Świata stan psychiczny
niedziela, 25 kwietnia 2010
ANZAC Day

czyli: Dzien Zwyciestwa?


25 kwietnia to po tej stronie swiata ANZAC (Australia and New Zealand Army Corps) Day - dzien pamieci, po tych ktorzy zgineli w czasie Pierwszej Wojny Swiatowej w Gallipoli (Turcja).
Taki troche nasz Dizen Zwyciestwa, z tym ze wience pod pomnikami sa po zrobione po angielsku - z papierowych/plastikowych makow ktore sa symbolem pamieci (jak nasze Czewrone Maki na Monte Cassino).

My takze postanowilismy swieto narodowe obejsc w tradycyjny sposob, czyli na wycieczce, a co nam tam - do Waitakare Ranges.
Ale tak jak wczoraj pokonal nas deszcz, dzis zwyciestwo nad nami odnioslo lenistwo i lakomstwo, by w te piekna kwietniowa niedziele usiasc sobie na balkonie z filizanka kawy/kieliszkiem wina i tradycyjnym ANZAC biscuit.

ANZAC biscuit juz stal sie naszym ulubionym lokalnym przysmakiem.
Dla zainteresowanych lasuchow uzyty przeze mnie przepis:

150g bialej maki
150g platkow owsianych
100g cukru (lub wiecej jesli wolicie)
100- 150g roztopionego masla
1-2 lyzki Golden Syrup (cukier trzcinowy rozpuszczony w wodzie, smakuje troche jak ciemny miod)
1-2 lyzki wody
1 lyzeczka proszku do pieczenia
(mozna dodac 100g suszonego kokosa/wiorkow kokosowych)

Rozgrzac piec do 180C, blaszke natluscic i/lub wylozyc papierem do pieczenia. Sypkie produkty wymieszac w jednym naczyniu; w drugim rozpuscic maslo, dodac Syrop (miod), przestudzic. Wymieszac sypkie z plynnymi. Wykladac lyzka na blaszke. Piec ok 20-30 minut albo az beda zlociste. Wystudzic (ha! trudna sprawa... przy moim lakomstwie).
Smacznego!

Swietnie smakuja w sloneczne ANZACowe popoludnie na balkonie:

ANZAC biscuits


06:05, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 kwietnia 2010
Kwiecien czyli pazdziernik



Jak juz ponizej napisalam, nie wywiesilam flagi, nie plakalam i nawet zdrowaski nie zmowilam.

Zamiast na msze zalobna w polskim kosciele wybralismy sie polazic po Waitakere Ranges Regional Park.
Pogoda byla wciaz sloneczna, ale slonce nie grzalo juz tak mocno, wial wiatr a nawet popadalo.





[Waitakere Ranges, widok na Mercer Bay]





[Waitakere Ranger, Ahu Ahu, Mercer Bay]



Jakby nie patrzec, idzie jesien.
Nie ma na to rady

10:37, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (5) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Swiat stanal w miejscu

albo: The future's bright.


Od tygodnia tych kilka portali polskich, na ktore jeszcze czasem zagladam wyglada tak samo - te same czarno-biale barwy, te same nazwiska, te same tematy. Na Gazecie zniknal dzial Swiat. W dniu katastrofy zniknela z tegoz portalu takze mozliwosc komentowania artykulow zgodnie z wlasnymi odczuciami; niestety, nie wiem, czy cenzorzy Gazety juz poluzowali usciski serdecznosci.
Wyglada na to, ze w Polsce czas i swiat stanal w miejscu.

Osmiele sie doniesc, ze swiat jednak nie stanal w miejscu. Ba, kreci sie dalej a ludzie zadaja pytania, np:
Dlaczego oni wszyscy lecieli tym samym samolotem?
Bo raz juz nie polecieli i byla afera?

Czemu pilot ladowal wbrew zaleceniom wiezy?
To juz chyba wszyscy przewalkowali.

Najtrudniejsze sa te zadawane mi osobiscie przez ludzi, ktorych spotykam codziennie a ktorzy wiedza, ze jestem Polka:
Wyglada na to, ze prezydent Kaczynski byl bardzo kochanym czlowiekiem.
(hm, nie wiem. na pewno nie przeze mnie)

No to musial byc chociaz dobrym prezydentem, ludzie tak po nim placza...
(byl dobrym prezydentem?)
(a placza?)

No to dlaczego grzebiecie go na Wawelu, razem z krolami i bohaterami narodowymi?
Dlaczego?


Ja juz tego nie rozumiem do tego stopnia, ze ciesze sie, ze mnie w tym Kraju Zatrzymanym nie ma. Zupelnie nie wiem, jakbym sobie z taka atmosfera poradzila.
Fizyczny dystans pomaga osiagnac dystans emocjonalny.

Powtorze za Gypsi: Nie moja opcja, ale ludzi zawsze szkoda.
Ale jak to juz madrzejsi ode mnie powiedzieli: Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne.


The Economist wieszczy, ze przyszlosc Polski mimo tragedii zapowiada sie dobrze. Ba, dzieki tragedii zapowiada sie jeszcze lepiej.


Czas leczy rany. The future's bright.

10:28, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 kwietnia 2010
When life sucks

Czyli: Szukajac rownowagi.


Latwo jest powiedziec, ze nie wyprowadza sie do NZ po to, by pracowac, tylko zeby zyc.
Takim popaprancom jak ja z, nazwijmy to elegancko, niemieckim etosem pracy trudno jest sie przestawic na zycie 'po godzinach'.
Na szczescie pogoda i kilka dni wolnego sprzyja zapomnieniu o tym, ze miedzy 8.00 a 16.30 od poniedzialku do piatku zycie ciezkie bywa.


A zatem when life sucks


Idz na spacer:

[Shakespear Regional Park; pod chmurka z lewej stozek Rangitoto, pod chmurka z prawej Auckland]



albo na ryby:

[Mahurangi Regional Park, Mita Bay]



Albo na spacer:



[Mahuranki regional PArk, Lookout Track, Te Hauri Bay]


Z pozdrowieniami dla tych wszystkich, co czekali na zdjecia.
Niestety, moj ulubiony program do obrobki zdjec wciaz gdzies na oceanie, wiec fotki nadal 'prosto z aparatu' z kolorami chamsko podciagnietymi na bardzo podstawowym programie.


A, i Wesolych Swiat!

01:19, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (4) »