Świata stan psychiczny
niedziela, 31 grudnia 2006
L'embaras du choix
Obrazek brytola zagranicą, mówiącego głośno i powoli po angielsku, w oczekiwaniu, że w końcu ktoś złapie, o co mu chodzi, to stereotyp, w którym jest sporo prawdy - pisze the Economist. Ubiegłoroczny raport Komisji Europejskiej pokazał, że tylko 30% brytyjczyków potrafi rozmawiać w języku innym niż ich własny (tylko węgrzy wypadli w tej dyscyplinie gorzej).
Co gorsza: nie dość, że wynik zły, to jeszcze okazuje się być 'podkręcony' przez tych mieszkańców wyspy, którzy w domu posługują się językiem innym niż angielski, a jest ich w GB 10%.
Artykuł jest komentarzem do opublikowanego niedawno raportu Lorda Dearinga o stanie nauczania jezyków obcych w angielskich szkołach. Liczba młodych wyspiarzy wybierajacych język obcy na egzamin GCSE (to chyba będzie odpowiednik naszego gimnazjum?) gwałtownie spada: w 2001 egzamin taki zdawało 87% uczniów, a w tym tylko 51%.

Cóż, w sytuacji, kiedy prawie 1/4 populacji świata potrafi się porozumiec po angielsku, trudno się brytyjczykom zmotywować do nauki innych języków.
Zresztą, jak mówią często anglofoni: chętnie by uczyli się jakiegoś obcego języka, gdyby tylko wiedzieli, który wybrać...
Osiołkowi w żłoby dano...


;)
11:22, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (11) »
sobota, 30 grudnia 2006
Nie wszystko złoto, co się świeci
The Golden hour to w fotografii czas, kiedy światło jest najpiękniejsze: ciepłe, złote, zrównoważone, bez wielkich kontrastów. Idealny czas na zdjęcia, zwłaszcza pejzażowe. Golden hour to godzina przed wschodem i godzina po zachodzie słońca, ale światło jest piękne jeszcze 1-2 godziny po wschodzie i tyle samo przed zachodem.
Z tego względu Islandia w zimie wydaje się byc idealnym krajem dla fotografów-pejzażystów: nie dość, że obiektów ciekawych w terenie sporo, to jeszcze ze wschodem słońca ok 11.30 a zachodem- 15.30, każdy, nawet najbardziej spiochowaty fotograf ma do dyspozycji caaaaaały dzien idealnego światła.
Teoretycznie, oczywiście.
Bo w praktyce, to w ciągu 4 dni pobytu udało mi się pstryknąc tylko jedno zdjęcie z niebiem różowym od wschodu:



Tak wyglądają pola zastygłej lawy w okolicach Blue Lagoon (czyli wielkiego naturalnego basenu z naturalnie ciepła wodą ze źródeł geotermalnych). Sprawcy tegoż marskańskiego krajobrazu w tle.
Takie widoki ciągną się kilometrami. Z daleka wygląda to jak zaorane pole albo plac budowy, a z bliska jak duże kawałki żużlu.


The Golden Circle (tour) - to nazwa ukuta przez biura podróży. Prowadzi przez największe islandzkie atrakcje turystyczne: park narodowy Pingvelli, gdzie płyty tektoniczne, na których leży Islandia spotykają się, a właściwie rozchodzą- z prędkością 2 cm/rok. Rozejście to wygląda jak olbrzymie uskoki skalne, między którymi lezy równina:



(zdjecie zostało zrobione na godzinę przed wschodem słońca, czyli ok. 10.30 - dlatego jest takie ciemne)


Miejsce to jest pełne wodospadów -



Z których największy to Gullfoss - the Golden Waterfall:


Niestety, złota tam nie znalazłam, ale widocznośc była kiepska, bo nie dość, ze ciemno, to jeszcze woda strasznie pryskała.


Szkoda, że moim zdjęciom do złotych daleko...
Nic to, spróbujemy jeszcze raz latem, jak pojedziemy orki oglądać. Tylko wtedy będzie cięzko o golden hour: w lipcu słońce zachodzi ok 1. w nocy, a wstaje po 20 minutach.


;)
10:34, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 grudnia 2006
Is there any ice on Iceland?
Albo: Konkurs na największe rozczarowanie świąteczne


- Twoja świąteczna abnegacja siegnęła dna - powiedział TP, kiedy wróciliśmy do pokoju hotelowego z kilkugodzinnej wyprawy w poszukiwaniu otwartej knajpy i zasiedliśmy przed telewizorem z wyborem jednego programu po islandzku, jednego po włosku, jednego po niemiecku, eurosportu po polsku i cnn.
Tzw kolację wigilijną zjedliśmy w jedynym czynnym punkcie z żarciem w mieście; po wielogodzinnych poszukiwaniach okazał się nim być maleńki bar fastfoodowy. Zmęczeni i głodni zasiedliśmy nad kebabem. Towarzystwo było międzynarodowe: przy stoliku obok czwórka francuzów jadła hamburgery plastykowym nożem i widelcem, za nimi dwoje młodych amerykanów rozprawiało o komercjalizacji chrystmas, a rodzinka chińczyków w ogole o nicxzym nie mówiła - wyglądali na bardzo zadowolonych, ze udało im się znaleźć jakieś miejsce z jedzeniem. Obrazu dopełniali ludzie za barem: murzyn z nonszalanckim papierosem za uchem, hiszpanka w czerwonym dresiku i młodzieniec narodowosci nieokreślonej, niewykluczone, ze polak, bo polaków w tym kraju mnóstwo (stanowią 1,5% populacji). A to dlatego, że TP nie chciał zarezerwować kolacji w naszym hotelu, bo stwierdził, że w Reykjaviku, stolicy kraju, miejscu, do którego przyjeżdza tylu turystów, coś musi być czynne. I znów ja miałam rację.
Ideał wigilii sięgnął dna.

Zresztą, z bólem przyznaję, że całą wyprawę uznaję za nieudaną.
Owszem, udało nam się zobaczyć kilka ciekawych i niespotykanych rzeczy, jak gorące źródła, gejzery czy szczelinę między płytą amerykańską a europejską, ale generalnie proszę państwa to
1. Podróż trwała 12 godzin, bo chociaz w sobotę Heathrow pracowało, to nadal były wielogodzinne opóźnienia
2. na islandii nie ma już śniegu; nie było go nawet na lodowcu, po którym mieliśmy jezdzic snowmobilem
3. zimy ani śladu, pogoda do dupy, czyli tzw angielska
4. w zwiazku z p.3. nie widzieliśmy zorzy polarnej, bo do tego musi być mrozna, sucha noc
5. w związku z p.3. ogladane obiekty wyglądały znacznie mniej ciekawie, bo nie było ładnego oświetlenia, wiec zdjęcia mi nie wyszły
6. prawdę mówiąc tego oświetlenia to w niektóre dni w ogole nie było - jasno się robiło ok 11.30 (tzw wschód słońca), a ciemno po jakichś 4 godzinach
7. w związku z świętami trwającymi na islandii od wigilii do boxing day wszystko, WSZYSTKO (z wyjątkiem tej budy z kebabami) było w tym mieście zamknięte przez 3 dni. Nawet restauracja w naszym 4-gwiazdkowym hotelu była zamknięta a na lunch i dinner trzeba się było zapisywac z dwudniowym wyprzedzeniem. Raz więc zamówiliśmy service-room- hamburgery, bo nic innego nie było; czekaliśmy na nie 70 minut, az w końcu po dwukrotnym przypomnieniu, ze czekamy, dostaliśmy nasze buły z mięsem: przypalone, przesolone i zupełnie bez smaku. Na dodatek kosztowało to jakieś 20 gbp, bo tam wszystko jest upiornie drogie.

No snow, no ice, not even ice cream on Iceland!

Zdjęć, oczywiście nie będzie.
Kondolencji i kwiatów prosimy nie przesyłać.


;)
10:43, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (9) »
wtorek, 19 grudnia 2006
Zima
Jak zapewne państwo wiecie tutaj jest, za przeproszeniem, gówniana.
Wieje, czasem deszczy, generalnie słonce świeci, brytole w krótkich rękawkach nadal chodzą.
Wczoraj wieczorem za oknem migała nam piaskarka:
- Oho, będzie w nocy przymrozek - obwieścił TP - W przeciwieństwie do polski tutaj piaskarka jeździ przed zimą.

Owszem, przymroziło. Pierwszy raz tej zimy (jesieni).
Zaliczyłam rano pierwsze w życiu skrobanie szyb w samochodzie.

Brytole mówią, że to najcieplejsza zima (jesien?) jaką mają od (yyy... nie pamiętam, ale od dawna).
Koledzy w mnie w pracy pożegnali nadzieję na white christmas. Najstarsi opowiadają jesczze, ze ho-ho-ho, za ich czasów...
J, która wybiera się na świeta do przyjaciół w niemczech, na nartach pobiegać, nie martwi się za bardzo chwilowym brakiem śniegu w alpach - i tak ją boli łokieć, więc żal by jej było nie pobiegać.

Wszyscy mówią: tylko ty na pewno będziesz miała białe święta, i zimę, i sanie swiętego santaklaus.

Nie tracę nadziei, aczkolwiek prognoza pogody na najbliższe dni dni dla Reykjaviku nie wygląda zachęcająco:


Weather forecast for Reykjavik, Iceland
Current
conditions
48° F / 8° CRain
WIND   30 mphVISIBILITY  2 miHUMIDITY  87%
Four day
forecast
High
Low
Wednesday
Rain
49° F / 9° C
36° F / 2° C
Thursday
Rain to Snow
38° F / 3° C
31° F / 0° C
Friday
Intermittent Clouds
38° F / 3° C
37° F / 2° C
Saturday
Windy
45° F / 7° C
34° F / 1° C
I jak tu się wybrac na poszukiwanie zimy w czasach global warming?!
Mam nadzieję, ze chociaz zorza polarna (Northern lights hunting - 25.12.06) mnie nie zawiedzie

;)
22:41, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
sobota, 16 grudnia 2006
Wieść z pola boju
Do wszystkich lekarzy, którzy planują wyjazd do UK


Za doniesieniem znajomego redaktora pewnego wydawnictwa medycznego, który poniższe rewelacje usłyszał w czasie wizyty w Royal College of Physicians kilka tygodni temu, uprzejmie was informuję, że
-brytyjczycy 2 lata temu mieli 2000 graduates kończących medycyne
- w tym: 3000
- a w przyszłym będą mieli aż 8000 swoich własnych młodych i chetnych do pracy lekarzy.
Już teraz młodym lekarzom jest trudno znaleźc pracę na wyspach, kurczą sie zasoby miejsc na wyższe stanowiska. Ba, w niektórych specjalnosciach, jak np ortopedia, mają już więcej specjalistów niż kiedykolwiek będą mieli stanowisk dla konsultantów.
Powoli kończy się to eldorado.
Kto chce wyjechać, niech się szybciutko zastanawia, czy naprawdę chce i podejmuje własciwe decyzje.
Jeszcze nie trzeba zdawać egzaminu z języka przy rejestracji w GMC, choć mają prawo sprawdzić, na ile kandydat potrafi porozumieć się po angielsku.

To co, kto robi noworoczne postanowienie zmiany pracy na dobre?


;)
23:16, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
środa, 13 grudnia 2006
British way of life
W ubiegłym tygodniu Tony Blair powiedział, że wyznawcy wszystkich religii mają obowiązek zintegrować się.
'Our tolerance is part, of what makes Britain Britain', a zatem: zgódźcie się na to albo nie przyjeżdżajcie tu.
Przedstawiono również 6-puntkowy plan intergacyjny, mówiący m.in. o tym, że grupy społeczne, rasowe czy religijne otrzymają fundusze publiczne tylko wtedy, jesli będą promować intergację społeczną; nie będzie miejsca dla prawa religijnego w żadnej kryminalnej sprawie, 'preachers' muszą odpwoiednio znać angielski i spełniać wstępne wymagania; wiek, od jakiego można zawierać małżeństwa zostanie podniesiony z 18 do 21 rż, zeby uniknąć małżenstw wymuszanych, meczety mają otworzyć szerzej drzwi dla kobiet. Postanowiono również wprowadzić test z angielskeigo jako warunek otrzymania prawa stałego pobytu lub obywatelstwa.

Wystąpienie to wywołało oczywiście dyskusje, ale nie tak burzliwe jak wtedy, kiedy Jack Straw - członek parlamentu - zachecał kobiety mułzumańskie do zdjecia hidjabu, motywując, że zasłaniajac twarz wykluczają się ze społeczeństwa.

Moim zdaniem inicjatywa słuszna, popieram ideę integracji z tubylcami i przybylcami. Staram się integrować na miarę moich outsiderskich możliwości; w sobotę np idę na christmas party z moim zespołem.
Jedno mnie tylko niepokoi: skoro Blair mówi: Accept British way of life or stay away, czy muszę także zacząc pić jak Brytyjczycy?
http://news.bbc.co.uk/1/hi/health/4886550.stm


;)



23:57, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
Caring
albo: O męskiej przyjaźni


Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy po wejsciu do domu były moje skarpetki. Moje śliczne, błękitne, ciepłe, nowe skarpetki kupione specjalnie na okazję wyjazdu świątecznego na Islandię.
Na nogach TP.
- A ty czemu nosisz moje sliczne, nowe skarpetki kupione specjalnie na wyjazd?- zapytałam zaczepnie
- Jak to? Przecież sama mi je zostawiłaś rano na kupce z ubraniem. Pomyślałem, że to po to, żebym rano nie szukał.
- Ja?! Skarpetki? Może jeszcze na spodniach w kancik i odprasowanej koszuli?
- No też tak pomyślałem, że to do ciebie niepodobne. Ale jak w takim razie znalazły się one na mojej stercie z ubraniem do pracy?
- Jak to jak? Twój najlepszy przyjaciel je tam zaniósł. Już kiedyś wyrwałam mu te własnie skarpetki z pyska, bo je gdzieś wynosił!
- Czy ta druga para, którą właśnie połozył mi na plecaku też jest twoja?
- Jasne! - powiedziałam i zabrałam je spowrotem na górę. Położyłam na chwilę na krześle, żeby otworzyć szafę i tam je schować.
Zanim się odwróciłam już ich tam nie było.
Kocur znosił je w pyszczku na dół.
Chłopu do plecaka?


;)



ps. a swoją drogą męska wiara, w to, co kobieta potrafi zrobić dla mężczyzny jest powalająca!
;)

00:16, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
czwartek, 07 grudnia 2006
Jeśli urodziłes się w stajni, nie znaczy, że jesteś koniem
Od dziecka marzyłam o zamieszkaniu w skandynawii.
Kiedy rozważaliśmy kierunek wyjazdu, Norwegia (ksiązka do norweskiego nadal leży gdzies w domu), Szwecja i Dania były gdzieś na początku listy.
Nie miałam też nic specjalnego przeciwko zamieszkaniu w Niemczech.
Oczywiscie, kraina deszczowców wygrała. I dobrze się tu czuje.

Mój test na narodowość:
http://selectsmart.com/FREE/select.php?client=nation

wykazał jak następuje:
1. English
2. Scandinavian
3. German
4. Japanese
5. French
6. Jewish
7. American
8. Italian
9. Polish
10. Irish

I dobrze odgadłam wynik.
A wy?


;)
08:25, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (20) »
sobota, 02 grudnia 2006
Never let a woman drive

Było: Sheela's wheels*


Zobaczywszy, jak inny motocyklista wykłada się na równej, aczkolwiek śliskiej nawierzchni A19, TP postanowił kupić sobie samochód.
No i kupił. Od dealera. Mały, używany, 'po kobiecie'.
- Skąd wiesz, że 'po kobiecie'? - zapytałam węsząc jakiś szowinistyczny podtekst.
- Bo cały usmarowany czekoladą.
- To nie znaczy, że kierowcą była kobieta.
- No, i jeszcze znalazłem szminkę pod siedzeniem.
- Kłamiesz!
- A tak poza tym, widziałem dane poprzedniego właściciela na papierach. Sheela to żeńskie imię, prawda?

Prawda.

A potem wymyślił, że po ten samochód pojedziemy razem moim, a wrócimy osobno.
Do dużego miasta po drugiej stronie rzeki.
A 19 (jak autostrada).
Droga podobno prosta.
Z minimalną prędkością przekraczającą możliwosci moich nerwów!

Ale pojechaliśmy.
Starałam się trzymać jak przyklejona do tylnego zderzaka mikry.
Ale zgubiłam się już na pierwszym rondzie.
Na szczescie okazało się, że jednak się nie zgubiłam, tylko TP odjechał za daleko a że było ciemno, nie mogłam się zorientować, gdzie jest.
Potem było jeszcze kilka rond. Na przedostatnim przed wjazdem na A19 śmignęłam za nim już na czerwonym świetle, chociaż wiedziałam, że za mną stoi policja.
Tak strasznie bałam się, że mogę się zgubić.
Dojechaliśmy, oczywiscie, szczęsliwie. Nikt nie zginął, nie uszkodziłam żadnego samochodu.
Z drżeniem serca czekam, czy nie przyjdzie pocztą mandacik z punktami karnymi.

Cóż, if you want to leave the car alive, never let a woman drive:
http://www.youtube.com/watch?v=gQYSet7Bvj4


;)




* dla niewtajemniczonych: Sheela's wheels to nazwa firmy sprzedającej ubezpieczenia komunikacyjne, skierowana głownie do kobiet; piosenka powyżej jest parodią piosenki z reklamy tej firmy

23:27, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
Kontakt odzyskany
Uff, po trzech dniach odcięcia od portalu Gazety, udało mi się połączyć z serwerem.
Zanim aga_piet podesłała mi ten link:
http://www.medianews.com.pl/info_media5677.php3
(za co serdecznie dziękuję) przeszłam etap podejrzeń, że
1. oto namierzono mnie i teraz oberwie mi się za działalnośc antyrzadową
2. (kiedy dowiedziałam się, ze to nie tylko mnie dotknęło): oto namierzono nas itd
3. jak juz się dowiedziałam, o co chodzi to pomyslałam, ze to skomasowany atak na antyrzadową gazetę
hehe
;)


A lista osob, które podpisały nasz protest się wydłuża. Mam nadzieję, że dojdzie co najmniej do 500.

:)
15:25, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »