Świata stan psychiczny
poniedziałek, 31 lipca 2006
Przepraszamy za usterki
Dom to wielka skarbonka, z dziurawym dnem - ostrzegali mnie znajomi.
Prawda. Kupiliśmy już lodówkę, maszynę do chleba, garnki, dwa łóżka (jedno do zwrotu), szafę, 'szufladownik' (czy jak to się po polsku nazywa), stół i krzesła ogrodowe i całem mnóstwo drobiazgów. CZeka nas jeszcze wyprawa po sofy, stół z krzesłami do jadalni i telewizor.
I całe mnóstwo drobiazgów, o potrzebie istnienia których człowiek nie ma pojęcia, dopóki się nie wprowadzi do własnego domu.

Nadal żyjemy na kartonach, w kartonach i między kartonami. A żeby było zabawniej, dowozimy sobie tych kartonów codziennie.
Z zażyczonych sobie przez PT Czytelników zdjęć - chwilowo nici (własnie, a gdzie są NICI??), bo przecież nie będę się chwalić bałaganem i...
No, niestety: usterkami.
Bo dom nie jest idealny. Zresztą, od początku nie był. Co innego jednak zdawać sobie sprawę z tego, że taki dom w centrum miasta z jakiegoś powodu kosztuje mniej niż inne, które oglądaliśmy, a co innego tego doświadczyć. A to okno się nie domyka (dobrze, że ze na piętrze i od ogrodu), a to zamki w drzwiach ciężko chodzą, lodówka w garażu stara i za przeproszeniem już smierdzi (nawet po umyciu), pralka na chodzie przedpotopowa, mikrofalówka się przepaliła przy drugiej próbie uzycia jej (odmówiła współpracy przy pieczeniu hamburgera), furtka ogrodowa pomalowana grubo na biało sie nie domyka od farby... Dobrze, że jeszcze nam nic na głowę nie spadło: ja zdążyłam zlapać kijek, na którym wisiała zasłonka do prysznica, a TP ocalił siebie i swieżo poskręcane łózko przed zagładą, gdy przy próbie zasłonienia okna, zasłonki odpadły razem z karniszem...

Różne drobne sprawy, których nie widzisz oglądajac dom, a kiedy czytasz o nich w Homeowner rapot są abstrakcją. Do czasu, kiedy się wprowadzisz i sam je odkryjesz.
A zatem: życzcie mi jak bezpiecznego odkrywania

;)
08:44, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (11) »
niedziela, 30 lipca 2006
Klątwa ikeowskiego materaca
Z dedykacją dla mojej Bratowej.


Korzenie tej opowieści sięgają zamierzchłej historii, kiedy to mieszkaliśmy w moim malutkim m-2, gdzieś w polsce. Kiedy przywieziona jeszcze z domu rodzinnego stara kanapa odmówiła współpracy (hehe ;-)),postanowiliśmy kupic łóżko.
A że brat akurat się przeprowadzał i miał na zbyciu całkiem nowy, fajny, duży materac - wzielim go. A ramę łóżka dokupiliśmy w Ikei.
Kiedy poskręcaliśmy łózko, okazało się, ze jest większe niż myśleliśmy i zajmuje przestrzeń od sciany do ściany.
Kiedy położylismy na nim materac, okazało się, że jest go za mało. W związku z czym mieliśmy po obu brzegach miejsce na książki, gazety i budziki. Ponieważ TP odmówił udziału w ew. rozkręcaniu, a nastepnie odwożeniu, zakupie, transporcie i skręcaniu wymeinionego łózka, tak już pozostało, do czasu naszego wyjazdu.

Kiedy kilka dni temu opwiadałam mojej bratowej, że wybieramy się do Ikei po meble, m.in. łózka, poradziła mi, żebyśmy tym razem uważali i nie kupili znów materaca mniejszego od łóżka.
Odpowiedziałam, że nauczeni tamtym doświadczeniem, na pewno dobierzemy prawidłowo.
BA, postanowiliśmy sie zdać na sprzedawców.
No i sie zdaliśmy.
I się nam zdawało, ze dobrze.
Do chwili, kiedy TP poskrecał to wielkie łózko i położył na nim ten wielki materac.
Taaa, jakby nie kłaśc, tak zostaje na bokach po 20 cm.
Materac odpakowany, więc go nie przyjmą. Trzeba wymienić łózko.
Co ma swoje dobre strony, bo TP zażyczył sobie super kingsize i znów byłoby łózko od ściany do ściany.
Trudno, trzeba rozkręcać.


Ja myślę, ze to przez moją Bratową- wywołała wilka z lasu

;)
09:51, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
środa, 26 lipca 2006
Dear Doctor
Z rubryki Hospital Doctor
(to jest fragment autentycznego skeirowania do chirurga naczyniowego)


'Dear Doctor

thank you for seeing this lady with obvious saphenous vein varicosities (...)
On examination, I felt an obvious thrill on tapping her vein up into the tigh medially.
I have briefly explained her options today, and she has not shown any preference so far as to injections or stripping...
(...)
Yours sincerely'


Nonono, nie dziwota, ze od klepania w udo przechodza dreszcze, ale zeby tak zaraz potem pytac czy pani woli 'injection' czy 'stripping'*?

;)





ps. * (dla niewtajemniczonych): stripping w jez. ogolnym, jak pewnie wiele osob wie, znaczy: rozbieranie; w jezyku medycznym (jak przypuszczam, bo w koncu nie jestem naczyniowcem) jest nazwą zabiegu na żyle (wtcięcie podskórne bodajże)
14:51, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (10) »
wtorek, 25 lipca 2006
Motocyklowy happy end nr 2

Albo przeprowadzkowy.

Jak (powszechnie) wiadomo: I hate this bloody bike. Po wieloodcinkowym dramacie pt. Ubezpieczenie i Rejestracja zakończonym happy endem nr 1, niemal natychmiast zaczął się długi prolog filmu drogi - od sceny, w której okazało się, że motor, choć brand new, to jednak nie jeździ, bo sprzęgło jest zepsute.
A zatem: nie jezdzi i do warsztatu (najbliższy TAm był Tu, a Tu jest 3 przecznice dalej) tzreba go zapchać. Ale najpierw..
Najpierw trzeba go było przeprowadzić, oczywiście na vanie, bo sam nie jezdzi. I tu sie zaczęły wstawki komediowe:
Van nie posiadał rampy, trzeba było więc sporządzic takową z desek od podłogi znalezionych w garażu nowego domu. Na wszelki wypadek TP wjechał na trawnik (byłych) sąsiadów, bo jest trochę niżej.
Wprowadziliśmy, ale przy wychodzeniu, pośliznęłam się na tej przeklętej desce i pokiereszowałam sobie nogę (dobrze, że nie złamałam).
TP przymocował dranstwo do scian vana, ale mocowanie nie było zbyt stabilne, bo okazało sie, ze w vanie nie było specjalnych pasów. A zatem wymyślił, że ja będę trzymac motor, siedząc na nim (myslicie, ze zrobił to specjalnie?).
Usiadłam, tyłem do kierunku jazdy, więc wkurzyłam się jeszcze bardziej (łatwiej się jedzie w nieciekawych warunkach, jesli sie wie, jak daleko jeszcze), wiec zeby nie kląć zaczęłam spiewac.
TP powiedział, że pojedzie powoli, żeby mnie za bardzo nie trzęsło.
Trzęsło i tak. I zarzucało. Najgorzej na rondach, których jak wiadomo tutaj zatrzęsienie. Ale jakośśmy się kulali.
Do rogatek miasta. Wtedy bowiem coś za nami jęknęło, zawyło i rozpoczął się epizod zwany pościgiem.
Daleko nie ujechaliśmy - przed policją lepiej nie uciekać, zwłaszcza takim vanem.
TP sie zatrzymał, pani władza podeszła, zapytała, co robi, zajrzała na pakę, zobaczyła mnie (już zlazłam z motocykla), powiedziała, że nie powinno mnie tam być. Poprosiła TP do swojego samochodu.
Spędziłam dramatyczne minuty czekajac na wieści, jednocześnie usiłując wytaszczyć z przedniego siedzenia mopa, wiadro i odkurzacz, zeby móc tam usiaść. Czekanie dłużyło się niemiłosiernie, bo nie widziałam, co się tam z tyłu dzieje.
Wrócił. Powiedział, że zaniepokoiło ich to, że tak wolno jedziemy i sprawdzali, czy z vanem wszystko w porządku. KAzali mu sie stawić w ciagu 7 dni na komendzie z dowodem ubezpieczenia. Punktów nie wlepili, na szczęscie, bo TP zarabia dzięki prawu jazdy i musi mieć je czyste.
Kazał mi się przesiąść do przodu, ale nie zdążyłam tego zrobić, bo policja odjechała, a ja musiałam wrócić na moj posterunek na motorze.
Pojechaliśmy szybciej. Spiewałam szybsze piosenki, a TP mi mówił, gdzie jesteśmy i w którą stronę będzie zakręt, żebym mogła się przygotować (on mówił na to 'balansować ciałem').
Dojechaliśmy szczęsliwie. Znaleźliśmy jakies deski w szopce, okleiliśmy je taśmą klejąca i jakoś żesmy to dranstwo do garazu wtoczyli.
Uff..
[Koniec częsci 2]
W nastepnym odcinku:
Głowny bohater pcha motocykl do warsztatu. Głowna bohaterka ma to wszystko w nosie.

;)

07:55, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 24 lipca 2006
Powiedział, że nie przeniesie
bo do przenoszenia przez próg to welon potrzebny.
A welon, jak wiadomo to tylko panienka niewinna mieć moze.
Widocznie sobie trochę win nazbierałam...
Z win to ostatnio najbardziej lubię czerwone Rioja. Moze za bardzo lubię?
;)


Ps. Wiesci z frontu: jak widać już jestem spowrotem w łączności z cywilizacją. Kuchnia urządzona na 3/4. Reszta w kartonach. Meble w pudełkach. Tylko z materacu zdjęliśmy folię.
I nie pamiętam co mi się sniło. A niech to gęś!
;)
16:38, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
sobota, 22 lipca 2006
Klucze w torebce
czekają na nas. Mamy trochę kłopotów z wynajęciem vana, ale mam nadzieję, że się uda.
Pierwsza noc w nowym domu planowana jest na niedzielę - dziś jeszcze śpimy 'na starych śmieciach', bo tam nie ma łózka, trzeba kupić.

Se zażyczę, zeby mnie TP przeniósł przez próg - jak w filmach, ale nie wiem kiedy: przed gratami czy po? bo chyba do urządzonego domu, hę?
;)

A tu wspomnienie z wakacji: tęcza nad Drumnadrochit Harbour. Mam nadzieję, że tęcza i nad naszym życiem po ostatnich trudach:


09:28, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
piątek, 21 lipca 2006
Why do you have two taps instead of one?

'In Britain, the hot and cold taps represent the yin and yang, the light and the shade, the joy and the melancholy of our very existence. It is also because, historically, British plumbing provides hot and cold water at different pressures, meaning mixer taps are more difficult to fit.'

Odpowiedzi na inne frapujące polaków pytania (Why are your brekfast so horrid? Why do you put vinegar on your chips? Where is Coronation Street?)znajdziecie tutaj:
http://www.guardian.co.uk/g2/story/0,,1825331,00.html

barwny opis wyspiarskich obyczajów jedzeniowych by robert makłowicz tu: http://www.guardian.co.uk/g2/story/0,,1825476,00.html

próbę polemiki z akcją wrocławia tu: http://www.guardian.co.uk/g2/story/0,,1825469,00.html

a na stronie (stronach) dzisiejszego Guardiana jeszcze wiele innych artykułów z polską i polakami w roli głownej.
Podobno dzisiejsze wydanie ukazało się także po polsku.

:)

08:26, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 lipca 2006
'Aj, aj, aj! Zanosi się na deszcz'
- Mówił Krzyś, spacerując z parasolem pod drzewem, na które 'wspinał się' (przy pomocy balonika) Puchatek, by dobrać się do miodu. Sposób ów miał posłużyć do odstraszenia pszczół, ale czy pomógłby sprowadzić deszcz?

U nas się właśnie ochłodziło, ale nie wiadomo, czy popada. Tubylcy narzekaja na upały. Może zaproponować im polski sposób na sprowadzenie deszczu?
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3495552.html

Ciekawe, jakby zareagowali członkowie izby gmin na taką propozycję?
Chyba zrobię małą anietę wśród kolegów, co oni o tym sądzą.

;)
08:06, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
środa, 19 lipca 2006
Wracajcie.. wracajcie...
http://podatki.onet.pl/1358159,1,0,wiadomosci.html

czyzby wreszcie cos drgnelo?
Nawolywania mediow daly efekt?

anyway: mnie to nie dotyczy, bo jestem rezydent podatkowym w UK, ale pewnie bosman sie ucieszy.
i wszyscy inni bojacy sie polskiego US

:)
16:58, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (10) »
Zenek

Idac z metra do pracy przez most zauwazylam jak z naprzeciwka nadciaga powolutku Facet.
Facet niewysoki, budowy drobnej, ciagnacy wielka walizke.
Walizka wielka, Facet drobny, nic wiec dziwnego, ze druga reka przytrzymywal sie plotu.
Przytrzymywal i puszczal. Zataczal. Znow lapal plot i pion. Przytrzymywal. Puszczal. Zataczal. I powoli do przodu.

Nawet by mnie ta scenka rozbawila, gdyby nie komentarz z dolu:
- Ale sie Zenek, k_wa, na_ebal!

:-/

10:40, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3