Świata stan psychiczny
niedziela, 31 stycznia 2010
5

czyli: rozkrecanie mebli i proba generalna pakowania sie w limit bagazu.


Dotarlismy do typowego dla przeprowadzek momentu, kiedy to okazuje sie, ze posiadane przez nas przedmioty zajmuja wiecej przestrzeni niz dlugosc x szerokosc x wysokosc naszego domu. przy trzecim razie to juz nie przeraza.

Odnajdujemy tez sporo przedmiotow, o ktorych istnieniu zapomnielismy, jak coffee percolator, toster czy zelazko i deska do prasowania. W ramach swietowania tego ostatniego wykopaliska TP urzadzil Wielka Sesje Prasownicza dla zakupionych w ilosciach hurtowych koszul i spodni. Straciwszy nadzieje, ze z rozmachu wyprasuje moja piekna lniana bluzke postanowilam pojsc za ciosem i sprobowac przywrocic jej chocby odrobine zycia straconego w pierwszym praniu.
Nie oczekujcie zdjec - sumienie zabrania mi propagowania w jakikolwiek sposob czynnosci, ktorych istnienia nie popieram.

Zastanawiam sie, ile bluzek i spodni bede musiala wywalic z torby, zeby mi sie zmiescila moja wierna Sony Alpha 100 z ulubionym obiektywem Sigma 17-70mm. Poleciec do NZ bez aparatu?? Przegapic koniec lata i poczatek jesieni?? Nah, to juz raczej pojade w jednej parze butow (hehe, 'sandalkowate' Martensy, wiec powinny i zima dac rade) - nie takie rzeczy sie przezylo.

Jutro wylaczaja nam Internet. Kolejne sprawozdzanie pewnie juz z lokalnej biblioteki.

środa, 27 stycznia 2010
The Final Countdown

Albo: Blisko, coraz blizej...


Zostalo nam 9 dni. Wskazowka stresometru ostro idzie w gore. Niestety, konstruktywne sposoby radzenia sobie juz nie wystarczaja, a wiec probuje stres 'zajadac', dzis - drozdzowkami (dziekuje Dorotus75 za przepis).  Ciuchy zaczynaja sie robic ciasne, wiec zyje nadzieja, ze w przyszlym tygodniu osiagne ostatni poziom zestresowania i wtedy stres zacznie zjadac mnie.
TP ma glupawke i rzuca zartami rodem z podstawowki.
Kocica znow sie obzera i chyba regresuje, bo wlazi pod stolowa lampe, pod ktora wygrzewala sie razem z braciszkiem we wczesnych latach kociecych.

Wszystkim znajomym dopytujacym jak radzimy sobie z pakowaniem beztrosko odpowiadamy, ze pakowaniem sie nie przejmujemy, bo pakowac nas bedzie firma przeprowadzkarska na dwa dni przed wylotem.
Co z kolei oznacza, ze przez dwa dni bedziemy musieli sobie radzic bez garnkow, naczyn, sztuccow, poscieli, mebli, mikrofalowki i lodowki.
Kablowke, telefon i (o, zgrozo!) Internet odcinaja nam 1 lutego.
Oba samochody sprzedane. Ze srodkow transportu pozostaly nam rowery, ktore trzeba odpucowac na blysk (bo inaczej nie wpuszcza do NZ) i sprzedany na eBay'u i wciaz nieodebrany kajak.

Najwiekszym moim zmartwieniem, poza tym jak przetrwac 25 godzinny lot, jest dom. Ale nadzieja wciaz jest, bo sa zainteresowani kupnem. Wciaz licze na moje niesamowite szczescie, ktore sprawi, ze agent zadzwoni jutro z sensowan oferta.

Wbrew pozorom, ta przeprowadzka, choc 10x dalej, jest o niebo latwiejsza niz ta z Polski do UK. Jezyk ten sam, kultura 'dominujaca' podobna bo wyrosla z brytyjskiej, brytoli wielu. Mamy juz zaproszenia na barbeque do kilku (hehe) 'znajomych z internetu' kolegow po fachu oraz kontakty do znajomych znajomych (serdecznie dziekujemy). Nie wspominajac o czekajacym na nas wynajetym domu i samochodzie, kontach bankowych otwartych przez telefon i temuz podobniez.
Bulka z maslem.
Hm, ktory to bedzie przepis u Dorotus? Moze ten.

To teraz zaspiewajmy:




niedziela, 10 stycznia 2010
...jak jest zima to musi być zimno!

Albo: The Big Freeze.


Wyspa zamarzla. Przerazajace raporty o kilkunastucentymetrowych zaspach sniegu, zamknietych szkolach, ludziach niedojechanych do pracy, slupku rteci spadajacym do niewyobrazalnych -11C, nieczynnych lotniskach, samochodach porzuconych na poboczu drog i ludziach kradnacych resztki zapasow piasku z sola nadciagaja ze wszystkich stron.

Media blagaja zeby podrozowac tylko jesli to absolutnie konieczne i strasza obrazkami zagubionych w sniegu samochodziarzy. Koledzy w pracy pytaja mnie jak my sie ubieramy, kiedy temperatura spada do -15C, czy opony zimowe naprawde pomagaja jezdzic zima i jak wygladaja lancuchy sniezne.


Ale co tu sie Angolom dziwic, skoro akrytuly o Driving in Extreme Waether Conditions zamiast informacji gdzie kupic opony zimowe i co to jest kontrolowany poslizg, zawiera porady typu 'Zawsze miej cieply koc, odblaskowa kamizelke i tabliczke czekolady.'
Personel szpitalny mocno przerzedzony - albo z powodu zamknietych szkol, albo 'zasypania sniegiem'. Kierownictwo, w trosce o tych, ktorzy z powodu nieprzejezdnych drog nie moga sie dostac do domu urzadzilo w sali seminarynej 'Temporary Rest Room' ze spiworami, poduszkami i zapasem herbaty z mlekiem.
Szkoda, ze nie widzieliscie jak sie rechotalam z informacji na drzwiach. Adverse weather condition! 

Ze co? Ze jak? Ze snieg i mroz? Zima jest!

'Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno! Tak? (...) takie jest odwieczne prawo natury!'


00:56, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »