Świata stan psychiczny
sobota, 24 marca 2007
Pokój pełen światła
czyli o urokach popstrykowej działalności fotograficznej


Wśród współczesnych fotografów i pstrykaczy bardziej zaawansownaych toczy się niekończąca się dyskusja o tym, czy zdjęcie poprawiane w 'fotoszopie' (skrót myslowy dla wszelakich programów do obróbki już wykonanych zdjęć) są jeszcze fotografią czy już inną sztuką wizualną.
a także czy można aż tak ingerować w naturę (lub naturę rzeczy).

Moja niechęć do jakiejkolwiek działalności 'postpstrykowej', czyli obróbki zdjęcia dokonanej PO naciśnięciu migawki, poza tym co kiedyś można było zdziałać w ciemni (kadrowanie, korekta ekspozycji, nieznaczna korekta kolorów) miała trzy źródła:
1. uważam, że takie zdjęcia to już nie jest czysta fotografia (bo nie światłem tu się operuje, ale pikselami) a im większa ingerencja w naturę, tym mniej
2. uważam, że najpierw się trzeba nauczyć robić dobre zdjecia PRZED naciśnieciem migawki, bo 'i w fotoszopie nie zrobisz zdjęcia z gniota, jełopie'
3. nie umiałam czegoś takiego obsługiwać.


Jak zapewne spostrzegawczy Czytelnicy zauwazyli, punkt nr 3 występuje w czasie przeszłym.
Choc tak naprawdę wcale nie czuję, że umiem takie cuda obsługiwać. Po prostu ten, który wczoraj ściagnęłam jest idiotoodporny.
Nazywa się Lightroom.
A oto jakich cudów można w nim dokonać niewielkim nakładem sił:






Zachwycajacych się uprzejmie informuję, że przy takim świetle (pierwsze jeszcze przed wschodem słońca, drugie tuż po), nawet przy zastosowaniu filtrów połówkowych, dół jest za ciemny a niebo za jasne; takie kolorki są rzadko spotykane w naturze, a kontrast o tej porze jeszcze śpi.
Nie wierzycie?
Popatrzcie tu:



;-)
23:30, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (11) »
piątek, 23 marca 2007
Lepiej, żeby nam więcej nie chorował
- powiedział TP patrząc na trofeum, które przyniółs kocur dziś rano - To na pewno w podziękowaniu za to, że pomogliśmy mu wyzdrowieć - zawyrokował Znawca Kociej Natury.
Misiek bowiem rozchorował nam sie w zeszły weekend, do tego stopnia, że trzeba było pojsc z nim do weterynarza, który zalecił podawanie antybiotyku 2 razy dziennie przez tydzień.
A to z kolei powaznie wpłynęło na nasze plany urlopowe i trzeba było odwołac wyjazd do szkocji (ten z tzw teściami, bo nasz, w przyszłym tygodniu pozostaje, na szczęscie bez zmian).
Kot, który przez 3 dni wyglądal jak zdechlak nagle ozdrowiał ozdrowiał tuż po tym, jak odwołałam noclegi nad kanałem kaledonskim i w edynburgu. Albo po zastrzyku, jak kto woli.


A oto, co nam Misiek przyniósł w podziękowaniu:



- Lepiej, żeby nam więcej nie chorował. Następnym razem to może być Mini - labrador sąsiadów- podsumował TP.

A ja coraz bardziej boję się otwierać drzwi. Te zaryczane dzieci sąsiadów pozbawione rękawiczek, zabawek, cholera jesczze wie czego...


;)
23:35, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
sobota, 17 marca 2007
W poszukiwaniu światła
Aga piet pisała kiedyś na swoim blogu o żałobie po niezrobionych zdjęciach
Niestety, dopada mnie ona coraz częściej, a im bardziej próbuję ją leczyć robieniem zdjęć, tym częściej okazuje się, że a to nieostre wyszło, a to słonce wlazło w obiektyw i zepsuło kadr, a to za krzywo, a za prosto, a...
Najgorsze jest jednak uczucie rozczarowania, kiedy po 5 dniach przepięknych wschodów i zachodów słońca od poniedziałku do piątku, w wyczekany weekend pada albo wschód słońca okazuje się bez kolorów. Podobnie jest kiedy starannie przygotowywana wyprawa samochodem do - np. lasu (czasem nawet 2-3 godziny jazdy) jest fiaskiem z powodu braku odpowiedniego światła.
Światło - to, co czyni fotografię, materiał, z którego powstaje, jej natchnienie, jej rzeźbiarz...
Bez odpowiedniego światła nie ma zdjęcia.


Oto efekt wyprawy na wschód słońca w okolicach St. Mary's Island; pora odpływu:


Twarzą do słońca:




Kudłaczki z podmorskiej łąki:




11:11, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 marca 2007
Rewolucja w smieciach rewolucja w kuchni?
Nad brytyjskimi domostwami zawisly czarne chmury léku.
Léku, ze wkrotce lék moze sie zamienic w chmury smrodu,  much, karaluchow i gryzoni - a wszystko to z powodu planow zaniechania cotygodniowego wywozu smieci na rzecz co dwutygodniowego.
Podobno badania wykazaly, ze jesli odpadki jedzenia sa odpowiednio zabezpieczone w worku na smieci, nie powinny przyciagac robactwa, szczurow, lisow i innych dziko zyjacych zwierzat.
Skad pomysl takiej akcji?
Z dbalosci o klimat - koszty skladowania smieci sa ogromne, zaczyna brakowac miejsc na smietniska a zywnosc rozkladajac sie wydziela do atmosfery rozne paskudne gazy, ktore przyczyniaja sie do zwiekszania efektu cieplarnianego.
Pilotazowe programy wykazaly, ze jesli smieci sa wywozone co 2 tygodnie, ludzie wyrzucaja mniej, a wiecej recykluja.
http://news.bbc.co.uk/1/hi/uk/6457165.stm


Jedno mnie tylko zastanawia: skoro brytyjczycy wyrzucaja 1/3 jedzenia, ktore kupuja, czy w takiej sytuacji beda kupowali go mniej czy jedli wiecej?
A moze nastepnym krokiem bedzie rewolucja w wyspiarskiej kuchni i angielskie jedzenie stanie sie smaczne i zdatne do spozycia tak dlugo, jak pokazuje expiry date a nie do nastepnego ranka?


;-)
13:07, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 marca 2007
ASBO
ASBO, czyli anti-social behaviour order to tutejsza broń na chuliganów, miłośników hałaśliwych imprez nocnych, prostytutki, żebraków, itp.
Chodzi generalnie o to, żeby ludziom zakłócających w różny sposób spokój tzw porządnych obywateli nie posyłać do więzienia, ale też pokazać, ze takie zachowanie nie będzie tolerowane i zakazać robienia określonych rzeczy na określonym terenie (przez określony czas). różne są typy ASBO, tak jak różne rzeczy mogą różnym ludziom przeszkadzać: hałas, drug dealing, prostytucja, zachowania rasistowskie, zastraszanie, werbalna agresja
więcej tu

Niestety, nie jest to najlepszy sposób radzenia sobie z takimi zachowaniami, choć oficjalne dane rzadowe mówią coś innego - ponad 1/3 ASBO jest naruszana, z czego 2/3 trafia do dalszego postępowania sądowego (naruszenie ASBO jest przestępstwem kryminalnym).
ASBO to w ogole temat na większą dyskusję.
artykuł

Statystyki za 2006 rok pokazują, ze w Anglii i Walii wydano prawie 10000 ASBO.

