Świata stan psychiczny
sobota, 28 stycznia 2006
Murki
Podczas swych nielicznych jeszcze podróży po wyspie, zaobserwowałam ciekawe zjawisko krajobrazwo-geologiczne: kamienne murki. Biegną one w najrózniejszych kierunkach, zwykle wzdłuż drogi, czasem wzdłuż wzgórza - na górze (bardzo ciekawe, bardzo - taki murek biegnący wzdłuż grzbietu) albo w połowie wyskokości, czasem w poprzek- czyli z góry na dół; tak gdzie nie ma wzgórz, murki biegają sobie po polach i łąkach: także wzdłuż i w poprzek, niekoniecznie prostopadle.
Krajobraz z murkami wygląda ciekawie: jak wielka szarlotka  z ozdobnymi 'wałeczkami' z ciasta na wierzchu.
Murki są zbudowane z kamieni, róznej wielkości, leżących warstwami BEZ ŚLADU SPOIWA. I trzymają się, nawet w biegu.
Zważywszy ich formację geologiczną (bądź co bądź jest to skała), powszechność występowania, występowanie nawet w najtrudniejszych warunkach siedliskowych (w górach, na niemal pionowych zboczach) oraz brak spoiwa, zastanawiające jest, skąd one się tam wzięły??
Mamy na to trzy teorie:
Pierwsza mówi o tym, że murki wypiętrzyły się razem z górami Kumbryjskimi (jako, że własnie w tamtych okolicach murków widzieliśmy najwiecej i to występujacych w niedostępnych siedliskach); i tak już zostało.
Druga: że murki wynurzyły się po osuszeniu moorlands (to było chyba w XVIII-XIX w); i tak już zostało.
Trzecia teoria, najmniej tajemnicza zakłada, że zostały one wzniesione przez ludzi (być może nawet pierwotnych - za czym przemawiałby brak spoiwa), z pewnością anglików, na dowód ich umiłowania do wolności osobistej, własności prywatnej i hasła 'my home is my castle', nawet jesli to tylko łąka.

Niech żyje wolność osobista!
10:13, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (14) »
wtorek, 24 stycznia 2006
Nie sądź wieloryba po żabce
Czyli: bywalców basenowych analiza gatunkowa.


Chodzę sobie na ten basen i chodzę, pływam i pływam, coraz lepiej nawet pływam, ale głównie żabką, bo zwykle ktoś jeszcze w tym basenie przebywa, a ja się boję, żeby mnie za chlapanie nie wyrzucili (i 100 gbp w koszu).
Przebywają więc w owym basenie różne osobniki, na szczeście przebywaja czasowo, i zwykle czasowo krócej niż ja.
Niestety (niestety?) ja, jako zwierze tymczasowo wodne jestem wybitnie niespołeczna i im mniej innych zwierząt w tym samym zbiorniku, tym lepiej. Zgodnie z pawlakową zasadą 'jak się tak napatrzę, to tak nienawidzę' oraz koniecznością obserwowania pola (bitwy) i przewidywania ruchów (pływackich?) przeciwników, sporo czasu zajmuje mi obserwacja innych bywalców basenowych. Przez ostatni miesiąc regularnego chodzenia, zaobserwowałam już kilka gatunków.

Pierwszy z nich, obserwowany przeze mnie najczęsciej to tzw. Posh Staruszka; niekoniecznie jest 'staruszką', częsciej panią ok 50-60, zadbaną, raczej szczupłą, pływającą odkrytą żabką, co umożliwia jej rozmawianie z inną aktualnie obecną przedstawicielką tego samego gatunku. Rozmawianie jednak nie wyklucza pływania, w zwiazku z czym tenże gatunek jest najbardziej niebezpieczny dla mnie ze względu skarg na chlapanie (głośne chlapanie uniemożliwia rozmawianie), a także - o, dziwo!- dużą wytrzymałość i sporawnośc osobników tego gatunku - siedzą (i pływają) długo, zwykle jakieś 45 minut.

