Świata stan psychiczny
czwartek, 26 czerwca 2008
Pójdź, dziecię, ja cię uczyć każę
z rzadkiego niestety cyklu: Dialogi na Cztery Nogi.


Lokalne wiadomości BBC, informacja o wydarzeniu kulturalnym na jednym z okolicznych stadionów: wielka grupa dzieci z wczesnych klas podstawówki (6-7 lat bodajże) z jednego z miast 'zagrała' wspólnie na skrzypcach.
Po 'koncercie' dziennikarze popytywali dzieci, czy trudno grać na skrzypcach, ile razy w tygodniu muszą ćwiczyć i co na ich ćwiczenia rodzina.

Udział biorą: Dziennikarz, Chłopiec.
Dz: Do you drive your family crazy with your violin?
Ch: I think so.
Dz: And what do they say when they've had enough?
Ch: Stop playing the violin! You've fucked up enough!


I z tym optymistycznym akcentem udaję się uczyć angielskiego na IELTS, który to egzamin kazano mi zdać zanim bedę mogła się zająć uczeniem zasad nauczania młodzieży na kursie Clinical Teaching na pobliskiem uniwersytecie.


;-)
wtorek, 24 czerwca 2008
O pochodzeniu gatunków

'Zatem ja już czterdzieści lat mówię prozą nie mając o tym pojęcia?'
[molier: mieszczanin szlachcicem]


Kolejny blok tematyczny mojego kursu z Social Sciences skłonił mnie do refleksji nad tym, skąd się biorą ludziom różne poglądy. A że tematyka bloku, z którego pisaliśmy wczoraj niby-egzamin (niby, bo pytania znaliśmy wcześniej i można było sobie jedno wybrać i się z niego przygotować) obracała się wokół przemian społeczno-gospodarczych w UK w latach powojennych i 80-tych, moja uwaga skupiła się na poglądach gospodarczych i częsciowo politycznych.
No więc skąd się biorą socjaliści? Albo liberałowie? Ba, 'mohery'?

A wszystko przez to, że im bardziej czytałam o liberalizmie, tym dziwniej się czułam. Nie dość, że opis liberała okazał się pasować do mnie jak ulał, włączywszy 'zinternalizowane' zasady funkcjonowania społeczeństwa, jak w Foucaultowskiej teorii władzy , to jeszcze nie potrafiłam powiedzieć, skąd mi się to wzięło.
Z jednej strony czułam sie jak molierowski Monsieur Jourdain zadziwiony objawieniem, że przez 40 lat mówi prozą, a z drugiej jak skonfundowany badacz gatunków, któremu nagle teoria o ich powstawaniu sie wzięła i rypła.
No bo skąd mi się to wszystko wzięło?

U mnie w domu o polityce i gospodarce się raczej nie mówiło. Rodzice chyba nie mieli żadnych poglądów; pisze 'chyba', bo nawet tego nie wiem. Żadne z nich nie należało do ani do Jedynej Słusznej Partii, ani do żadnego ruchu oporu. Żadne z nich nie należało do związków zawodowych, chociaż czasem w ich wypowiedziach pobrzmiewało echo socjalistycznej indoktrynacji w szkole i na studiach.

Szkoła? Hm, chyba jednak nie. Moja mała wiejska szkółka uczyła polskiego, matmy, historii i innych przydatnych przedmiotów, ale na lekcjach wychowania obywatelskiego i p-o to myśmy liście na boisku grabili! Stan wojenny był czasem, kiedy było trudno o buty, czekoladę i parę innych rzeczy, ale głodem tośmy nie przymierali. O czołgach na ulicy dowiedziałam się od koleżanki w liceum, bo u nas na wsi to nawet sołtys godziny policyjnej nie przestrzegał. Ksiądz był chyba patriotą, ale mnie kazania polityczne nudziły, więc je przegadywałam z koleżankami.

O ustroju Polski tamtych czasów to ja się chyba z TV dowiedziałam. Myśmy nawet na pochody 1-majowe chodzić nie musieli, więc teoria znienawidzonego ustroju nie wchodzi w rachubę. 
W liceum było podobnie: nikt się naszym wychowaniem patriotyczno-ideologicznym już nie przejmował. Nadeszła odwilż i pierwsze wolne wybory, ale moja klasa jakoś szczególnie nie była w kampanie na rzecz wolności zaangażowana. Piosenki o murach, które runą spiewali inni.

Później już świadomie odmawiałam nabierania jakichkolwiek poglądów politycznych i gospodarczych. Nie oglądałam telewizji, Politykę czytałam dla kawałków satyrycznych, felietonów i artykułów o tematyce społecznej. Do chwili, kiedy polski liberalizm wylał mi kubeł zimnej wody na głowę. Pracowałam już wtedy i doskonale pamiętam ten pełen bolu moment: keidy w jakims szczególnie dobrym roku zdarzyło mi się przekroczyć drugi próg podatkowy i rach-ciach-ciach było po ekstra pieniądzach :-(
Wtedy zrozumiałam dlaczego niektórzy ludzie są zwolennikami podatku liniowego.

Dziś moje poglądy podatkowe są trochę bardziej skomplikowane. Czytuję regularnie i z zainteresowaniem The Economist i sekcję gospodarczą Timesa. Toczę zażarte dyskusje na temat civil liberties.
Nadal jednak nie wiem, skąd mi się to wzięło.


A wy, jak myślicie: skąd się ludziom biorą poglądy?
09:05, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 czerwca 2008
42

'Czy liczba 42 ma jakieś szczególne znaczenie?' - pyta w najnowszym numerze Focusa jeden z czytelników. Redakcja odpowiada, że i owszem, bo juz starożytni egipcjalnie wierzyli, że na sądzie dusz obecne są 42 demony; 42 jest także perfekcyjnym wynikiem na Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej. A poza tym we współczesnych naukach matematycznych liczba 42 dostarcza wiele 'radości' ('fun'), wyskakując znienacka w różnych dziwnych miejscach, jak np sekwencja 42424242, która pojawia się 242,422 miejsca po przecinku w liczbie Pi.
Ba, podobno (dzięki za linka yaal :)) 42 pojawia się po wpisaniu w google pytania: 'What is the answer to life, the universe and everything?' (to przez Douglasa Adamsa i jego Autostopem przez Galaktykę). Wikipedia, jak zwykle podaje całe mnóstwo skojarzen i znaczeń liczby 42 w różnych obszarach życia.

Od wczoraj 42 pojawia się także w nowym kontekście: propozycji przedłużenia możliwości pozbawienia wolności bez wyroku osób podejrzanych o działania terrorystyczne.
Dotychczasowe prawo zezwala na przetrzymanie takich osób do 28 dni w wyjątkowych okolicznościach.
Wczoraj wieczorem brytyjska Izba Gmin głosowała nad przopozycją przedłuzenia tego okresu do 42 dni, argumentując, że sprawy 'terrorystyczne' stają się coraz bardziej złożone i wymagają coraz więcej czasu, by zdobyć niezbędne informacje. Dodatkowe 2 tygodnie Policja ma wykorzystać na zbieranie owych danych.

Dyskusja w parlamencie była bardzo gorąca. Wciąż trzymający władzę Laburzyści podobno spędzili tydzien paktując z rozmaitymi grupami partyjnymi, obiecując im różne rzeczy w zamian za poparcie dla wniosku, czemu zaprzecza Gordon Brown. Torysi - typowani na zwycięzców następnych wyborów opowiedzieli się przeciwko naruszaniu praw obywatelskich, podobnie LibDem i jeszcze wielu innych posłów.

Oboje z TP trzymaliśmy kciuki mocno za civil liberties, ale na nic się to zdało. Gordon Brown i s-ka wygrali głosowanie 9 głosami Irlandzkich unionistów.
Gordon powiedział, że tego chce społeczeństwo: w niedawnym badaniu przeprowadzonym przez Daily Telegraph 69% respondentów poparło propozycję przedłuzenia okresu detencji, a tylko 24% sprzeciwiło się temu pomysłowi. Nie można lekceważyć opinii spolecznej - powiedział premier. Tym bardziej, kiedy wyniki popularności rządu spadają na łeb na szyję.
Mnie ciekawi, jak dokładnie sformułowano pytania w tym badaniu (jakże wiele zależy od tego, jak się sformułuje pytanie...) i jak reprezentatywne będzie badanie przeprowadzone przez Telegraph, który mieni się 'quality newspaper', ale jest po tabloidalnej stronie?

Teoretycznie propozycja ta może zostać odrzucona przez Izbę Lordów. A nawet jeśli zostanie przyjęta, to po przejęciu rządów Torysi mogą zmienić prawo. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że to kolejny krok w stronę świata z Raportu Mniejszości, erodujący 'civil liberties' kosztem prewencji przestępstw, które mogłyby lub nie się zdarzyć.

Moje wątpliwości wyraził dziś 'shadow home secretary' (minister spraw wewnętrznych z gabinetu cieni): David Davis, który złożył rezygnację ze stanowiska w proteście przeciwko 'slow strangulation of fundamental British freedoms'. O, ironio, dzieje się to w 793 rocznicę uchwalenia Magna Carta - pierwszego na świecie dokumentu otwierającego drogę do praw obywatelskich, demokracji parlamentarnej i kładącego podwaliny współczesnego prawa, z jednym z jego głownych filarów: Habemas corpus, czyli prawem więźnia do uwolnienia, jeśli nie ma przeciwko niemu dowodów.


Jako zwolenniczka praw człowieka z drżeniem serca czekam, co będzie dalej.


:-?
00:28, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 czerwca 2008
Nóż, bo - a nuż!

czyli: Tales of fear and fascination



Kilka dni temu w środku dnia w windzie jednego z londyńskich bloków została znaleziona martwa piętnastolatka -kolejna ofiara 'knife crime', a szesnasta w tym roku nastoletnia śmierć w Londynie. Media skrupulatnie wyliczają przy tej okazji pozostałych zamordowanych, dołączając mapki. Na obywateli padł strach.

Z badania przeprowadzonego wśród 500 londyńskich nastolatków (13-18 lat) wynika, że 1/3 młodzieży zna kogoś, kto jest ofiarą noża, a 17% - broni palnej. Tylko (aż?) 57% badanej młodzieży zgłosiłoby przestępsto policji, choć 26% z nich nie wierzy, że policja jest w stanie poradzić sobie z tymi problemami.

Co na to Policja?
Podczas niedawnego spotkania z przedstawicielami prawa i policji premier Gordon Brown 'pobłogosławił' pomysł, by zaostrzyć dotychczasowe zasady obchodzenia się z osobami powyżej 16 roku życia przyłapanymi na posiadaniu przy sobie (jakiegokolwiek) noża. Od tej pory policja i prokuratura będzie mogła takiego gagatka postawić przed sądem. Dotąd postępowanie karne w takich przypadkach groziło osobom powyżej 18 r.ż. przyłapanym na noszeniu noża bez odpowiedniego powodu (samoobrona nie wchodziła tu w rachubę!), a młodszym w najgorszym wypadku udzielano ostrzeżenia.

Policja nie śpi. Policja działa. Pomagają im w tym politycy i rząd. Najnowszy pomysł Home Office (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych) to rozsyłane na komórki młodych ludzi i mailami 'virale' zawierajace autentyczne zdjęcia ran zadanych nożem.  Do kolekcji dodano filmik wyglądający jak nagranie z kamery przemysłowej (CCTV).

Zwykle podobne akcje podobają mi się i oboje z TP zachwycaliśmy się nie raz reklamami społecznymi, tym razem jednak mam co najmniej mieszane uczucia. Artykuł w ubiegłotygodniowym The Economist mnie jeszcze bardziej w wątpliwościach co do sensu tegoż przedsięwzięcia utwierdził.
Obawiam się, że ta akcja tylko podkręci atmosferę zagrożenia, zwłaszcza wśród młodzieży i coraz więcej nastolatków będzie nosić noże dla obrony, bo to zupełnie racjonalne zachowanie w takiej sytuacji. Osoby pracujące z młodzieżą coraz cześciej przyznają, że rośnie popularność noszenia przy sobie noża. Głowny powód: wpływ grupy i rosnące poczucie zagrożenia, podkręcane przez media i tego typu 'hot spot maps'.

Już widzę te strzelające w górę jak pędy bambusa po deszczu statystyki po tym jak policjanci zaostrzą swoje 'stop-and-search'! Wyjdzie, ze prawie każdy nastolatek nosi przy sobie nóż, nawet jeśli jest to zwykły scyzoryk. Żegnajcie niewinne lata, kiedy każdy szanujący się fan Tomka Sawyera czy aspirujący Indiana Jones mógł miec scyzoryk w kieszeni. Witajcie w makabrycznych czasach 'knife crime'.


Mój kurs Wprowadzenia do Nauk Społecznych rozpoczął się od omówienia problemu przestępczości we wspołczesnej Brytanii: 'Tales of fear and fascination'. Od różnorodnego rozumienia przestępstwa, poprzez zgłaszanie naruszenia prawa, do społecznych postaw wobec rozmaitych rodzajów 'crime'. I w koncu, ach, ten dreszczyk emocji!, ludzkiej fascynacji zbrodnią i zbrodniarzami. 
Fascynacja to chyba odwieczna, ale we współczesnych czasach specjalnie podkręcana przez media, które dosłownie żyją z cudzej śmierci, kradzieży, oszustw. Wystarczy otworzyć pierwszą lepszą gazetę lub portal internetowy.

Autorzy kursu wyjaśniają także, dlaczego na świecie istnieją trzy rodzaje kłamstw: Lies, Damn Lies and Statistics. Na przykładzie danych o zarejestrowanych przestępstwach zgromadzonych przez policję między 1876 i 2000 rokiem pokazują statystyczne tricki. Liczba 'recorded crimes' wzrosła znacznie od 1880 roku, szczególnie w latach 1970-2000. Tymczasem liczba wszystkich przestępstw rejestrowanych przez British Crime Survey, tych zgłaszanych Policji i tych nie - uparcie spada od 1995r. Cóż, policja nie od dziś podejmuje kroki mające na celu ukrócenie samowoli przestępców, coraz więcej na to dostaje pieniędzy i coraz większych wyczynów się od niej oczekuje - nic dziwnego, że rejestrują wszystko jak leci i raportują, raportują, raportują. Trzeba się wykazać!
Podejrzewam, ze podobnie jest z nożownikami.

Już zresztą nie tylko policja ma być bardziej bezwzględna wobec potencjalnych nożowników. Najnowszy numer British Medical Journal przynosi apel, by lekarze raportowali rany kłute policji, nawet jeśli to oznacza złamanie tajemnicy lekarskiej.
To nie nowy pomysł. Już w zeszłym roku poproszono personel jednego z londyńskich szpitali o zgłaszanie wszystkich ran kłutych. Nie znam wyników tego przedsięwzięcia, ale zgaduję, ze skoro wcześniej ten problem był 'under-reported', to po dociśnięciu śruby statystyki na pewno skoczyły.

A żeby było zabawniej, liczba przestępst popełnianych z użyciem noża spadła o ponad 15% od 2006 roku. Wzrosła za to ich wykrywalność: z 22,9% do 24,5%, a zabójstw z 85,8% do 95%.
Wzrasta także liczba 'knife seizures' i osób oskarżonych o noszenie noża w miejscach publicznych: z 2,559 w 1995 do 3,570 w 2000r. Jak widać, Policja pracuje.

Koledzy z A&E departments mówią, że stare pielęgniary z izb przyjęć, co to już niejedno w życiu widziały, komentują, że kiedyś było gorzej, bo rany były cięższe. Zmiana mody z noży do filetowania (wchodzą w klatkę piersiową jak w masło) na maczety (miażdżą ręce i nogi) zaowocowała mniejszą ilością przyjęć do szpitala, ale większą ran opatrywanych na miejscu.

Chętnie obejrzałabym nieprzefiltrowane dla policji statystyki izb przyjęć z ostatnich 15-20 lat. Ciekawa jestem, jak się mają do hisotrii opowiadanych przez polityków i media.


Tymczasem jednak, tak na wszelki wypadek, nie będę wieczorem wychodzić z domu. A nuż ktoś z niewinnie wyglądających przechodniów wyciągnie nóż...

Karwa, ta psychoza strachu działa.


:-/

00:03, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (15) »