie szóstki w totka (już wiem, czemu nie trafiam - wyczerpałam swój limit!). I jeszcze rozpoznanie przewlekłej choroby ziarniniakowej u dorosłego z powiększoną śledzioną i dziwnym zakażeniem dróg moczowych - to po przeczytaniu artykułu wyszukanego w e-medicine.
Mam kolegę, który właśnie w ten sposób działa:
- Doktorze, zrobi pan biopsję...?
- Zrobię - po czym bierze książki, obczytuje się, sprawdza w internecie; jak jest kogo dopytać, to się dopyta i robi.
-
2008/12/12 12:33:14
I słusznie, bo to jest dla ludzi, a jakby medycyna wymagała wulkanów intelektu, zmysłów artysty i zegarmistrzowskiej precyzji to 90% nie kończyłoby studiów ;)
Spektakularnych to nie pamiętam, ale niezłe było zakładanie sondy Sengstakena, kiedy okazało się, że jedyną osobą na oddziale, która kiedykolwiek (i to 6 lat wcześniej) WIDZIAŁA jak się to robi jestem ja, a zatem założyłem ;) (ale to proste i nie da się dużo zepsuć).
-
2008/12/14 12:39:03
Pedo, nie badz skromny ;)

Dwoch anaesthetist consultant, kilka pielegniarek, wszystkie najmadrzejsze bo specjalizacje intensywna zrobily. I babcia staruszka ktora nagle przestala oddychac, cala czarna, adrenalina juz poszla bo zaczela zwalniac. Dwie pielegniarki ja wentyluja. Konsultanci osluchuja, sprawdzaja, wkluwaja, cisnienie mierza.

Odsunalem pielegniarki, wzialem laryngoskop- ups. Gorny balon wyskoczyl do gardla i zobturowal babcie staruszke.

Wszystkim mozna pacjenta zaleczyc na smierc.
-
2008/12/14 12:40:00
O Zesz, przepraszam za literowke - Pedro mialo byc rzecz jasna. :[]
-
2008/12/17 10:49:28
Ano, prawda. I z reguły im ładniejszy szpital, tym lepiej na śmierć zaleczają ;)