Świata stan psychiczny
środa, 27 września 2006
Jak wyzdrowieć

albo: O podejmowaniu decyzji życiowych.


Był naszym pacjentem przez ostatnich kilka lat; od czasu kiedy załamało mu sie zycie (albo: on się załamał) po ataku na ulicy.

Diagnoza: Post Traumatic Stress Disorder. Nawet nie potrafi tego poprawnie wymówić, ale wie, że sama świadomość, że mamy na to nazwę pomogła mu.
Nigdy nie był specjalnie 'compliant': ani leków nie brał regularnie, ani do psychologa zbyt chętnie nie chodził.
U mnie pojawił się dwa razy: 'Kupka nieszczęścia' pomyslałam, kiedy zobaczyłam go pierwszy raz, krótko po tym, jak po gwałtownej kłótni żona wyrzuciła go z domu.
3 miesiące później nadal wyglądał niewiele lepiej, popłakując nad faktem, że znów nie udało mu się zdać egzaminu dającego uprawnienia zawodowe.

Na wizycie kontrolnej, pół roku później, nie pojawił się - nic nowego, z tym, ze tym razem musiałam go zobaczyć, żeby uczciwie wypełnić jakies papiery.
Poprosiłam sekretarkę, żeby zadzwoniła i wyjaśniła, że o to chodzi.
Pojawił się dziś.
Prowadzac go z poczekalni do gabinetu, intensywnie myslałam, czy to aby ta sama osoba, tak bardzo się zmienił.
Powiedział, że nie potrzebuje już niczyjej pomocy, albowiem poprawiło mu się.
- Jak to się stało, że się panu poprawiło? - zapytałam zaciekawiona.
- I just decided to do something for myself and my family.
- So what did you do? - dopytywałam coraz bardziej ciekawa.
- I just decided to stop being miserable and dwelling on things. And I did it.

Poprosiłam, żeby zostawił nam jakąs receptę na to, by przestać być w końcu nieszczęśliwym, ale on tylko się roześmiał:
- Każdy musi podjąc taką decyzję sam - powiedział.

Słusznie. Słusznie.
Ale czy nie mógłby zostawić takiego 'świadectwa', tak byśmy mogli powiesić je w widocznym miejscu?
Bo jak my mówimy to naszym pacjentom, to zarzucają nam, że nie rozumiemy, bo oni przecież tak bardzo chcą wyzdrowieć.
Tylko nie mogą.

;)

20:52, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (12) »
wtorek, 26 września 2006
Zagadka
Co stresuje forme do tego stopnia, ze mimo stosowania wszelkich znanych i mozliwych do zastosowania technik relaksacyjnych, jeszcze 15 minut po fakcie trzesa jej sie rece i nogi, w gardle klucha, zoladek scisniety, reszta przewodu pokarmowego- wprost przeciwnie (dobre, ze wc blisko), czolo potem zroszone, a koszula sie do plecow klei?
hm?
dla ulatwienia dodam, ze za klika godzin powtorka akcji.
Odpowiedzi zbieram ponizej.

To sobie jeszcze troche pooddycham gleboko, zebym mogla wstac z krzesla i zaczac pracowac.


;)
09:46, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 25 września 2006
Value for money
czyli: Kot, tydzień drugi.


Kupiliśmy go w normalnym Pet Shopie, bo wszystkie kociaki z ogłoszeń w lokalnej gazecie rozchodziły się zanim ja się zabrałam za dzwonienie. Schroniska mają piękną i godną naśladowania procedure adopcyjną, z wizytami domowymi i sprawdzaniem, czy się biorący nadają na 'przybranych rodziców', ale niestety - dla nas za długa i zbyt kłopotliwa, więc sobie darowaliśmy.
Kupiliśmy więc 9-tygodniowego kociaka za 50gbp, mając nadzieję, że zdrowy będzie i wart tej kasy.
Hoho! Poza tym, że miał pchły i nie tolerował mleka krowiego, to okazał się zdrowy, energiczny, szybkoadaptujacy się i generalnie inteligentny.
Po domu zaczął łazić chwilę po przywiezieniu ze sklepu. Kilka dni pozniej ostrożnie zaczął penetrować ogród. Wczoraj wlazł na drzewo, i oczywiscie, nie umiał z niego zleźć.
Szybko nauczył się, kto, jak i gdzie daje jedzenie, a także jak wyżebrać coś do jedzenia poza porami posiłków. W zwiazku z tym, ilekroć robię sobie coś do jedzenia, czuję na sobie jakieś spojrzenie, odwracam się - a tam on, gapi się we mnie tymi ślepiami z miną Kota W Butach ze Shreka.
Odkrył też, że najważniejszym sprzetem w domu jest lodówka i doskonale wyróżnia dzwięk jej otwarcia. Kiedy zamykasz drzwi i odwracasz się - on już siedzi u twoich stóp i Patrzy.
A przedwczoraj nawet próbował ową lodówkę otworzyc łapką.
TP mówi, że jak tak dalej pójdzie, to za pół roku, pod naszą nieobecnośc młody wyjmie sobie z lodówki hamburgera, podgrzeje go w mikrofali a śmieci wyrzuci do kubła.

Wart swojej ceny, c'nie?



;)
08:30, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (33) »
sobota, 23 września 2006
By lepiej zrozumieć obyczaje

Jak kiedyś już pisałam, jako emigrantka jestem skazana na błądzenie po omacku w kwestii niepisanych zwyczajów, nakazów i zakazów. Pomagam więc sobie, jak mogę, obserwując, podglądajac, podsłuchując i czytając prasę tubylczą.
Doskonałym źródłem takiej wiedzy jest rubryka Modern Times w sobotniem Timesie.

A colleague’s behaviour has become increasingly eccentric. He has always been a loner but recently he has been arriving unshaven and looking exhausted. He rarely seems to change, badly needs a haircut and his recently broken glasses are held together by tape. I would like to speak to him, but it seems rude and intrusive.

R. W., Liverpool

You are right to worry. But you must be extremely sensitive. If he really is struggling with the inevitable difficulties of life, he probably knows that he has let things slip and does not want to be reminded. The way to help is by cheerful friendship and companionship, not by intrusive requests for confession.


I już wiemy, dlaczego możesz przyjśc do pracy nieogolony, nieuczesany, w pidżamie, z okularami zaklejonymi taśmą i nikt nie zwróci ci uwagi.
Delikatny naród z tych anglików.
I wytrzymały zarazem.
Cheerful companionship w oparach zeszłotygodniowych skarpetek i tłustych włosów to nielada wyczyn.




;)

17:02, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (10) »
czwartek, 21 września 2006
Psi los
Z ciekawostek lokalnych.


Kiedy na początku mojej pracy tutaj zapytałam kolegę z innego kręgu kulturowego, czy różnice kulturowe w naszej pracy odgrywają dużą rolę i jak sobie z tym poradził, opowiedział mi o dwóch rzeczach, które go rozśmieszyły i dość długo nie potrafił przejść do porzadku dziennego: 'I can't go shopping' jako objaw depresji i depresja jako reakcja na śmierć psa czy kota.
Dobrze, że mnie do tego szoku kulturowego przygotował, bo ja tak nie lubię chodzic na zakupy, ze trudno mi w ogole zrozumiec, ze mozna lubić. A jako dziewcze ze wsi podejście do zwierząt, nawet tych mocno udomowionych mam małoprzywiązaniowe: koty przychodziły i odchodziły, wałęsając się po całej wsi, psy, o ile nie były zajęte swoimi strażniczymi zadaniami, biegały swobodnie po okolicy radośnie obszczekując przechodniów i operatorów maszyn rolniczych. Króliki i szczury, natomiast, no - wiadomo ;)

Gdzieś przeczytałam taki niby żarcik, ze brytyjczycy są bardziej uczuciowi i bardziej się przywiązują do swoich pets (zwłaszcza psów) niż dzieci. Stwierdzenie to, niby żarcikiem powtórzyło mi sporo osób, w tym pacjentów.
Coś musi w tym być, skoro w rubryczkę 'ważne wydarzenia życiowe' osoby screeningujące naszych pacjentów wpisują śmierć czy chorobę psa albo kota.
Sama leczę dwie (co najmniej) osoby, które wpadły w depresję po śmierci psa.
Już mnie to nie dziwi. Depresja jest depresją, powody się zmieniły, a powody to tylko dekoracja.

Ale przyznaję, ze scenka podpatrzona na stacji metra trochę mnie zaskoczyła. Tubylcy znani są z tego, ze nie reagują na to, co robię inni. Nie widziałam jeszcze, zeby ktokolwiek zareagował, kiedy matka krzyczała na dziecko - a takie sytuacje często widuję (o reakcji na wyczyny młodziezy nie wspomnę). Ale byłam swiadkiem tego jak grupa młodych ludzi z dwoma psami szczuła jednego na drugiego. Oj, żebyscie zobaczyli tę wojowniczą staruszkę, jak ruszyła w obronie zwierząt! I jeszcze długą chwilę później dyskutowała zawzięcie z towarzyszką podróży, że no jak tak można psy traktować.

I już wcale mnie nei zdziwiło, że kiedy chciałam umówic kota do weterynarza, dostałam appointment w tym samym dniu i to wieczorem, po pracy, jak sobie tego życzyłam. Bo pracują codziennie do 20.00. Ba, pracują codziennie, w weekendy też można zwierzaka umówic na wizytę. Pani doktor powiedziała, że w sumie to pracują 24/7. Wizyta była na czas, kot kompleksowo zbadany, postępowanie zalecone.
Kurde, lepiej niż dla ludzi.
JAsne, że lepiej, bo nie na ubezpieczalnię.
Ale patrzyłam z podziwiem na pania, która bez mrugnięcia okiem płaciła 85gbp za wizytę i leki dla ukochanego królika.

Ech, taki już ten psi los!


;)

08:30, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (29) »
niedziela, 17 września 2006
Up to date
Zeby nie było, że się nic nie dzieje.

1. Zostałam 'bezwarunkowo' przyjęta na uniwerek - zaczynam 2.10. Uniwerek nowoczesny - trzeba sie zapisac online - klinęłam link i poddałam się - podstawowy dylemat cywilizacji: kobieta i technika.

2. TP ma nową pracę - była na kilku rozmować w ub. tygodniu i wybrał taką, która jest blizej, po właściwej stronie rzeki (=nie trzeba jezdzic przez wiecznie zakorkowany tunel), lęzejsza, czystsza i za więcej pieniędzy.
Obiecuje, ze następna praca bedzie w jego własnej firmie. Trzymam kciuki.

3. Mamy kota- od ubiegłej soboty. Kot ma aktualnie 10 tygodni, bardzo szybko się zaaklimatyzował, jest typem 'naprzód, przygodo', kilka razy już uciekł do ogródka, przedarł się do sąsiadów i grzecznie wrócił.
Własnie wyzarł z talerza TP resztki ulubionego sera Wallace'a i Grommita przywiezione z dzisiejszej wycieczki do Yorkshire.
Kot oficjalnie nazywa się Kot, ja wołam na niego 'Misiek' oraz 'Chonotutyobesrańcu', bo chyba mu mleko nie służy.  

4. Mam nowy aparat - cyfrowy tym razem. Niektórzy koledzy z forum Fotografia mówią, ze to wcale nie aparat fotograficzny, tylko duży telefon z aparatem, no bo jak firma która robi kiepskie zestawy kina domowego może wyprodukować lustrzankę? Inni koledzy wyrazaja się o mojej Sony Alphie per sonykonicanieaparatminolta. ale ja mysle, ze oni mi po prostu zazdroszczą ;-)
Jeszcze nie wiem, czy jest czego, bo zdjecia z Yorkshire jakością niewiele odbiegają od tego sera W&G.

Z braku możliwosci przedstawienia sera do degustacji, przedstawiam zdjecie z wyprawy do Castle Boldon, drózką wśród pól, krów i owiec.
Gdzie strumyk płynie z wolna...

22:14, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (34) »
czwartek, 14 września 2006
I biznes się kręci

Farba jednoznacznie spływa.
Drzewo blisko, gdyby ktoś wolał bardziej ekologicznie...

Jedni stawiają znaki z 'Zanim skoczysz- zadzwoń', inni to:




Firmy telekomunikacyjne zarabiają.
Ogłoszeniodawcy pewnie też.
A i forma ma ciągle ręce pełne roboty...

;)

20:47, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 11 września 2006
Wanna get a job?
W najnowszym numerze gazety wydawanej przez towarzystwo ubezpieczajace lekarzy od odpowiedzialnosc zawodowej ciekawy artykuł o tym, że wskaźnik zaburzeń psychicznych wśród lekarzy jest wyższy niż w innych grupach zawodowych.
Lekarze cierpią na takie same zaburzenia, jak ich pacjenci, nawet w podobnej częstotliwosci występowania: zaburzenia lękowe i wyczerpanie emocjonalne, depresja i samobójstwa, uzależnienie/nadużywanie od alkoholu i innych substancji, zaburzenia jedzenia, zaburzenia stresowe pourazowe, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, fobie i napady paniki.

Artykuł mówi o tym, jak i dlaczego tak trudno jest lekarzowi szukac pomocy fachowej w tych kwestiach, jak sobie radzić z pacjentem-lekarzem oraz podaje kilka pozaNHSowskich sposobów na szukanie pomocy;są specjalne linie telefoniczne doctors-for-doctors, gdzie mozna porozmawiac anonimowo z kolegą, servisy dedykowane uzależnionym lekarzom, a nawet doctors' support network.

Super! Wsparcie i pomoc są bardzo ważne w naszej pracy.
No bo jak tu trzymac normę, skoro:

'Wanted - medical staff
- high-achievers only; strong perfectionst and self-critical traits preferred
- five* (six!) years training in booze-soaked student culture
- sleep-deprivation and long hours in your twenties
- regular exposure to death and human misfortune
- never-ending exams and life-long study required
- constant, onerous responsibility for other people's health and wellbeing
- strict, hierarchical, conservative training with a hint of bullying and intimidation
- well paid job* (zależy gdzie...), held in high regard by the public, rewarding vocation
- easy access to pharmaceuticals"


Quite demanding, isn't it?

Who wanna get a job?

;)


* nawiasy odformowe
19:38, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (32) »
niedziela, 10 września 2006
Rośliny ozdobne
Z cyklu: Z ciekawostek lokalnych.

O sadzeniu czereśni i innych drzewek owocowych na skwerkach już pisałam. Pisałam też o tej wielkiej i wspaniale owocującej czereśni pod moim miejscem pracy (i moich samotnych podskokowych próbach 'make the best of it').
TP opowiadał, ze tak zadziwiły go pewne rośliny posadzone na klombach rondowych (takie co to się podpisuje, np York in Blossom czy cos w tym stylu) gdzieś w Kornwalii, ze az wlazł na klombik, żeby sprawdzić. Tak, to były BURACZKI ĆWIKŁOWE.
A teraz jeszcze to, zauważone przez nizej podpisaną w przydrożnym ogródku (droga jest miejska, bardzo uczęszczana w bardzo 'posh' okolicy (domy za 500-600 tys gbp, mieszkania za 300tys itp) i prowadzi do lokalnych atrakcji, zeby nie było, ze gdzies na wsi):



Jakby kto nie rozpoznał, to tu, z prawej, tuż przy murku pnie się dumnie ... koper ogrodowy.


Znacie bajkę o Kwiecie karczocha?
Powiedzieć im czy niech sobie dalej podziwiają oryginalny kwiat?


;)
19:34, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (24) »
środa, 06 września 2006
'Worse than 20 years ago'
Prawie połowa zapytanych przez BBC odpowiedziało, że jakoś życia w Brytanii jest gorsza niż 20 lat temu. Aczkolwiek 24% uznało, że jest lepiej a 27, ze tak samo.
Ci, którzy twierdzą, że jest gorzej, uważają, że to z powodu (można było wybrać 2-3 powody) braku szacunku (47%), przestępczości (46%), kosztów życia (31%), a także terroryzmu, na równi zresztą z imigracją (28%).

Ci, którzy twierdzą, że jest lepiej widzą przed brytanią wyzwania, wśród których największym jest terroryzm (44%), przestępczość (43%), brak szacunku i zagrożenie środowiska (34%) oraz imigrację z kosztami życia (26%).
Badanie ma być pogłębione o wpływ emigracji ze wschodniej europy na istniejące wcześniej grupy mniejszości etnicznych.

Imigracja zła jak terroryzm?

;)
08:10, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2