Świata stan psychiczny
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Absence makes the heart grow fonder

Z cyklu: Poradnia Zdrowia Psychicznego online


Rózne takie wiedzmy (patrz wyjasnienie w komentarzu do poprzedniego wpisu) mawiają, że krótkie rozstania (wyjazdy) służą związkom.
Jak mówi angielskie przysłowie: nieobecność sprawia, ze kocha się jeszcze bardziej. Pod warunkiem, oczywiście, że owa nieobecnośc ma ograniczoną długość.

TP wyjechał na tydzień, odliczam dni do środy.
Kocur niedogłaskany w rozpaczy wskakuje mi na kolana z takiego rozpędu, że zaraz spada z drugiej strony. Desperat- wie, że ja długo na jednym miejscu nie usiedzę.

Przypominają mi się moje różne przemyślenia dotyczące czekania.
Tego szukałam długo - zastanawiałam się, czy w końcu o tym napisałam czy nie. Jest tylko wzmianka, że napiszę. Widać, to też jeszcze przede mną:


"Która godzina i dlaczego tak wcześnie?"
(zapiski z wczorajszego dyżuru)

W czekaniu najgorsza jest bezczynność. Bezczynne czekanie. Oszaleć można. Siedzę na dyżurze, ale nie ma zbyt wiele do roboty. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej: jak spędzić, przepędzić, popędzić ten czas? Kiedyś ktoś z pacjentów chyba opowiadał mi o swoich bezsennych nocach:
- Patrzę na zegarek: 4.00. Minęło pół godziny, patrzę na zegarek: 4.10.
Teraz rozumiem to aż nazbyt dobrze. Kiedyś, jak już wreszcie wrócę do swoich czasów, napiszę opowiadanie o kobiecie, czekającej na telefon od mężczyzny. Będzie nosić tytuł: „Która godzina i dlaczego tak wcześnie?”

23:24, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Etap 4 - życie?
Ostatnio bardzo pochłania mnie praca - pozytywnie pochłania, znów się nakręcam, tym co w zespole robimy, że trudno mi wieczorem 'wyłączyć głowę'.
Nakręcam się też, książkami, których słucham w samochodzie (co za wspaniały wynalazek: audiobooki!).
I samym prowadzeniem samochodu się nakręcam (ech te samodzielne wyprawy autostradami, na lotnisko i do szpitala w centrum sunderland!) - nawet jeśli zdarzy mi się zgubić z sat-navem ;-)
Wieczorami są jeszcze zdjęcia, które obrabiam i zastanawiam się, które wyslać na który konkurs landszaftowy...
A w weekendy wyprawy w blizsze i dalsze okolice (także w celu 'polowania' na nowe fotki).
Nie należy także zapominać o życiu ;-)

I między innymi dlatego mam coraz mniej do napisania.

Jedna z Waznych Osób powiedziała mi kiedyś:
'Młodość jest rozrzutnie rozgadana, z wiekiem człowiek coraz więcej rzeczy zamyka w sobie. Można mówić o tym i o tamtym - ale po co? Czas oszczędza sie na najważniejsze, na życie'.


A może ja się zwyczajnie starzeję?
Może to już czas na życie?


;-)
15:59, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
Człowiek w klatce języka

Od dawna fascynuje mnie to, jak język i widzenie świata są ze sobą powiązane. Co ukształtowało co? Język widzenie świata czy odwrotnie?
Podobno jest jakaś hipoteza względności językowej, która mówi, że to język narzuca człowiekowi widzenie świata.
A zatem: czy to oznacza, że francuzi najpierw wymyślili słowo 'doux' na określenie smaku pomiędzy łagodnym a słodkim a potem ten smak wynaleźli?
Hm, brzmi nieprawdopodobnie. Ale czy w takim razie francuzi mają o jeden rodzaj kubków smakowych więcej?
;-)

W najnowszym Niezbędniku Inteligenta - dodatku do Polityki - ciekawa rozmowa z P. Krzeszowskim - językoznawcą o tym, czy człowiek siedzi w klatce języka, który zmusza go do określonego widzenia świata.
Niestety, nie odpowiada na pytanie, czy nasze postrzeganie świata zmienia się w zależności od tego, jakim językiem się posługujemy...
A, szkoda.
Ostatnio miewam sny prawie wyłącznie po angielsku

15:32, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
Gateway to the profession
Absurdy Political Corectness


General Medical Council (naczelna rada lekarska) opracowała program wsparcia niepełnosprawnych studentów tak, by pomóc im 'wejśc do profesji'.
http://www.gmcpressoffice.org.uk/apps/news/latest/detail.php?key=327

Jego inicjatorzy zidentyfikowali wiele fałszywych założeń, które sprawiają, że młodzi ludzie nie wybierają kariery medycznej.
Jedno z najczęstszych to to, ze jeśli człowiek nie jest w stanie przeprowadzić resuscytacji, nie może zostać lekarzem.
-Clearly, most of us if asked would agree that there is much more to being an effective doctor than the ability to perform CPR - mówi Dr Kathy McLean, szefowa projektu.
I dalej argumentuje, ze studenci niepełnosprawni po prostu potrzebują drobnych udogodnień sprzętowych i dobrej woli ze strony tych uprzedzonych, by dać im szansę.
- To nic nas nie kosztuje - argumentuje - Większa różnorodnośc wśród osób pracujących w medycynie ostatecznie wzbogaci doświadczenia pacjentów i lekarzy.


Jesli lekarz, będąc swiadkiem wypadku na ulicy, nie podejmie próby udzielenia pierwszej pomocy (m.in wspomniana wyzej resuscytacja) w wielu krajach odpowiada za to prawnie. Rozumiem, że lekarze na wózkach bedą z tej odpowiedzialnosci za życie ludzkie zwolnieni.
Mnie uczono, że badanie fizykalne przeprowadza się głównie ogladaniem, obmacywaniem i osłuchiwaniem - do czego niezbędny jest zmysł wzroku i słuchu sprawny conajmniej przeciętnie. Okulary i aparat słuchowy- ok. A co z człowiekiem z zaburzonym widzeniem przestrzennym (banalna sprawa: niewłasciwe leczenie zeza), który zapragnie zostać chirurgiem?
Co z lekarzem z zaburzeniem koordynacji wzrokowo-ruchowej, wykonującym badanie neurologicznym młotkiem?
Co z dentystami?
Zwiększy się liczba psychiatrów, radiologów i anatomopatologów, bo w tych dziedzinach niewiele mozna pacjentowi zaszkodzić?
Ale, ale... jak ci ludzie przejdą szkolenie medyczne, które dla wszystkich ma byc takie same? I wszyscy mają osiągnac takie same umiejetnosci, zeby otrzymac prawo wykonywania zawodu... Czy to będzie fair wobec tych wszystkich pelnosprawnych, którzy będą musieli się wykazac umiejętnoscią przeprowadzenia resuscytacji, wyjmowania ciała obcego z oka i odróznienia ospy wietrznej od potówek...


Ktoś tu chyba niedowidzi albo jest krótkowzroczny.
Na pewno ja: mam wadę wzroku (noszę okulary) i niezbyt dobry kręgosłup - dlatego nie mogłam zostac laryngologiem ani chirurgiem (operacja potrafią trwac wiele godzin), chociaz na pewnym etapie bardzo chciałam.

I do tego zionę dyskryminacją i uprzedzeniami.
Ale cierpnę na myśl o niektórych 'wzbogaceniach' doświadczeń pacjentów po kontakcie z niepełnosprawnym lekarzem...
Lekarzu, sam siebie najpierw wylecz?

:-/

23:35, formaprzetrwalnikowa , Brać lekarska, brać!
Link Komentarze (10) »
wtorek, 10 kwietnia 2007
Wyjechali i już!

Ministerstwo zdrowia wreszcie się doliczyło, ilu nas wyjechało.
W szpitalach i przychodniach jest 4 tys wolnych etatów dla lekarzy - pisze Gazeta:
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4017345.html

A potem wymienia, ilu specjalistów brakuje.
Nie jest to tak naprawdę raport o tym, ilu nas wyjechało, bo wolne etaty to tylko wolne etaty, a przecież wielu lekarzy pracuje w 2-3 miejscach, na więcej niż jeden etat.
Wymienianie, ilu specjalistów brakuje też nie jest dobrym wskaźniekiem emigracji lekarzy, bo w poslce zawsze brakowało specjalistów; jak ja zaczynałam specjalizację 8 lat temu to brakowało ok. 180 psychiatrów - teraz brakuje 170, znaczy: sytuacja się poprawiła.

Szpitale i przychodnie łatają dziury emerytami i wołają, że jak tak dalej pójdzie to za 15 lat na Śląsku będzie tylko jeden ginekolog:
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4041861.html
Ale to akurat wcale nie dlatego, ze lekarze wyjechali, ani że nikt nie chce się szkolić w ginekologii i położnictwie.
Nie, nie. To dlatego, że od lat nie ma miejsc specjalizacyjnych, bo od lat blokują je ci, którzy się swietnie w tym fachu ustawili i zgarniają największe w polskiej medycynie kokosy... Podobnie jak w ortodoncji, którą wymienia wiceminister zdrowia.
Ministerstwo zdrowia zapowiada więc akcję rozwiązania tego problemu.

Zaczęło od propozycji, żeby młodzi lekarze płacili za specjalizację w ramach rezydentury.

Były wiceminister zdrowia mówi, że emigracja to dobre zjawisko: lekarze wrócą lepiej wykształceni.


Pozdrowienia dla wszystkich właśnie uczących się do specjalizacji, żeby wyjechać, a zwłaszcza dla Takiego Jednego Kolegi po fachu.

;-)

08:27, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
środa, 04 kwietnia 2007
1984

W Middlesborough ten pomysł podobno sprawdził się swietnie w zeszłym roku. Podobno zmniejszyła się ilość drobnych przestępstw i antisocial behaviour, a już na pewno śmiecenia na ulicach. http://news.bbc.co.uk/1/hi/england/tees/5353538.stm

Pomysł się spodobał także innym miastom i kolejne dołączają się do pilotażowego programu:
http://news.bbc.co.uk/1/hi/england/humber/6492925.stm

Uważajcie więc następnym razem, kiedy zdarzy się wam wyrzucić papierek na ulicę zamiast do kosza. Bo z wysokości głośnika przy kamerze cctv może was dopaść głos oficera dyżurnego:
- Obywatelu w czerwonym, proszę nie zaśmiecać naszego miasta!

TP pyta:
- Ciekawe, kiedy zaczną nadawać Dwie Minuty Nienawiści przed dziennikiem?


:-/

00:02, formaprzetrwalnikowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
O podróżowaniu

Kiedyś było tak, że kiedy ktoś wracał z podróży, zwłaszcza długiej, bliscy oczekiwali, że im o tej podróży opowie: co widział, co słyszał, czego się nauczył.
Bo podróże kształcą.
Dla mnie zawsze najważniejszy był sam aspekt podróżowania - oddalania się od miejsca, z którego wyruszyłam. Oddalania się także w sensie emocjonalnym. Dlatego po każdej burzy uczuciowej potrzebowałam gdzieś wyjechać. Odległość pomagała mi nabrać dystansu, spojrzeć na sprawę z boku, przemyśleć jeszcze raz, znaleźć inne wyjście, zrozumieć, zaakceptować, odrzucić... Czasem nawet doznać olśnienia w jakiejś kwestii - nagle zrozumiec coś, nad czym łamałam sobie głowę od dawna.
To 'olśnienie' to ciekawe zjawisko. Zdarzało mi się najczęściej w pociągu, czasem podczas słuchania muzyki (ale tylko na koncertach). Nie pamiętam, z kim o tym rozmawiałam, ale doszliśmy do wniosku, że miarowy stukot kół pociągu i zmiany krajobrazu za oknem wywołują pewnego rodzaju trans, który 'otwiera drogę na skróty' do podświadomości. A w podświadomości przechowywane są różne ciekawe informacje, niestety - dobrze zabezpieczone przed dostępem.
Muzyka, jak wiadomo, też potrafi wprowadzić w trans. Ale ja nie o muzyce dziś, tylko o podróży.
Dla mnie podróże do różnych miejsc były też podróżami w głąb siebie.

TP mówi, że nasza wyprawa na północ szkocji nie dała mu poczucia prawdziwej podróży. Mówi, ze we współczesnym świecie zagubił się sens podróżowania jako wyprawy w głąb siebie. A to dlatego, że obecne środki transportu nie dają człowiekowi możliwości 'zapadnięcia w trans', bo wszystkod zieje się za szybko, bo rano wsiadasz w samochód pod swoim domem, a wieczorem wysiadasz na odległej wyspie (nie licząc chwilowej przesiadki na prom), bo śniadanie jesz w londynie a kolację w nowym jorku (nie jest to oczywiscie kolacja według czasu nowojorskiego, ale to nie ma znaczenia), bo pokój hotelowy na kanarach nie różni się wiele od pokoju hotelowego gdziekolwiek indziej a kuchnia serwuje english brekfast.
Świat się skurczył i zunifikował.
Ja dodam do tego tempo życia, które sprawia, że w podróży nie ma czasu na podróż w głąb siebie: w samolocie można obejrzeć sobie film, w radiu samochodowym gra ciągle taka sama muzyka, na promie, choćby płynął tylko 45 minut, są automaty hazardowe. Wszystko po to, by się podróżujący podróżą nie nudził.
Podróż stała się tym_nieuniknionym_czasem_pomiędzy_tu_a_tam, czymś, co trzeba przeczekać, znieść, spędzić jakoś - żeby można było cieszyć się miejscem, które jest własciwym_celem.
W podróżowaniu nie ma już miejsca ani czasu na refleksję.

A propos refleksji: pewnie chcielibyście zobaczyć zdjęcia z naszej wyprawy?
Ha, zdjęć mam mnóstwo - zrobiłam prawie 300 i - wyjątkowo!- wiele z nich nadaje się do upublicznienia, więc będę je dawkować.
Na początek dwie ... refleksje. Jeziorkowe.
Jeziorko w Glen Coe (malownicze miasteczko w okolicach Fort William) maleńkie, ale wyposażone we wszystko, czego landszaficie do szczęscia potrzeba: wysepki, na wysepkach drzewka, łódeczki, mostki, dookoła las, a w oddali góry- odbijające się w spokojnej tafli...








Moje refleksje z tej podrózy?
Hm, muszę kupić lepszy obiektyw, bo okazało się, ze opłakiwane przeze mnie nieostrości to niestety krecia robota gównianego (kitowego..) obiektywu

;-)

09:42, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (8) »