Drugi gatunek - nieco podobny do Posh Staruszki to Wyfiokowana Krzywa Żabka, która wyglądem moze przypominać PS, jednakże zwykle jest grubsza, ma inną fryzurę (PS ma zwykle krótko obcięte, proste włosy, WKŻ- jak samam nazwa wskazuje: bardziej wymyślną koafiurę) i inny rytm przebywania. WKŻ, pływa, jeśli pływa, krzywą odkrytą żabką, czasem pieskiem, czasem na piankowym wężu (to najgorzej rokujący dla mnie styl), a czasem nie pływa wcale, tylko stoi (niekiedy na środku basenu) i gada z napotkaną przedstawicielką tego samego gatunku. Na szczęście, WKŻ dośc szybko się męczy (nudzi) w basenie i jeśli nie spotka innej WKŻ lub nie wpadnie na pomysł, żeby usiąść na piankowym wężu i przemieszczać się na nim jakby się jeździło na rowerze - zwykle porzuca po kilku tzw długościach basen na korzyść wlasciwego dla gatunku siedliska - tzw. spa, czyli wanny z jaccuzi. 

Rozpaczliwy Krawl, czyli meska odmiana PS- zwykle mniej od zenskiej formy sprawna, za to bardziej sklonna do szarzowania. Owo szarzowanie ma zwykle postac wspomnanego w nazwie 'rozpaczliwego krawla', czyli proby plyniecia krawlem na brzuchu, z glowa oczywiscie nad woda, przerzucana rozpaczliwie z jednaj strony na druga i rekoma mlocacymi wode rownie rozpalczliwe acz z wiekszym pluskiem (coz, nie ma jak uderzyc calym przedramieniem w powierzchnie wody). Szarzowanie krawlem jest bardzo energochlonne, wiec zwykle po 1-2 dlugosciach RK albo powraca do zabki (odkrytej, a jakze) albo porzuca basen, czesto na korzysc jacuzzi.

Bywalcy Silowni - gatunek dosc efemeryczny, osiadly gdzie indziej, aczkolwiek niezbyt rzadki w basenie. Wiadomo jak wygladaja, jednakze ilosc miesni a nawet ich fizyczna sila nie przekladaja sie na sprawnosc plywacka, co jest przyczyna rownie szybkiego jak przybycie (ach, ten plusk na wejsciu) znikania osobnikow tego gatunku z basenu. Wejscie i wyjscie, rozegrane w kilku pozach dokumentujacych zwykle srodowisko bytowania, sa zwykle niezbyt od siebie oddalone kilkoma dlugosciami basenu, pokonanymi zwykle rozpaczliwym krawlem lub zabka (czasem nawet kryta), czasami plywaniem podwodnym (nalezy roznicowac z gatunkiem Podwodnika Zcichapeka). Do charakterystycznych cech tego gatunku nalezy zabawna niekiedy sklonnosc do wspolzawodnictwa, objawiajaca sie m.in. w probach 'scigania sie' ze mna, zeby bylo zabawniej- krawlem wlasnie. Nie, nie, daleko mi do Otylii, ale kiedy oni jeszcze sapia po pierwszej dlugosci, ja robie trzecia. Generalnie nie jestem typem kompetycyjnym, ale taki zabieg zdecydowanie przyspiesza opuszczenie basenu przez BS. BS zwykle wystepuja w grupach 2-4 osobowych.


Z gatunkow rzadszych:

Wspomniany wyzej Podwodnik Zcichapek, ktory moze wystepowac w dwoch formach: Plywajacego Podwodnika Zcichapeka, bardzo niebezpiecznego, albowiem przejrzystosc wody w basenie pozostawia wiele do zyczenia, oswietlenie rowniez, a ponadto ruchy Podwodnikow sa zwykle nieprzewidywalne, wiec nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie wynurzy sie taki Podwodnik. Bardzo nie lubie tego gatunku, bardzo.

Nieco mniej niebezpieczny dla otoczenia, aczkolwiek bardzo dla siebie jest Stacjonarny Podwodnik Dziwaczek, ktory bazuje przyczepiony do barierki wzdluz basenu, zwykle w kucki, wynurzajac sie z rzadka. To chyba rzadki gatunek, bo widzialam go tylko raz, ale mozliwe, ze inne Podwodniki Dziwaczki wyginely wczesniej, jako ze nie zaobserwowalam u tego gatunku skrzel, ktore wybitnie poprawiaja cwiczona przez te osobniki, zdolnosc przebywania pod woda.

Innym, niestety rzadkim gatunkiem sa Goglowcy (okularkowcy), charakteryzujacy sie posiadaniem okularkow do plywania (zwanych tu goglami); gatunek ten, do ktorego i ja naleze ( z tym, ze ja jestem odmiana czepkowo-okularkowa) jest przeze mnie darzony jaka taka sympatia, ze wzgledu na umiejetnosci plywackie uprawniajace mnie do plywania krawlem a nawet wyprobowywanie motylka, jako ze i tamte osobniki tak plywaja. jesli plywaja zabka, jest to, oczywiscie, prawdziwa, kryta zabka. Jedyna wada tego gatunku jest to, ze jak juz przyjda poplywac, to plywaja dosc dlugo (tzn ok 30-40 minut), choc krocej niz PS.

Rozchichotana Chlapiaca Panienka - przybywa na basen glownie w celu zabawy tudziez zaprezentowania swoich wdziekow; wystepuje glownie w formie zenskiej, aczkolwiej zaobserwowalam takze osobniki meskie, przewaznie parami (meskimi). Szkodliwosc- wysoka, z powodu nieobliczalnosci w uzywaniu powierzchni basenowej, jak rowniez z powodu nierozsadnego stosowania dodatkowych narzedzi (np rzucanie do siebie deskami do plywania), a takze halasu (nieodlaczne piski) i nieprzewidywalnosci terminu opuszczenia basenu.

Lezakowce - podgatunek WKZ i RChP - glownie leza, niekoniecznie przy brzegu, czesto gadaja z osobnikami tego samego podgatunku; szkodliwosc niska, ale komplikowana iloscia zajmowanej powierzchni; zaleta: szybko marzna i nudza sie, wiec wychodza.

I wreszcie wspomniany w tytule Wieloryb, ktory jest odmiana najczesciej WKZ i Lezakowca; jak wyglada- wiadomo. co robi - zalezy od postaci (dnia?). Jednakowoz wczoraj natknelam sie na Wieloryba, ktory chociaz plywal odkryta zabka, plywal szybciej niz ja krawlem. Ba, nawet na plecach plywal szybiej niz ja krawlem. I to plywal, jak na W i WKZ dosc dlugo, bo z 15 minut. Przyznaje sie, ze sie scigalam i ze zezloscilo mnie to, ze nie wygralam. Pomyslalam sobie: Nigdy nie sadz wieloryba po zabce.
Ale jak juz wyszedl, zauwazylam, ze wyzszy byl ode mnie o jakies 20 cm wzdluz, nogi mial dluzsze, a zatem i sila odbicia wieksza i szybciej mu glowa doplywala do brzegu basenu.
Nie jest wiec ze mna az tak zle.

Pozdrawiam wszystkich plywajacych
Czepkowiec Okularkowy

;)
11:59, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 stycznia 2006
Keep yourself busy!
Jedną z podstawowych zasad pozostania w zdrowiu psychicznym (i fizycznym) jest posiadanie jakiegoś, najlepiej sensownego, zajęcia. Zasada ta jest niezależna długości i szerokości geograficznej ani koloru skóry czy zawartości portfela, owe zmienne wpływac mogą jedynie na cechy zewnętrzne zajęcia.
Tako też jednym z podstawowych pytań, jakie zadaję moim pacjentom, zwłaszcza tym zdrowiejacym lub ozdrowiałym jest:
- Do you keep yourself busy?
I w odpowiedzi zwykle słyszę, że tak, że psa wyprowadzam, kota, chodzę do gym'u, babci pomagam, pracuję. Oraz różne inne.
Taki np pan A wstaje rano, ok 5.00am; śniadanie, gimnastyka, potem trochę dom 'ogarnie', siebie i idzie do ogrodu. Ogród kopie, grabi, pieli - standard. Pomaga także w pracach ogrodowych swojej mamie, staruszce i kilku sasiądom. Stał się także specjalistą od odnawiania mieszkań - swój dom odnawia co roku: kładzie tapety, maluje, szpachluje, itp. Zaczyna od korytarza, a zanim dojdzie do ostaniego pokoju, zwykle dom jego mamy można już odnawiać. A po odnowieniu domu matki, można już zaczać nowy cykl w swoim.
I tak na okrągło, przez cały rok. It keeps him busy, and sound.
Z jednym wyjątkiem.
Kiedy pan A zaczyna urządzać w swoim back garden małe boisko, wytycza linie, wbija słupki...
O-ho! To znaczy, że znów jest chory.

