Świata stan psychiczny
wtorek, 27 lutego 2007
Wrodzona nietolerancja owoców i warzyw
z cyklu: ciekawostki lokalne


Od kilku dni cały kraj pasjonuje sie losem Connora - 8-latka z pobliskiego miasteczka. Piszą o nim ogólnowyspiarskie gazety, mówią w radiu, pokazuje go telewizja, wczoraj ITV- najwoększa prywatna stacja telewizyjna nadała program z nim w roli głownej. Ba, jego sprawą zainteresowały sie zagraniczne gazety (w tym GW).

Cóż takiego interesującego w tym chłopcu?
Otóz: waży on prawie 90kg i złamał już 5 rowerów i 4 łóżka. Szkolnym pielęgniarkom, lokalnej służbie zdrowia ani social services mimo wysiłków nie udało sie chłopaka odchudzic. A matka nawet nie fatygowała się, żeby przychodzic z dzieciakiem na umówione wizyty.
A zatem podjęto decyzję o wpisaniu chłopaka do child protection register jako dziecka zaniedbywanego przez matkę. Taka procedura może zkończyć się odebraniem matce dziecka - jeśli biorący w child protection conference profesjonalisci dojdą do wniosku, że dziecku będzie lepiej gdzie indziej.
http://www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/health/article1434607.ece


Matka, pokazana wczoraj w lokalnej telewizji protestowała. Krzyczała, że to, że Connor wyglada jak wygląda jest dowodem na to, jak dobrze o niego dba. Bo gdyby nie dbała, to byłby chudy jak patyk.
A co ona może na to, ze chłopak ma 'wrodzoną nietolerację owoców i warzyw'? Przecież nie będzie w synka wmuszać sałaty, jak on wrzeszczy i strzela fochy.

Z innych publikacji i programów na temat odżywania się tubylców wnoszę, że ta 'intolerance for fruit and vegetables' to chyba raczje choroba zakaźna, dośc często występująca w tym kraju.

Connorowi pozwolono zostać z matką, która skarzyła się, ze prosiła o pomoc, chodziła do lekarzy i pielęgniarek, ale ci nie robili nic poza ważeniem chłopaka i robieniem uwag, że powinna 'to watch what he eats' - But that’s what I’ve been doing constantly."
http://www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/article1446272.ece


Od patrzenia na jedzenie jakoś jeszcze nikt nie schudł - wiem coś o tym


;-)
20:50, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 lutego 2007
Angielska pogoda
- U nas nie ma aż tak angielskiej pogody - powiedziała i jak na lady przystało delikatnie zniknęła we mgle.
- U nas normalnie też tak nie wygląda- zaczęłam, ale urwałam, bo kto by mi w to uwierzył. Przyspieszyłam kroku, żeby nie zginąć.
Holy Island, na którą zabraliśmy naszego gościa wyglądała mniej więcej tak:




Niestety, nie udało się poszybowac w przestworzach - angielska pogoda: w sobotę mgła, w niedzielę deszcz. Kiepska reklama regionu nam wyszła.
Najważniejsze jednak, że przyjazne stosunki między zwolennikami samochodów z ręczną skrzynią biegów i wielbicieli aut z automatem zostały nawiązane.
Następnym razem będą się Midlands reklamować.

Grunt, żeby poczucie humoru nam znów sprzyjało. O pogodę pomodlimy się do patrona naszego, błogosławionego Interneta


;-)
08:30, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 lutego 2007
When more is not enough
Albo: Ten się śmieje...


Najnowszy numer British Medical Journey publikuje artykuł o leku zwanym Havidol - first and only treatment for DSACDAD.
Czujesz się pusty/pusta po dniu pełnym zakupów?
Nowe rzeczy cieszą cię bardziej niż stare?
Czy życie wydaje się lepsze, kiedy masz więcej niż inni?
Nie czujesz się tak młodo jak kiedyś?
Lubisz czuc się wyjątkowo?
Tak. Tak. Tak!
?
Cierpisz na niedawno odkrytą jednostkę chorobową zwaną DSACDAD, czyli Dysphoric Social Attention Consumption Defict Anxiety Disorder i potrzebujesz pierwszego i jedynego, doskonałego leku: Havidol:
www.havidol.com
Lek oprócz własnej strony internetowej dorobił się specjalnej kampanii reklamowej, przeznaczonej do publicznej dystrybucji, jako ze w USA reklamowanie leków na receptę jest dozwolone. Tu możecie zobaczyć klip:
http://www.youtube.com/watch?v=sQw_cdhXGco


Uwierzyliście?
Nie martwicie się, nie tylko wy. W ciągu pierwszych kilku dni 'kampanii' strona havidolu zanotowała 5000 odwiedzin, do chwili obecnej - już  ćwierć miliona. Ludzie uwierzyli, że mają opisaną tam chorobę i zaczęli pisać do 'producenta' dopytując o warunki przepisywania, cenę, lekarzy zajmujących się leczeniem itp.
Ja też na początku pomyślałam, że to kolejny wymysł przemysłu farmaceutycznego i 'naukowców' usiłujących nas przekonać, że to, co do tej pory było zwane 'życiem' stało się chorobą wymagającą specjalistycznego leczenia.
'Ludzie nie załapali, że to satyra albo parodia. Najbardziej dziwi mnie fakt, ze informacje o Havidolu pojawiły się na prawdziwych stronach dotyczących zaburzeń lękowych i depresji' - pisze dziennikarka BMJ.

Pomysłodawcy tej kampanii przeciwko wpływowi przemysłu farmaceutycznego na medycyne współczesną zaśmiewają się głośno z żartu, który im się udał.
A ja sobie smutno myślę, że za kilka miesięcy, może rok, będziemy musieli się tego śmeichu wstydzić i bic w piersi i przepraszać wszystkich cierpiących na nowoopisane zaburzenie - life-threatning disorder: DSACDAD

:-/
21:00, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 lutego 2007
piątek, 16 lutego 2007
Diesel
Przyznaję, że ten dzisiejszy dwubiegunowiec był odrobinke rozkręcony, zwłaszcza pod koniec wizyty.
Pochwalił mi się, że zaczął pisac wiersze o tym, jak się czuje i ze chce załozyc stronę internetową, żeby je opublikowac.
Powiedział mi również, jakim pseudonimem się podpisuje:
- Niech pani zapisze  - poprosił, wyraznie z siebie dumny - Przeliterować?
Przeliterować. Nawet trzy razy, bo jakoś koncówki nie mogłam złapać.

Potem pogadaliśmy jeszcze o tym i o owym z jego zycia, o nudnej pracy i leczeniu. Rzucił kilkoma dowcipami, zaskoczyłam z leciutkim opóznieniem.
Wyszedł po 1,5 godziny.
Uporządkowanie bardzo chaotycznych notatek i podyktowanie listu zajęło mi następną godzinę.
W nagrodę zrobiłam sobie herbatę.
Podyktowałam ejszcze ze dwa zaległe listy.
Wypełniłam jakiś formularz.
Dopiero w drodze do domu dotarło do mnie.
Bipolar bear.
Hehe, błyskotliwy pseudonim.

Myslicie, że powinnam mu na następnej wizycie powiedziec, ze doceniam jego poczucie humoru?


;)
21:59, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 lutego 2007
Talk of the day
- Od poczatku mowilam wam, ze cos z tym krajem jest nie tak - grzmiala C wymachujac jakimis papierami.
- Wiedzialam, ze nie jest idealnie, ale nie sadzilam, ze jest az tak zle - krecila smetnie glowa A
- Najlepszy sposob na szczesliwy zwiazek to co trzy lata przeprowadzac sie z dzieciakami dwa domy dalej! Co to za zycie dla biednych dzieci - ostro pobmiewajacy kanadyjskim akcentem glos C zalamal sie lekko - A jak wypadl twoj kraj? - ledwie sie zorientowalam juz podtykala mi pod nos kartki z tabelkami - Wydrukowalam sobie caly i pozazanaczalam, gdzie UK a gdzie Kanada.

Oczywiscie, wszystkich w zespole poruszyl najnowszy ''>raport  UNICEFU
Czesc dlatego, ze sami maja dzieci, czesc dlatego, ze jako pracownicy socjalni czesto sa zaangazowani w child protection, a wszyscy - bo w jakis sposob jest to wykladnikiem zycia w tym kraju.

Ja tez dosc szybko sie zorientowalam, ze cos tu jest nie tak. 'wychowanie bezstresowe'  z wrzeszczacymi, smiecacymi, rozrabiajacymi dzieciakami w miejscach publicznych, ubranymi w modne ciuchy i obwieszonymi najnowszymi gadzetami; wszechwladnie panujaca nastolatkom nuda i narokotyki, nastoletnie ciaze, brak granic... brak stalosci swiata, punktow odniesienia...
Mysle, ze poza oczywiscie stylem zycia, podobnym we wszystkich 'cywilizowanych' krajach, specyficzna wina UK lezy w rozpadzie rodziny.
W tym, co C nazwala przeprowadzaniem sie co trzy lata z dzieciakami do nastepnego partnera.
Historie, jakich nasluchalam sie od moich kolegow pracujacych z dziecmi i mlodzieza, historie o trzecim tatusiu, babci wychowujacej mamusie razem z wnukami, dzieciach przesylanych taksowka do tatusia w piatek wieczorem i odsylanych w ten sam sposob do mamusi w niedziele... o wykorzystywaniu seksualnym nie wspominajac.

Raport  podaje, ze ok 80% dzieci mieszka z obojgiem rodzicow; zakres ten waha sie od ponad 90% w grecji i wloszech, do mniej niz 70% w UK i 60% w USA.
W niemal wszystkich konkurencjach prowadza kraje skandynawskie (wiadomo) i holandia, a UK 'szoruje doly'.
Polska - w srodku, no, moze poza jedna dziedzina: subjective well-being, pozostajacy w znacznym rozdzwieku z obiektywnym dobrobytem.
Ech, nasze polskie narzekactwo


UK child poverty has doubled since 1979
Children living in homes earning less than half national average wage - 16%
Children rating their peers as "kind and helpful" - 43%
Families eating a meal together "several times" a week - 66%
Children who admit being drunk on two or more occasions - 31%
10:26, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (3) »
sobota, 10 lutego 2007
Wyznaczniki cywilizacji

Igrzyska Olimpijskie odbędą się w przyszłym roku w Pekinie (z angielska zwanym: Beijing), jak wiadomo.
Chiny oczywiście martwią się, czy staną na wysokości zadania organizowania tak ogromnego i ważnego światowego wydarzenia.
Jednak, wbrew pozorom, nie trapią się brakami finansowymi, niedociągnięciami technicznymi, terminami do dotrzymania... Nie.
Wg pana Zenliang - 'Mr Olympics' największe przeszkody do pokonania na drodze do 'impressive Games' to: 'niegrzeczny pasażer autobusu' i 'świadek zdarzenia, który nie pomaga'.
No i oczywiście plucie, smiecenie i olewanie kolejek.
W związku z tym, w Pekinie ogłoszono kampanię pod hasłem: 'It's civilised to queue, it's glorious to be polite'. Akcja dobrowolnego czekania w kolejce będzie się odbywać 11-tego każdego miesiąca, a jutro odbędzie się jej inauguracja.
A wszystko po to, by ludzie nauczyli się, że 'where there are more than two people, they should wait in line'. Władze Pekinu mają bowiem nadzieję, że wszyscy mieszkańcy tego miasta staną się w ten sposób misjonarzami cywilizacji.

Z tego wynika, że mieszkam w najbardzieju cywilizowanym kraju na świecie


;-)

10:14, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 lutego 2007
I park like an idiot
Artykuł w sobotnim magazynie Times'a sprawił, że z bijącym sercem zajrzałam na wymienione strony.
Albowiem ja NAPRAWDĘ parkuję jak idiotka. Nieważne, jak bardzo się staram.
Jeżdzę w kółko po 2-3 razy zanim znajdę miejsce, w ktróe jestem w stanie wjechać. Czasem rezygnuję z parkowania w ogóle, bo nie ma wystarczająco dużo miejsca z przodu, żeby podjechać - umiem parkować wyłącznie przodem. A i wtedy nie popisuję się umiejętnościami: staję 'okrakiem' nad linią, wystaję jednym bokiem z zatoczki na ulicę, staję tak blisko innego samochodu, ze muszę wychodzić drugą stroną...

Trochę mi ulżyło, kiedy się przekonałam, ze tu  mnie nie ma
Tu też nie, choć moja okolica jest obficie reprezentowana w statystykach.

Myślicie, że powinnam sama sobie kupić taką naklejkę i wyświadczyć innym kierowcom przysługę?


;)
18:52, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 lutego 2007
How to make your daughter anorexic
A jednak size 0 nie zostanie zakazany na London Fashion Week.
Organizatorzy doszli do wniosku, że jednak to nie fashion industry jest winne wariactwu zwanemu size 0 (amerykanski rozmiar 0 to brytyjski 4, czyli europejska 'szóstka'; przecietna kobieta w Uk nosi 16-tkę, czyli europejską 18-tkę).
Patrząc na brytyjskie ulice nietrudno jednak uwierzyć, że 92% nastolatek jest niezadowolonych ze swojego wyglądu, aczkolwiek mój złośliwy komenatrz nie ma na celu bagatelizować problemu.
Problemem tym jest jedyna choroba psychiczna z tak wysoką śmiertelnością (5%) - anoreksja i jej starsza siostra - bulimia.

Artykuł w sobotnim Times'ie nie zainteresował mnie, ale reklama kilka stron wcześniej przykuła mój wzrok. Przytaczam w tłumaczeniu, wszystkim rodzicom ku przestrodze:

Twoja córka jest jak gąbka.

Ponieważ ty nie lubisz swojego ciała, ona uczy się, że ciała są nielubiane.
Ponieważ ty jesteś na diecie, której niezawsze przestrzegasz, ona uczy się, że grubi ludzie są ludźmi porażek.
Ponieważ chwalisz ją, kiedy nie je, uczy się, że zaprzeczanie swoim potrzebom jest kluczem do bycia kochaną.
Więc pewnego dnia decyduje, że przestanie jeść.
Bycie głodną boli, ale także sprawia, ze czuje się silniejsza. Odnosi sukces tam, gdzie nie udało się innym.
Potrzebuje tego uczucia, więc dalej nie je.
Jej mózg, pozbawiony składaników odżywczych, zaczyna myśleć w jeszcze barzdeij zaburziny sposób. Zaparcia, obrzęki kostek, sucha skóra, brzydki oddech - nic jej nie odstrasza.

Nikt nie chce, by jego córka była anorektyczką. Smutną prawdą jest, że w naszym społeczeństwie to się zdarza tak czy inaczej.
Nawet jeśli to nie ty wysyłasz takie sygnały, twoja córka może je otrzymywać od przyjaciół, z telewizji, od grupy sportowej.
Ale możliwe jest, by rodzic przeciwstawił się przekazowi społecznemu.
daj swoim dzieciom jasno do zrozumienia, że nie trzeba być chudym, żeby być szczesliwym.
Spraw, by jedzenie było przyjemnością, najlepiej celebrowaną rodzinnie.
Nie rzucaj się na najnowszą dietę. Polub swoje niekoniecznie perfekcyjne ciało.

I najważniejsze: bądź wyczulona na wczesne sygnały ostrzegawcze, a jeśli zauwazysz cos - poszukaj fachowej pomocy.


Więcej porad i przerażających reklam:
tu




22:01, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »