Świata stan psychiczny
sobota, 27 lutego 2010
Tsunami

albo: Have a great day.


Juz podczas naszej pierwszej wyprawy na plaze zauwazylam tablice TSUNAMI HAZARD ZONE.

tsunami sign

Przemknelo mi wtedy przez glowe, ze skoro postawili taki znak, musieli miec powod. A ze nigdy dotad nie interesowalam sie tego typu sprawami (blizsza koszula cialu), postanowilam, ze po powrocie do domu sprawdze, kiedy ostatnio brzegi te przepiekne nawiedzilo tsunami.
No i zapomnialam.

Niecale trzy tygodnie pozniej: bah! Wielkie trzesienie ziemi w Chile. Przyczyna i skutek.



Media nadaja ciagle uaktualniane wiadomosci z rozwoju fal. Sluzby Civil Defence dwoja sie i troja proszac ludzi, zeby unikali plaz, ujsc rzek i innych wod polaczonych.
Ludzie tymczasem, jak to ludzie, gormadami snuja sie po plazach, oczekujac na widowisko lub (niechetnie) pakuja sprzet plywajacy spowrotem na samochody.

Ja sie im nie dziwie - jak tu uwierzyc w zagrozenie, kiedy kazdy radiowy raport z punktu obserwacyjnego zaczyna sie od opowiesci reportera, jaki to maja tam glorious day i konczy sie zyczeniami od prowadzacego: Have a great day!

A my sie dzis przeprowadzamy. Z nowego domu mamy do plazy jakies 10 minut spacerem. Fali zapowiadana na dzis rano jeszcze tam nie dotarla.


Have a great day!

23:30, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 lutego 2010
Wiadomosci z (golej) dupy

albo: What you get is what you see

Glowne wydanie wiadomosci o 18.00 trwa godzine, a o 18.45 zaczynaja sie wiadomosci sportowe i pogoda. Z tego, co sie zorientowalam, wiekszosc newsow jest pochodzenia krajowego i 'pacyficznego'. Wyobrazcie sobie, co sie moze wydarzyc w kraju, w ktorym mieszka 4,5mln ludzi i ponad 10x tyle owiec.

Wyglada na to, ze wystarczy zdjac majtki, zeby pojawic sie w glownym dzienniku i na lamach narodowej gazety:




Internet tutaj tak wolny, ze najpierw sie godzianmi loguje, a potem system mi te sama notke publikuje trzy razy.

Wyglada na to, ze stary dowcip jest nadal aktualny:
"Ladies and Gentelmen, za chwile wyladujemy w [tu nazwa jednego z miast w NZ]. Prosze przestawic zegarki o 12 godzin do przodu i 20 lat do tylu"

:P

09:21, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 lutego 2010
tan two wan

czyli: rzecz o akcentach [wym: aksints]


Po kilku mniejszych nieporozumieniach dotyczacych kota przywiezionego w luku bagazowym (what? a cot? ah, a [kaet]!) przyszla pora na powazniejsze zderzenie z rzeczywistoscia Kiwi accent:

Miejsce akcji: ulica w Kiwicity
Udzial biora: Polka z Geordianskim Akcentem (PGA), Lokalna Studenka Pochodzenia Prawdopodobnie Koreanskiego (LSPPK)

LSPPK: What time is it?
PGA: ten to one.
LSPPK (zmieszana): [Tan two wan]?
PGA(spogladajac jeszcze raz na zegarek): yes, ten to one.
LSPPK (jeszcze bardziej zmieszana, probuje spojrzec na zegarek PGA, depseracko:) [Tan two wan].
PGA (zmieszana; zastanawiajac sie czy studentka mowi wystarczajaco po angielsku, pokazuje jej zegarek. Z nadzieja:) Twelve fify?
LSPPK: (z ulga): Ah, twelve fify!

PGA (po chwili refleksji, do siebie): Ah, yes [yis]. I should have said [tin to ouan].


17:20, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (7) »
środa, 17 lutego 2010
Diversity

albo: Roznimy sie jedynie tak bardzo podobnie


Zaczelam prace w poniedzialek.
Nigdy nie pracowalam w tak wielonarodowym, multikulturowym srodowisku. Nawet w najlepszym roku mojego studenckiego wolontariatu doliczylam sie na campie 15 narodowosci.
Tutaj ilosc akcentow i trudnych do wymowienia nazwisk oniesmiela mnie, wiec tylko zgaduje narodowosc, ale policzylam kontynenty. Pracuje z przedstawicielami 5 kontynentow, bo jakos nikogo z Ameryka Pd (?jeszcze) nie zauwazylam.

I tak we wczorajszym Mental Health Act Assessment udzial wzieli przedstawiciele: Szkocji, Anglii, Australii, Nowej Zelandii, Polski, oraz potomkowie Samurajow.

Obserwacja na boku: panowie z ochrony szpitala chyba na calym swiecie, bez wzgledu na kolor skory, wygladaja tak samo.


czy ja juz mowilam, ze bardzo lubie Grzegorza Turnaua?

17:45, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
Na chwile zwatpienia

Albo: World's most liveable city


Na dni, kiedy oddech skrapla sie w plucach
Na deszcz klejacy sie do skory i nieprzynoszacy ochlody
Na nieznalezione w sklepie maslo
Na znaleziony z trudem i powyzej planowanego limitu czynszu dom
Na gabinet dzielony z gorliwym katolikiem
Na prace, ktora jakby na nia nie patrzec skladac sie bedzie z najbardziej nielubianych przeze mnie elementow
I na to, czego jeszcze nie wiem:


Top 10 cities

Rank  Country City Rating
1 Canada Vancouver 98.0
2 Austria Vienna 97.9
3 Australia Melbourne 97.5
4 Canada Toronto 97.2
5 Canada Calgary 96.6
6 Finland Helsinki 96.2
7 Australia Sydney 96.1
8= Australia Perth 95.9
8= Australia Adelaide 95.9
10  New Zealand  Auckland 95.7


Za: www.eui.com

I jeszcze piosenka (jedna z moich ulubionych):

07:13, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 lutego 2010
The world upside down

Albo: Pokrecilo mi sie w glowie

Zebralo mi sie na Lady Pank, hehe - a ja nigdy nie bylam ich fanka.
No, moze poza hiciorami z Dwoch takich.


To nie tylko, ze u was teraz wieczor a tutaj poranek.
U was jeszcze czwartek, tu juz piatek.
U was zima hula, tutaj skwierczy lato. Jak tu wierzyc kalendarzowi, ze to luty?
Niby goraco a pranie schlo prawie dwa dni! Taras po 10-minutowym deszczu o 5pm, byl nadal mokry o 9pm.


Ranyjulek! Swiat na glowie stanal!





Rosnę sobie - dołem głowa, górą nać
- Kto mi powie: co się jeszcze może stać ?



niedziela, 07 lutego 2010
Enjoy your new life!

Powiedziala do nas pani w check-in Air New Zealand na Heathrow.

Dolecielismy cali, zdrowi i radosnie smierdzacy. Kot zieje jak wielki bernardyn - to ten szok termiczny miedzy ciezka zima w Uk i tutejszym latem. Dziekujemy za trzymanie kciukow

Auckland przywital nas pieknym sloncem, temperatura okolo 25C i wysoka wilgotnoscia.
Z powodu duzych zaleglosci w kwestii snu jeszcze nie odczuwamy jet-lagu.

Dom jest duzy i wygodny, z widokiem na miejski park i cykadami posuwajacymi od wschodu do zachodu slonca. Nie bede was draznic opisami wielkiej sypialni, lazienki z  lustrem na cala sciane i oknem od sufitu do podlogi i wyjsciem na balkon. ;-) Zreszta, wyjscie na balkon i taras chwilowo niemozliwe, zeby nie draznic biednej Kociuni, ktora ma ban na wychodzenie na dwor, zeby nie uciekla do Uk.

Ide sie wyszykowac na rozmowe w izbie lekarskiej.


Niezupelnie w temacie, ale refren mi sie podoba:


czwartek, 04 lutego 2010
Jutro poplyniemy daleko...

To the grrener pastures (on the other side of the fence?)


'Strach wasci?'
A pewnie, ze strach.

Odliczamy godziny. |Resztki naszych ziemskich posieadlosci rozdane przyjaciolom. Scene 'rozbierania domu' umieszcze w krotejS ze swoich przyszlych ksiazek. to bedzie smutna scena.
Trudno wyjezdzac z miejsca, w ktorym bylo sie szczesliwym.
Nawet ejsli jedzie sie na bardziej zielona trawe po drugiej stronie globu.


See you then and there.
Trzymac kciuki za podroz.

środa, 03 lutego 2010
2

Czyli: 'Do lata, do lata... do lata'


Dom spakowany w pudelka wyglada dziwnie.
Panowie z firmy przeprowadzkarskiej litosciwie zostawili nam wczoraj materac, dwa krzesla i telewizor- coby zlagodzic  bol przeprowadzki.
Dzis spakowalismy reszte a oni zaladowali wszystko na dwie ciezarowki i powiezli w sina dal (do portu).

Kociunia z ulga wrocila z mroznego dworu i patrzy na nas z wyrzutem. A my, jak moja psiolka- dentystka co to ledwie wiertarke odpali a juz mowi 'juz prawie skonczylam', glaszczemy ja, mowiac, ze juz po wszystkim. Ha!


Pomiedzy bolem nog i zawrotami glowy czuje jak ogarnia mnie panika.
NA pocieszenie, popatrzy sobie na prognoze pogody:

Today
19°
2:00 NZDT
Thu
Unknown

Unknown
High 23°
Low 17°
Humidity: 83%
Wind: ESE/11 km/h
Visibility: 9.99 km
Dewpoint: 16°
Barometer: Unknown
Sunrise: 6:40
Sunset 20:30
<-10 -10 -5 0 5 10 15 20 25 30 35+
Fri
Sat
Sun
Mon
Unknown
Unknown
Unknown
Unknown
Unknown
Unknown
Unknown
Unknown
High 22
Low 18
High 22
Low 17
High 23
Low 17
High 22
Low 18