Keep yourself busy!
Ja idę popływać.

;)
09:23, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 stycznia 2006
Społeczny aspekt odchudzania
albo: Anglicy i alkohol.

Mój zespół się odchudza. Cóz, New Year's Resolution, ale zawsze warto spróbować.
Powiesili w recepcji tabelę, w którą osoby, które zadeklarowały się, że się odchudzają, wpisują zgubione/zyskane (chciałoby się napisać: kilogramy, ale przecież nie kilogramy wpisują tylko) 'pounds' oraz 'stones'.
Najciekawsze jest jednak to, w jaki sposób chcą stracić na wadze.
Ilekroć ktoś z moich znajomych w polsce postanawiał się odchudzać, słyszałam, ze: 'przede wszystkim ograniczam słodycze' a także: 'nie jem kolacji'.
Co słyszę wymieniane na pierwszym miescu tutaj?
Ha!
'Cut down on alcohol'. A dopiero potem: 'No junk food'.
Ciekawe, prawda? Tym bardziej, że nikt z mojego zespołu nie wyglada na ostro pijącą osobę. Ale np. A codziennie wypija pół butelki wina, B (kobieta) potrafi w weekend 'obalić' butelke whisky.

Te ilości to nic wobec tego, co czasem słyszę od pacjentów. Wielu w polsce widziałam alkoholików, pijaków, takich co to wypijają 'trzy denaturaty na dwóch' albo 'litra wódki na łebka' czy też nawet 'pół litra wódki i trzy jabole', ale for godness' sake gdzież im do:
- litr wódki + 3-4 mocne lagery (facet)
- 15 dużych, mocnych lagerów i czasem 'trochę' whiskey (facet)
- 9-11 butelek cydru (kobieta) - ciekawe, jak dużych butelek, bo TP kupuje takie 2 litrowe...
A najciekawsze jest to, że kiedy przychodzą na wizytę do mnie - wyglądają całkiem normalnie i tzw. porządnie. Czasem zdradzi ich lekki zapaszek wczorajszego pijaństwa (mam dobry nos!)
Najbardziej mnie ciekawi, jak oni przetwarzają takie ilości płynów?? Przeciez to trzeba niemal w wucecie siedzieć i pic...

I nic dziwnego, że w ub. tygodniu 'The Sun' napisał, że 70% dorosłych brytyjczyków zagrożonych jest alkoholozmem.


Cheers!
;)
08:32, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (10) »
środa, 18 stycznia 2006
Building up self-confidence
albo: dlaczego nie pisze o postepach w prowadzeniu samochodu.

M napisala w mailu, ze czyta mojego bloga, wiec wie, co sie u mnie dzieje; najbardziej lubi te fragmenty o moich osiagnieciach na basenie ( bo to Ona jest odpowiedzialna za regularne zaciaganie mnie na basen przez poprzednie 4 lata) i w prowadzeniu samochodu.
Z tym, ze jesli chodzi o to drugie- to w przeciwienstwie do pierwszego, nie ma sie czym chwalic.
Na basen, owszem, proszpani, chodze 5x w tygodniu, plywam jakes 50-60 min, zwykle przeplywajac 1000-1200m, glownie zabka, bo to najmniej chlapie.
Napisalam: 'chodze', bo ostatnio chodze, bo mi TP zabronil uzywac samochodu.
Dlaczego?
Nno coz, wyszlo mu, ze na tych 5 razy, kiedy wzielam samochod, 2 razy go obtarlam. Raz o czyjs samochod a raz o murek, ktory wyskoczyl na mnie znienacka.
Pal szesc, ze zakazal mi jezdzic samochodem w tym tygodniu - powiedzial,z e bedzie go potrzebowal a boi sie, ze go rozwale. To jeszcze jestem w stanie zroumiec.
Gorzej, ze udziela mi dobrych rad w stylu: nie parkuj tak blisko innych samochodow, albo: uwazaj na murki. Wkurza mnie to, bo ja wcale nie parkuje blisko innych samochodow, bo nie umiem. Powiedzialam mu, zeby raczej powiedzial innym kierowcom, zeby nie parkowali tak blisko mnie, a murek sam na mnie wyskoczyl i to znienacka.
Stresuje mnie tym gadaniem jeszcze bardziej niz sama jazda samochodem.
I jak ja w takiej mam budowac zaufanie do samej siebie jako kierowca?
Przeciez to cwiczenie czyni mistrza.

;-)
14:24, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
niedziela, 15 stycznia 2006
Gdzie jesteś, inteligencjo?
Albo: Od czego dostaje się schizofrenii?

Dziwny dzień. Przed obiadem artykuł Żakowskiego (zaczynam go lubić?) W Polityce (nr 51-52) o 'proroctwach' Ortegi:

'Człowiek masowy czując się pospolitym, żąda, by pospolitość była prawem i odmawia uznania jakichkolwiek nadrzędnych wobec siebie instancji. (...) Umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swojej przeciętności i banalności, mają dziś czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucenia tych cech wszystkim innym'.
'Społeczeństwo jest zawsze dynamicznym połączeniem mniejszości i mas'
'Skłonnośc do czynienia z zabawy i sportu głównej sprężyny życia; pielęgnacja własnego ciała, dbałość o urodę i strój; zabawianie się z intelektualistami iz odczuwaniem w głębi duszy pogardy do nich (...) upodobanie do życia pod rządami absolutnymi i niechęć do dyskusji politycznych'.

A na deser:
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3112653.html


Ciężko jest żyć inteligencji w dzisiejszej Polsce.
Co się stalo z tymi, którzy jeszcze nie wyjechali? Postanowili te czasy przespać? Ukrywają się? Podszywają pod 'zwyczajnego człowieka'? Udali się na 'wewnętrzną emigrację'?
Pamiętam kobietę, która na pytanie: Jak zaczęła się pani choroba? - odpowiedziała:
- Nie mogłam sobie poradzić z otaczającym mnie światem, na wiele rzeczy nie potrafiłam się zgodzić. Wtedy mąż zaproponował, żebym udała się na 'wewnętrzną emigrację'.
Rozpoznano jej schizofrenię.

Pozdrawiam wszystkich Przyjaciół, którzy zostali w Polsce - I wish you were here.

22:28, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 stycznia 2006
Bieganie w basenie
i inne trudne konkurencje.

Wczoraj poszłam na aqua aerobic. 16 bab w malutkim basenie podskakujących, machajacych nogami i rękami.. wyobrazacie sobie, ile energii spaliły? ok 4000 kcal. a w ogole, to przy wszelkiego rodzaju siłowniach, basenach i innych miejsca spalania tłuszczu powinno się instalowac takie małe elektrownie - szkoda, zeby tyle energii szło w kosmos.
Już widzę młyn wodny napędzany przez zespół aqua-aerobicowy i dynama zainstalowane przy rowerkach do spinningu i bieżniach.
W razie czego: to mój, formy, patent!

Okazało się, przy okazji, że jest jeszcze kilka innych konkurencji basenowych, które mi nie wychodzą najlepiej (poza wspomnianym wczesniej relaksowaniem sie na plecach).
Taki bieg w basenie. Probowaliscie kiedys? Stopami odbijac sie od dna a rękoma pomagać sobie w przemieszczaniu. Trudne. Starałam się, jak mogłam, ale zdecydowanie hamowałam ruch.
Albo kryta żabka. JAk te paniusie mogą tak pływać? Przecież to bardziej męczące od krawla!
O pływaniu na plecach nie wspomnę - jak dopływam do brzegu jestem spocona jak po 100m krawlem. I mówię o pływaniu na plecach z deską, czyli bez machania rękami. Brr...
Zdecydowanie odstaję od większosci populacji: to co uznawane jest za łatwe i relaksujące sprawia mi więcej kłopotów niż przepłynięcie 1000m.
Ale trenuję. Taka odkryta żabka jest bardzo mało chlapiąca i włosów potem suszyc nie trzeba.

;)
14:49, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 stycznia 2006
Muszaki
Albo: Ach, jak przyjemnie kolysac sie wsrod fal...


Muszaki to nie balkanska potrawa, choc trzeba je przelknac jak zabe; ani wegierskie przeklenstwo, chociaz podobny wstret u mnie budzi. Nie jest to takze rodzaj muszek, aczkolwiek to rownie (a nawet bardziej) dokuczliwa rzecz.
Muszaki to cos, co sie MUSI.
Cos, co 'nie chcem ale muszem' zrobic.
Jak np. poleciec do polski na kilka dni.
Brr...
Latem powiedzialam znajomym, ze przylece na kilka dni w grudniu. W listopadzie zaczelam mowic o styczniu.
A w grudniu juz wiedzialam, ze nie bedzie to styczen. Powiedzialam: w lutym.
No i w lutym juz musze.
A najgorsze, ze musze, bo musze:
- isc do dentysty
- isc do tego_lekarza_co_ma_niewygodny_fotel_dla_pacjentow
- isc do kosmetyczki (zeby nie bylo: bolesne zabiegi)
I to sie bedzie nazywalo, ze polecialam do polski na urlop!


ps. to sie chyba masochizm nazywa, c'nie?
;-)
14:14, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (18) »
środa, 11 stycznia 2006
Don't worry, you are not the target
albo: reklama dzwignia handlu

Lubie ogladac reklamy, szczegolnie te zrobione z pomyslem. Niestety, niektorych reklam nie rozumiem, zwlaszcza tych od piwa i samochodow - TP smieje sie ze mnie i mowi, ze nie jestem targetem. Racja.
Przedwczoraj posprzeczalismy sie o reklame Pepsi-Max: te z facetem z czterema pomaranczowymi 'balonikami' na rekach i nogach, schodzacego w dol po szklanej scianie. Nijak nie moglam zlapac, jak ma sie do tej historyjki haslo 'Don't worry. There is no sugar'.
TP powiedzial, ze to oczywiste i przedstawil swoje wyjasnienie.
Wyjasnienie, aczkolwiek sensowne, wcale nie wydalo mi sie takie oczywiste. Postanowilam wiec zrobic ankiete i zapytac kolegow z pracy, jak oni rozumieja te reklame.
Moja sekretarka niestety, nie kojarzy filmiku.
R. skojarzyl i podal wyjasnienie zblizone do TP. Niestety.
Jak mowi stare przyslowie pszczol: jedna jaskolka nie czyni wiosny. Nawet jesli sa to dwie jaskolki.
w zwiazku z tym, Szanowni Czytelnicy, zwracam sie do Was z pytaniem:
A jak wy rozumiecie te reklame?


ps. Oczywiscie, ze ja nie jestem targetem dla Pepsi (pilam pepsi moze z 5 razy w zyciu, i oczywiscie nie odrozniam pepsi od coca-coli), ale bez przesady- inteligenta jestem!

;)
09:47, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 stycznia 2006
Matrix
Albo:refleksja (polroczna?)

Ani sie obejrzalam jak minelo mi pol roku w tej herbacianej krainie.
Nawykow herbacianych nie zmienilam (nadal moja ulubiona herbata to Earl Grey no sugar, NO MILK).
Zmienilo sie wiele rzeczy.
Ale o zmianach pisze na biezaco, bedzie wiec o czyms innym.
Wczoraj po raz kolejny ogladalam Matrix - moj ulubiony film. Nie pamietam juz, po raz ktory, ale pamietam, kiedy ogladalam go po raz pierwszy.
Bylo to dokladnie 6 lat temu, na kursie angielskiego, w nowym miescie, do ktorego przyjechalam za praca, chlebem i nowym zyciem. Niestety, wtedy rozumialam jakies 40-50% tego, co mowiono w filmie, bo oczywiscie, ogladalam go w oryginale.
Wczoraj tez ogladalam go po angielsku (amerykansku), z ta roznica, ze rozumialam wszystko. Kontekst - dziwnie podobny: nowe miasto, do ktorego przyjechalam za praca, chlebem, nowym zyciem. Deja vu?

Siedzac wtedy w malej salce malej szkoly jezykowej w prowincjonalnym malym miescie nawet nie marzylam o tym, ze kiedys bede zyc i pracowac w wielkiej brytanii.
Nie marzylam, poniewaz bylo to zupelnie nierealne.
Ale jak widac: wszystko zalezy od sily umyslu i tego, jak bardzo sie czegos pragnie.
There is no spoon

;)
09:49, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2