Mam nadzieję, że w tym roku jednym z 'obdarowanych' nie będzie nasz kot - już nie tylko, że załatwia się w cudzych ogródkach, ale także atakuje inne koty i wywieszone pranie sąsiadów, kradnie dzieciom rękawiczki (no, dobra, zbiera z ulicy zagubione) i ... sama już nie wiem co robi. Az strach pomyślec.
A taki grzeczny był...


;-)
08:53, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 marca 2007
Ratujcie moja mame
Kolejny list wyladowal wczoraj na moim biurku.
Rozpaczliwe wolanie o pomoc.
Pani X zawsze miala problemy z umiarkowaniem. Najpierw bylo sprzatanie, potem alkohol. Pozniej wyciagnieto ja z alkoholu, ale zaczely sie leki.
Po lekach przyszla kolej na hazard, z którego wygrzebała się rzucając w wir pracy. Kiedy zaczęło jej szwankowac zdrowie fizyczne z powodu przepracowania, postanowiła zredukować liczbę godzin pracy z 80 do standardowych 40 tygodniowo.

Zmartwionę dziecię pisze, ze mama znow rzucila sie w wir hazardu. Spędza cale weekendy i wiekszosc wolnego czasu w tygodniu w Bingo.
Niestety, wpisuje sie to w tren ogolnokrajowy: w zeszlym tygodniu Times opublikowal badania przeprowadzonego niedawno przez Minitel. Otóz między 2001 a 2006 wydatki brytyjczykow na leisure time wyniosły 130 milionów funtów (2006), co oznacza wzrost wydatków na:
wakacje o 30%
puby-10%
gyms - 39%
gardening - -3%
hazard - 50%

Tymczasem nadal brak specjalistow zajmujacych sie leczeniem uzaleznienia od hazadru, a rzad tnie srodki nawet na leczenie alkoholizmu, bo priorytetem sa narkotyki.
Zle sie dzieje w panstwie autora Hamleta.
Oto spoleczenstwo konsumentow rozrywek.
Co bedzie dalej?


:-/
10:01, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (17) »
wtorek, 06 marca 2007
Tajemnice, mądrości i inne takie

Ech, najpierw j_u, teraz Gypsi - namawiają mnie na wyznawanie tajemnic.
Jakby nie wiedziały o Wewnętrznym Cenzorze.
A może nie wiedzą? Hm?

W takim razie wyznanie zaczniemy od tegoż właśnie.
Chciałyście - macie! Oto pięc tajemnic mojego życia:

1. Każde słowo, jakie wychodzi z moich ust, może zostać uzyte przeciwko mnie
- ta zasada uratowała mi życie co najmniej ze dwa razy!

2. Nigdy nie zadawaj pytania, jesli nie wiesz, co zrobić z odpowiedzią
- uchroniło mnie przed niemałą procją bolu i trucnych decyzji

3. Nie odkładaj życia na lepsze życie pozagrobowe
- ilez cudownych rzeczy udało mi się przeżyć, jakich wspaniałych ludzi poznac, ileż lat zyskać!

4. Przeszkody istnieją tylko w moim umyśle (znane także jako: There is no spoon)
- i jestem tam gdzie jestem, a będę tam, gdzie zechcę

5. Jesli tak - to TAK i szkoda czasu. Jesli nie - to NIE i szkoda czasu
- oszczędziło mi wiele czasu i rozczarowań

:)


Nie wywołuję nikogo do odpowiedzi, ale ciekawa jestem, czy i wy macie takie 'tajemne mądrości życiowe' i jak brzmią?

22:20, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
niedziela, 04 marca 2007
Historii 90-kg ośmiolatka ciąg dalszy

Z cyklu: Ludzie to mają pomysły


'I get angry because people feed him in the street. I do all the hard work and then people feed him like a pet' - powiedziała matka Connora, o którym pisałam kilka dni temu
[za Times'em]


No, no... Karmią go jak zwierzatko, na ulicy.
Ciekawe, za jakie zwierzątko go biorą.
Biedny niedożywiony hipopotam?

Ludzie to mają pomysły, nie?


:-/

12:11, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »