Świata stan psychiczny
niedziela, 28 marca 2010
Rownowaga pracowo-zyciowa

z cyklu: Welcome to New Zealand moments - part 1


Trzeci tydzien uplynal mi na probie zorganizowania zebrania w sprawie 'zarzadzania ryzykiem' u pewniej bardzo ryzykownej i wywolujacej niesamowite emocje pacjentki.
Mimo tego, ze tak naprawde nie jestem jej lekarzem wychodze na osobe, ktorej najbardziej na tym zalezy - bylam gotowa przyjsc na zebranie nawet w dniu, w ktorym z rozpiski powinnam byc w innym miejscu i zajmowac sie czym innym.
No bo PAni A nie pracuje w poniedzialki i srody, a we czwartek tylko rano. Pani B nie pracuje we wtorki i srody, managerstwo moze tylko w poniedzialki i czwartk popoludniu, a ja w poniedzialki zagoniona jestem jak zabity swiniak.

Czujecie klimat?

Wiele osob wyjezdzajacych do NZ jako glowny powod podaje poszukiwanie lepszej work-life balance. Kiedys zapytalam na forum co to dla roznych ludzi oznacza, bo mnie sie kojarzy glownie z praca na czesc etetu. Wyobrazcie sobie, ze nikt nie napisal, ze to 'flexible working hours'! W zwiazku z czym pomyslalam, ze to pewnie trudno o cos takiego - w koncu wszyscy powtarzali, ze NZ to jak UK, ale 30 lat temu, czyli jeszcze przed epoka 'flexible hours'.

W chwili, kiedy po raz drugi odbilam sie od czyjejs sekretarki glosowej informujacej mnei radosnie, ze Dr X pracuje tylko na czesc etatu i zeby sporobowac kiedy indziej, zaklelam soczyscie.
Kiedy sie okazalo, ze jest to zjawisko tak powszechne, ze nie moge wykonywac swojej pracy, przeklelam wszyskich, ktorzy kiedykolwiek wpadli na ten swietny pomysl, zjawisko to ochrzcilam 'Welcome to New Zealand moment no 1' i postanowilam tez przejsc na pol etatu, jak juz sie odbije od dna.

Poki co poprosilam, zeby mi moje dwie polowki etatu (szpital i przychodnia) zamienili an jeden porzadny w szpitalu.
I zaraz po tym, jak mi sie derekcja na to zgodzila wybralam sie w poszukiwaniu wlasnej work-life balance do Shakespear Park:
Szkoda, ze mi zabawe troche zepsula daleka od idealnej przejrzystosc powietrza, niezauwazone wczesniej paprochy na lustrze i kable:




09:38, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 marca 2010
Bardziej angielska niz Krolowa?

czyli: Little Britain Abroad


Moj akcent wiekszoscia glosow zostal uznany za najblizszy walijskiemu.
Siostra oddzialowa, z ktora sobie pokrzykujemy 'Why Aye!' zaoponowala, ale zostala zdyskontowana przez nowego pielegniarka, ktory powiedzial, ze pochodzi z hrabstwa sasiadujacego z Walia, wiec wie, co mowi.

Wlasnie wyslalam kolejnego maila korzystajac z najcenniejszej umiejetnosci nabytej w czasie zycia i pracy w UK - slynnej angielskiej dyplomacji.


Proces dostosowywania sie do zycia w kraju, w ktorym kierowcy jezdza prawie tak zle jak w Polsce, banki nie wydaja kart do placenia online i przez telefon nawet klientom z 'wypasionymi' kontami, najszybszy internet jest wolny i drogi, a publiczny system opieki nad chorymi psychicznie funkcjonuje dzieki telepatii i cudom, jest powolny i pod gorke.


Na szczescie w kulturowym tyglu mojego miejsca pracy nie brakuje Brytoli, ktorzy chetnie sluza tlumaczeniem tutejszego systemu na NHS-owski.
Ba, sami grawituja w moja strone, spontanicznie (!) oferujac pomoc praktyczna i wsparcie emocjonalne.

Bo zeby mnie Brytol z wlasnej inicjatywy pocieszali poklepujac po ramieniu to chyba musieli mnie uznac za 'swoja'.


That's very thoughtful of you!




;-)
 

09:06, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (1) »
środa, 10 marca 2010
Neighbours

czyli: Jak dobrze miec sasiada


O tym zza plotu nie napisze, bo uwierze chyba dopiero jak zobacze autografy z dedykacjami w tych kilku ksiazkach, co to plyna w kartonach przez morza i oceany.

O sasiadach z naprzeciwka nie napisze, bo skoro my widzimy, jakim plynem zmywaja naczynia i co jedli na kolacje oraz slyszymy ich rozmowy przez telefon, to pewnie oni widza i slysza nas, wiec sza!

O tym chudym kocie ze szczurzym ogonem, co mieszka na gorce i kosmatym rudzielecu z domu z kominem co nam widok zaslania (komin, nie kot, a widok jest na morze) tez chyba nie napisze, zeby nie stresowac Kociuni. Biedula nie dosc, ze w zimowym futrze wyladowala w srodku lata, to jeszcze zostala wystawiona ja na wizyty ciekawskich typkow, co to nie znaja angielskich manier i mysla, ze mozna ot tak sobie, bez listow wprowadzajacych i umawiania sie z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, z kociego buta wejsc sobie do cudzego ogrodka i probowac sie zaprzyjaznic, udajac, ze sie nie rozumie, co oznacza prychanie z najezonym futrem i wiewiorzym ogonem.

TP mowi, ze Kociunia towarzyskosc odziedziczyla po mnie.


Ha, skoro tak, to zamiast piosenki Alibabek, obejrzymy sobie odcinek jednej z moich ulubionych kreskowek

09:19, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 marca 2010
Szaranagajama

ablo: Being a human being


Przetrwalismy Tsunami, ktore na szczescie okazalo sie conieco przesadzone.
Teraz probujemy przetrwac Stadium Posrednie pomiedzy posiadaniem a nieposiadaniem domu.

Jesli Panstwo pamietacie nasz angielski dom zostal spakowany w dziesiatki pudelek i zapakowany do kontenerow miesiac temu. W ub tygodniu dowiedzielismy sie, ze przyplynie do nas nie jak myslelismy w polowie marca, ale w polowie maja.
MAJA!
A do tej pory to za przeproszeniem na dupie mam siedziec, na kolanach jesc palcami a brudne ciuchy prac w rekach?

Po wyprowadzce z wygodnego, urzadzonego na europejska modle domu w centrum Auckland do pustej chaty gdzies pod lasem, bol nieposiadania uderzyl we mnie ze zdwojona sila.
Na szczescie dobrzy ludzie (note to self, do dalszego badania: im nizsze stanowisko tym wieksze prawdopodobbienstwo posiadania serce i dzielenia sie tym niewiele co sie ma?) pozyczyli nam garnek, naczynia, sztucce, skladane krzesla turystyczne i kilka recznikow. Materac kupiony na garazowej wyprzedazy i kilka drobiazgow nabytych za pierwsza wyplate nieco zlagodzilo bol istnienia.

Do listy rzeczy niezbednych by czuc sie czlowiekiem (mozliwosc umycia sie w cieplej wodzie, wypicia kawy rano i zalozenia czystej bielizny) dolaczylo jedzenie posilkow z talerza, siedzac przy stole.

Czuje sie, jakby mi dom ukradli i juz nigdy go nie zobacze.


(...)
Zabrali.

Została po nim tylko
              szara
                      naga
                            jama
         szara naga jama.

[m. bialoszewski]



Z tym, ze mi to wcale nie wystarczy

:-(

08:47, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (10) »