Świata stan psychiczny
niedziela, 29 sierpnia 2010
Unhappily ever after

czyli: Dlaczego nie potrafie napisac romansu


Na dowod tego, ze pewne elementy warsztatu pisarskiego sa wspolne dla wszystkich gatunkow i typow literackich wybralam sie na konferencje Romance Writers of New Zealand - An Affair to Remember.

Konferencja juz zapadla mi w pamiec i w gesto zapisany notes. Torba pelna ksiazek, trzy dlugopisy i dwie zakladki to namacalne prezenty. Praktyczne porady, rynkowe trendy i ludzie chetni, by dzielic sie swoimi doswiadczeniami to nabytki, do ktorych kiedys, mam nadzieje, da sie przyczepic karteczke z cena.

Jak zwykle, najbardziej inspirujace okazaly sie jednak rozmowy w kuluarach, kolejce po lunch i przy stole (zupelnym przypadkiem zdominowanym przez Polki).
Od jakiegos czasu juz podejrzewalam, ze znalezienie wlasnego stylu ('voice') moze zajac mi troche czasu, ale zupelnie zaskoczylo mnie odkrycie, dlaczego, mimo wielkich wysilkow nie do tej pory nie bylam w stanie napisac niczego, co a jakimkolwiek stopniu przypomina romans.

Bo co jak co, prosze panstwa, ale Romance is not dead, Mills & Boon (Harlequin) szuka nowych talentow, ksiazki i eBooki w tonacji czerwono-rozowo-mietowej wciaz sprzedaja sie dobrze i przynosza zysk nawet ich autorom, a i sam gatunek sie rozwija, rozszerza, mistyfikuje, uduchawia a nawet kryminalizuje. Dla kazdego cos dobrego. Az zal nie sprobowac uszczknac choc kawalka tego tortu dla siebie.
Dlaczego wiec, ach, dlaczego ja nie moge?

I znow sie okazalo, ze wszystko przez te cholerna robote. Jak ja mam pisac o tym, ze zyli dlugo i szczesliwie, jak zdecydowana wiekszosc milosnych historii, ktore slysze konczy sie zle, a jak uslysze, ze ktos jest szczesliwy, to mu sie podejrzliwie przygladam, czy aby nie w manii?
Blimming hell, pora na zmiane dekoracji!

Karinie dziekuje za inspiracje.
A teraz - do roboty! Zaczynam od czytania ksiazek ze szczesliwym zakonczeniem.
Gdzie ja te torbe z ksiazkami polozylam?



;-)

00:46, formaprzetrwalnikowa , Gone writing
Link Komentarze (7) »
środa, 04 sierpnia 2010
Wychodzenie z zakretu

czyli: Turning the corner?


Wybaczcie dluzsze milczenie, ale ciezko bylo i cholernie pod gorke, ale w tym tygodniu sie jakos zmienilo i moze juz na dobre (moze sie naszemu kiwuskiemu landlordowi nie uda sprzedac domu, w ktorym mieszkamy i nie bedziemy sie musieli jeszcze raz przeprowadzac przed kupnem wlasnego).


1. Dom w Anglii prawie sprzedany (seeing is believing - czekamy na kontrakt)
2. Nowe ambitne prace rozpoczete (ja siedze w starej, ale za to zaczynam zmiany z jasnym komunikatem dokad zmierzam; z ta aplikacja na Chief Medical Officer to jeszcze troche poczekam, nie?)
3. Mam swoj pierwszy book deal!
Przeczytajcie se sami:

Further to our editorial meeting, I am delighted to say that we would like to commission you to write [book title].
Your proposal was just the right pitch for us - we were all very impressed.
(...)

Yours sincerely
[Imprint Manager]

Po ostatnich bolesnych ranach zadanych przez liczne rejection slips ten mail jest jak balsam na moje pisarskie ego. jeszcze nie 6-cyfrowy kontrakt na powiesc bestseller, ale dobry poczatek.

Hehe, ironia losu: nie dosc, ze pierwszy powazny krok w Escape Tunnel stawiam dzieki wyksztalceniu i doswiadczeniu zawodowemu, to jeszcze pisac bede o OCD (Obsessive-compulsive disorder) - przypadlosci ktora  meczy mnie czasem, na szczescie w nieznacznym stopniu.

Ksiazka jest zaplanowana na kwiecien 2011. Manuskryp musze dostarczyc do koncza stycznia 2011. Plenty of time! O ile oczywiscie, moj przeklety perfekcjonizm i w/w OCD pozwola mi owa ksiazke skonczyc na czas.

hehe


;-)





ps. musze wreszcie zaczac pisac bloga o pisaniu, po angielsku. macie jakies pomysly na tytul, bo cos mnie wena opuscila...

12:52, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (9) »