Świata stan psychiczny
wtorek, 28 listopada 2006
Ask no question, hear no lies
Z cyklu: Z ciekawostek lokalnych


W sobotnim Timesie opublikowano wyniki badania najczęsciej wypowiadanych przez brytyjczyków kłamstw.
Jak myslicie, co zwyciężyło?

Tak, tak! Typowo wyspiarskie:
1. 'I'm fine'

A zaraz za nim:
2. Nice to see you.
3. Sorry, I missed your call
4. I haven't got any cash on me I'm afraid
5. I'll give you a ring
6. I don't have any spare change
7. No, I'm afraid I haven't got 5 minutes
8. I'll give up tomorrow
9. It's just what I've always wanted
10. We'll have to meet up soon

Cóż, zapewne nie wszystkie są typowe tylko dla brytyjczyków.
Ja np, przyznaję się do częstego używania tego pierwszego.
A tak poza tym jak już muszę skłamac, bywam bardziej kreatywna.
A wy?


;)
23:35, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
piątek, 17 listopada 2006
Porażka?
Reakcja tzw srodowisk emigracyjnych na wspomniany tu przeze mnie występ pana kaczyńskeigo w londynie, załamał mnie.
Częśc w ogole nie widzi sprawy,
częśc uważa, ze to tylko o to przejęzyczenie w dodatku tłumacza
niektórzy, ze  to  'sprawy w polsce'
inni: 'to przecież tylko Daily Mail'
i:  'a bo to jedną bzdurę kaczyński powiedział?!'
Niektórzy twierdzą, że to wyborcza, jak zwykle kłamst nawypisywała (Ciekawe, czy DM, Times i Guardian też należą do układu?)
Inni nie chcą w ogole nic z tym zrobić, bo przeciez mogłoby siuę to obrócić przeciwko nim samym.
Jeszcze inni, ze jakakolwiek akcja nie ma sensu, bo skoro nikt nie zareagował na protesty nauczycieli, uczniów, profesorów i wielu innych ważnych i mniej ważnych ludzi, kto zwróci uwagę na list podpisany nawet przez 400000 polaków mieszkajacych w UK.

I ta ostatnia reakcja najbardziej mnie zasmuca, bo chyba najbardziej prawdziwa.
Przyznaję, ze straciłam ducha do tego, by popchnąć proces pisania listu otwartego do rzecznika praw obywatelskich (zresztą, to przecież marionetka) czy może - jak to ktoś inny zasugerował- MSZ w sprawie obrony godonosci osobistej mnie i tysięcy innych uczciwie pracujących w UK polskich emigrantów.

Jofin, że tak pozwolę sobie na wymienienie jej tutaj, zainicjowała pomysł takiego listu; ba, ma nawet przygotowany. Potrzeba ducha i rąk do podpisania a także kogoś kto wie, gdzie i jak umieścic ten list w sieci.
Wszystkich chętnych prosze o odzew poniżej.

No, chyba, ze się poddajemy...
18:24, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (24) »
środa, 15 listopada 2006
'The government told us to do it'
Wpis zaangażowany, ale inaczej


Nie tak dawno przy okazji cotygodniowych zakupów dyskutowaliśmy sobie z TP o przerazajacej ilości opakowań, jakie chcąc-niechcąc przynosimy do domu razem z potrzebnymi artykułami.
Stramy się nie brać plastykowych reklamówek, choć zwykle wywołuje to zdziwienie i pytanie: 'Are you sure?'.
Najchetniej kupowałabym jabłka opakowane w ich pachnacą skórkę, ziemniaki w papierowej torbie a resztę rzeczy w minimalnej ilosci opakowania.
Niestety, lokalny supermarket wygląda typowo: jabłka po 4 na plastykowej tacce, owinięte folią. Jeśli nie ma opcji nieopakowanej, musze wziąć co najmniej dwie tacki. Herbata w foliowej torebeczce, zamknięta w kartoniku i jeszcze opakowana folią...
Już dawno temu zauwazyliśmy, ze produkujemy w UK o wiele więcej śmeici niz kiedy mieszkaliśmy w polsce.
TP stwierdził, ze kiedy nasz council wprowadzi opłaty za wywóz smieci uzależnione od wagi odpadków (pisałam o tej propozycji kilka tygodni wcześniej - chcą zamontowac chipy w koszach na smieci), to on będzie odpakowywał zakupy w supermarkecie i zostawiał im cały ten chłam. Moze to ich nauczy, zeby mniej śmieci produkować.

Kilka dni temu w wiadomosciach, przy okazji wystąpienia ministra środowiska (dobrze tłumaczę 'fuchę' pana Milibanda?) poruszono podobny temat. A Guardian poszedł jeszcze dalej i wyprawił swoich 'szpiegów' do róznych supermarketów:
http://environment.guardian.co.uk/waste/story/0,,1948065,00.html

Pomyslałam sobie, ze nie ma co czekać na wprowadzenie tej opłaty i już wprowadzić w życie plan pozbywania sie czesci opakowań na terenie sklepu - może to da cos do myślenia właścicielom/zarządowi i zastanowią się, czy aby na pewno ta pizza potrzebuje i kartonowej tacki, i folii, i kolorowego kartonika?
Tym bardziej, że przecież 'Rząd powiedział, zeby tak robić'.

A tak przy okazji, czy zastanawialiście się kiedyś, ile planet Ziemia byłoby potrzebnych, gdyby wszyscy żyli jak wy?
http://www.myfootprint.org/

Zrobiłam ten test krótko po przyjeżdzie tutaj i wyszło mi, że kiedy mieszkałam w polsce potrzebne mi było 1.1 ziemi. po przyjezdzie do UK 2.4.
I wstyd się przyznać, ale od kiedy jezdze do pracy niemal codziennie samochodem i zaczęłam latać samolotem, ta liczba wzrosła do 3.4
Och, musze coś z tym zrobić.
23:56, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 13 listopada 2006
Udowodnij swoją użyteczność

Znajomi psycholodzy w posępnych nastrojach rozmawiali o przyszłości ich pracy.
NHS, jak wiadomo, boryka się ze strasznymi długami i usiłuje szukać oszczędności.
Zwolniono już 'domestics', część personelu pomocniczego, zabrano się do pielęgniarek.
Psycholodzy myślą, że będą następni. Dlaczego?
A dlatego, że w łagodnej i umiarkowanej depresji terapia lekowa jest mniej więcej tak samo skuteczna jak ich praca. Oczywiście, na niezbyt długa metę.
Ale kto by się tam długościa mety przejmował, jak również kosztami leczenia, skoro w przeliczeniu na osobodzień wychodzi taniej. I od razu efekt widać. Jesli w ogole widac.

A smutna opowiedziała, jak to niedawno wkurzyła się na psychiatrę pracującego na jej oddziale.
Pacjent, starszy człowiek załamany koniecznością szybkiego podjęcia decyzji życiowej, został przyjęty w piątek. W tenże sam piątek dostał antydepresant. W poniedziałek A zapytała, kto mu dał to świnstwo, po jak długiej rozmowie i dlaczego?
- Płakał, nie mógł spać, chodził smutny, miał myśli samobójcze. - wyjaśnił psychiatra
- Pan by też się tak zachowywał, jakby nagle musiał pan wybrać czy idzie pan do domu opieki, czy zostaje w domu, samotny, nieporadny i z opiekunką przychodzacą raz w tygodniu. Wtedy nawet samobójstwo byłoby ciekawym trzecim wyjściem.
Po tygodniu okazało się, że facetowi się poprawiło. Przestał płakać, lepiej spał, zaczął się uśmiechać. Przestał mieć myśli samobójcze. Wszyscy dziwili się, co się stało.
- Podjął decyzję, co dalej ze sobą zrobi - wyjaśniła terapeutka zajeciowa.
A zapytała więc zaczepnie lekarza:
- I jak pan mysli, co mu pomogło?
- Może leki?
- Leki? Po tygodniu? To nawet ja wiem, że nie zdążyłyby zadziałać.
- Masz rację - przyznał w końcu - Po prostu ja też potrzebuję uzasadnić moją pracę tutaj.

Psycholodzy smutno stwierdzili, że w obliczu decyzji czy zwolnić psychlogów kosztem zatrudnienia więcej lekarzy, NHS nie zawaha się ani przez chwilę.
W dzisiejszych czasach zwłaszcza potrzeba nam szybkich i skutecznych działań o wymiernych efektach.

Mam wrażenie, że i ja nie nadążam z tym udowadnieniem...



23:08, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (19) »
niedziela, 12 listopada 2006
Weź pigułkę, weź pigułkę.
Albo: Ja wysiadam.

Zaczęło się od glosnej na cały kraj sprawy zdiagnozowania depresji u 4-letniej dziewczynki, dla której zabrakło miejsca w tej samej szkole, do ktorej poszli koledzy z przedszkola. Kiedy nie pomogły interwencje rodziców, do akcji wkroczył GP diagnozując depresję:
http://news.bbc.co.uk/1/hi/england/wear/6127694.stm
Rozpętało to dyskusję, czy u tak małego dziecka można w ogole zdiagnozowac depresję, a co za tym idzie - jesli tak: czy leczyć i czym?

Wczorajszy Times pisze o 'zupełnie normalnym 7-latku', który nagle zaczął wkładać sobie ołówek do gardła, twierdząc, że tak mu głos każe. Potem próbował sobie wydłubać oczy. Wszystko dlatego, ze głos mu kazał.
Alarmujące, prawda? Jak najszybciej do psychiatry, może nawet do szpitala. Leki. Leki!!
http://women.timesonline.co.uk/article/0,,27869-2446006.html

Przyznaje, ze byłam zaskoczona, że ktoś się odważył postąpić inaczej. Zdiagnozować cos innego, niż automatycznie nasuwajace się skojarzenie z early onset schizophrenia. A co więcej: że taka tam 'talking therapy' odniosła sukces!

BAdanie przeprowadzone przez National Statistics donosi, że 1 na 10 dzieci ma klinicznie zdiagnozowaną chorobę psychiczną. Według The Mental Health Fundation 1 dziecko na 5 ma problemy natury psychologicznej.

W ciagu ostatnich 10 lat ilosc dzieci będących na antydepresantach i innych lekach wpływających na funkcje psychiczne wzrosła najszybciej na świecie. Brytyjczycy doganiają więc USA w tej kwestii.
Od niedawna tutjesi lekarze mogą zapisywać Prozac (fluoxetynę) już 8-letnim dzieciom. Nie dlatego, ze pomaga bardziej niż przytulenie i garśc cukierków. Dlatego, że nie szkodzi.
http://www.timesonline.co.uk/article/0,,2099-2447453.html

Autorytety krzyczą, że prowadzi to do medykalizacji wszystkich problemów wieku dziecięcego. I że to zmiana kulturowa jest odpowiedzialna za to, że
'nhappiness, sadness, depression, and other natural negative emotions, are not explained by talking of circumstances in social and familial relationships, or cultural and economic conditions, but reductively in brain-chemical “levels”'.
Niewazne, rodzice coraz częsciej przyprowadzaja swoje dzieci do lekarzy prosząc, żeby je 'naprawili', bo nie dają sobie rady w szkole, w domu, w życiu; czyli z rozpadajacym się małżenstwem rodziców, kryzysem rodziny, wymaganiami rodziców, nauczycieli i presją rówieśników w '£5,000-a-term day schools in top-of-the-range 4x4s.' czy na lekcjach fletu, w klubie kucykowym czy 'junior ski slopes'.


A ja, od kilku miesięcy próbuje wyegzekwowac od siebie postanowienie jeżdzenia na konferencje naukowe i czytania prasy psychiatrycznej.
Po prostu nie mogę.
Guzik mnie obchodzi, czy jakaś firma farmaceutyczna wypusciła kolejny lek, zwalczajacy kolejną ludzką niedoskonałośc, już określoną jako chorobę.
Nie mam siły słuchac dowodów na to, że mamy zawsze być szczęsliwi, uśmiechnięci, wyspani, uspołecznieni, zmotywowani do pracy na 200% normy, idealni.
'Kiedyś mieliśmy lenistwo, opilstwo i egzystencjalny smutek. Teraz mamy Zepół przewlekłego zmęczenia, alkoholimz i depresję' - pisał jakiś filozof w któryms z wydan Niezbędnika inteligenta (musze to odnaleźć, mądry artykuł był) - I szukamy na to leków.


Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat.
Mam szczerze dośc bycia psychiatrą. Nie mam zgody na to, by moja wiedza była wykorzystywana do nakręcania świata.
Już niedługo
wysiadam
.



13:15, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (19) »
czwartek, 09 listopada 2006
Psychiatric Hotline

Albo: Anty PZP online


Dla zmiany nastroju.
Ze specjalnym pozdrowieniem dla A, która plik podesłała:

http://www.mentalnurse.org.uk/psychanswermachine.mp3


ps. Nie, nie mamy takiej w biurze.
jeszcze


;)

22:39, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (16) »
środa, 08 listopada 2006
Chyba się poczułam obrazona
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3725978.html

i ciesze sie, ze tony blair stanął w obronie mnie i wielu innych uczciwie pracujących w tym kraju polaków.

.
20:59, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (14) »
Beauty is only skin deep
Albo: Wiceminister zdrowia ostrzega


Jak już wam zapewne wiadomo, badanie przeprowadzone przez Dove pokazały, że Polki nie uważaja się za atrakcyjne:
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3715398.html
Artykuł ten świetnie komentuje zaistniałą sytuację, z tym, że ja połozyłabym główny nacisk na ten element wychowania, który zalezy od naszych matek, mówiacych nam: "Ładna miska jesc nie daje' 'Siedź w kącie a znajdą cię", krytykujących nasze ubraniue, fryzure, figurę i w ogole wspierające naszą z trudem rodząca się kobiecoć.
Moja taka była. Wygrzebanie się z kompleksów zajęło mi kilka lat. Efet, jaki jest -wiadomo ;-)

Times również komentuje to badanie, pokazując mieszkanki UK na tle francuzek i niemek.
Oto procentaż kobiet, które uważają, że
- ważne jest, by być atrakcyjną dla męzczyzn:
                                 F: 71,4%
                                 N: 59,8%
                                 UK: 45,1%

- ważne jest by być wyglądać młodo:
                                 F: 65,8%
                                 N: 55,3%
                                 UK: 41,8%
- mam doskonałe poczucie stylu:
                                  F: 62,5%
                                  N: 36,9%
                                  UK: 42,9%

To wszystko jednak nie przeszkadza innym nacjom uważac, ze:
- wyglądam elegancko: F: 74,1%
                                 N: 62,4%
                                 UK: 49,1%



JAk wiadomo: Beauty is only skin deep i Polski mogłyby się pochwalić przed resztą swiata rozmaitymi zaletami ducha i serca, jak na prawdziwie matki-polki przystało.
Niestety, Polki same sobie szkodzą i obniżają swoją atrakcyjność, obniżajac swoją płodnośc!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3724492.html
Myślę, że niedługo pojawi się kampania wyjaśniająca ciemnemu narodowi, a zwłaszcza kobietom, jak szkodliwe są prezerwatywy.

Viceminister zdrowia ostrzega:
Prezerwatywa zabija!

Tak. Zwłaszcza nieuzyta.


:-/
                             
08:37, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 06 listopada 2006
Tajemnice czarnego kota

Weekendowa wyprawa do Lake District okazała się owocna nie tylko w kwestii zasadniczej (przywiezliśmy zakupiony na eBay'u kajak) oraz pobocznej (zrobiłam ok 40 zdjęć). Okazalo się przy okazji, że nasz kot nie jest taki głupi, jak załamywałam ręce.
A załamywałam nad nim ręce, bo mimo tego, że już ma ponad 4 miesiące nadal nie potrafił uzywać kocich drzwiczek oraz okazywał się tchórzem.
Bo czy nie jest tchórzostwem to, że wejśc na drzewo się umie (brawura!) ale zejśc to już nie? I ze strachu to się nawet miauczeć boi ;-)
Albo takie kontakty sąsiedzkie z innymi kotami: od jakiegos czasu odwiedzają nasz ogród upasione puszyste kociska. Zwykle stają za szklanymi drzwiami i gapią się na nas i na kota. Zupełnie, jakby przychodziły młodego sobie obejrzeć. Wygląda to, jakby ktoś puscił w okolicy wiadomosc, że pod 63 jest nowy i teraz wszyscy przychodzą go oglądać. Wypuszczaliśmy młodego na ogórd, żeby sie z nimi przywitał, ale zanim on się zdecydował wyjśc, odwiedzającego już nie było.
A kocie drzwiczki, choc kilka razy mu pokazywaliśmy jak działają, omijał szerokim łukiem. Wolał trząśc sie z zimna za drzwiami do salonu i przyklejając tę wypłoszoną mordkę do szyby, pukać na nas łapką, żebyśmy go wpuścili.
Wstyd normalnie takiego kota mieć.
;)

Wyjeżdzając na weekend zostawiliśmy młodemu otwarte kocie drzwiczki. Tak, na wszelki wypadek. Ja snułam wizje, że których z tych wielkokotów z sąsiedztwa wejdzie i zeżre młodemu zapasik jedzenia a ten będzie się bał nos wyściubić zza lodówki. Albo, że jak nawet uda mu się wyjśc, to nie uda mu się wrócić i zastaniemy kota zasmarkanego i skurczonego z zimna pod -a, jakże! - drzwiami do salonu.

Ale wczoraj moje czarne wizje okazały się być bledsze od skrywanych tajemnic Kota.
Wyobraźcie sobie Panstwo, że on wychodził do ogrodu pod naszą nieobecność. I chyba nieźle sobie radził.
Skąd wiem?
Ha, bo miał futro oblepione żywicą z tych wysokich iglaków pod płotem - z tych, z których kiedys nie potrafił zejść.
Dzielne kocisko!

Ktoś wie, jak usunąć żywicę z kociego futra?

;-)


Ps. A oto kawałek Borrowdale - okolice Keswick; Wodospad Lodore





09:38, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (14) »
czwartek, 02 listopada 2006
Nikt nas nie uczyl

jak rozmawiac o smierci ani z chorym ani z jego rodzina.
jak mowic rodzinie, ze dalsze leczenie nie ma juz sensu.
jak przekonywac, ze nawet po smierci mozna pomoc komus innemu zgadzajac sie na przeszczep ogranow.
Kiedys poznalam dwojke psychologow, ktorzy robili w szpitalach szkolenia dla lekarzy- wlasnie o tym, jak rozmawiac na takie tematy. szkolenia cieszyly sie ogromnym powodzeniem. Jak u Almodowara.

Szkoda, ze ciagle jeszcze psychologia na studiach medycznych jest traktowana niezbyt powaznie. Szkoda, ze na medycynie paliatywnej -dobrze, ze w ogole taki przedmiot sie pojawil - nadal mozna dowiedziec sie wiecej o paliatywnym leczeniu bolu niz tego, jak rozmiawiac o smierci.

Nie moge zapomniec, jak ktoregos ranka w czasie mojego stazu zmarl mlody mezczyzna przywieziony poprzedniego wieczora na interne. Rozmawialismy o tej smierci caly ranek. rano pojawila sie jego zona z roznymi drobiazgami, o ktorych zapomniano w pospiechu wyprawy do szpitala.
Bylo nas w dyzurce 4 lekarzy i sekretarka medyczna.
Nagle kobieta weszla i zapytala, na ktorej sali lezy jej maz.
Kazdy z nas odwrocil sie w swoja strone, udajac, ze jest bardzo zajety czyms innym.
Sekretarka udawala, ze szuka informacji o numerze sali. Nagle zdecydowala sie:
'Pani maz juz tu nie lezy. Lezy w kostnicy'.
Kobieta sie rozplakala, rozsypujac rzeczy z torby.
Sekretarka pomogla jej pozbierac drobiazgi i poszla z nia do pielegniarek - zeby daly jej cos na uspokojenie.
Poczulam sie okropnie. Do dzis czuje ten wstyd i zlosc na siebie, ze nie podeszlam do tej kobiety i nie zaczelam rozmawiac.
To bylo nieludzkie z mojej i innych lekarzy strony. Obiecalam sobie, ze juz nigdy wiecej nie zachowam sie jak tchorz w takich sytuacjach. Obiecalam sobie, ze sie naucze, jak rozmawiac o smierci.
Przeczytalam kilka ksiazek, rozmaiwalam z psychologami pracujacymi w hospicjach.
Pomoglo mi. Od tamtej pory odbylam kilka takich rozmow.
I wiecie co bylo dla mnie najtrudniejsze?
To, kiedy rodziny prosily, zeby nic pacjentowi nie mowic, bo 'sie zalamie'; kiedy proszono mnie, zeby pacjenta oklamac, ze ma cos innego.
....

W sumie ciesze sie, ze w mojej specjalnosci nie musze podejmowac takich tematow i radzic sobie z takimi problemami:
http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3707662.html?as=1&ias=5&startsz=x

08:32, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (19) »