Świata stan psychiczny
poniedziałek, 31 października 2005
Tajemnice.. tajemnice...

Moja Sekretarka zajrzala dzis, ale tylko na chwile - musiala wracac do szpitala. Zla byla jak osa, bo kazali jej wdrazac te nowa, 'temporary' co to po moim larum zostala przydzielona na zastepstwo do szpitala, zeby L. mogla przyjsc pracowac tutaj.
Przyjechala zabrac troche roboty - wziela wielkie pudlo 'medical files' i dwie kasety moich dyktacji do wklepania.

- W zeszlym tygodniu chcieli zebym zostala w szpitalu, ale okazalo sie, ze wcale nie bylam taka potrzebna. Ale bylam zla!
- A ja napisalam maila do dyra, ze bez sekretarki nie dam rady i powiedzialam sobie, ze jesli nie dadza mi nikogo na najblizsze dwa tygodnie - ide na urlop. Tak sie nie da pracowac!
- Nie - przytaknela - Management chyba nie mysli. Tobie sekretarka jest bardziej potrzebna niz w szpitalu. Prawde mowiac - dodala- to wlasnie klopoty z sekretarka byly jednym z powodow, dla ktorych Dr N - poprzedni staly konsultant zrezygnowal z pracy.
- Ooo.. - lekko mnie zatchnelo - A wiec to tak... - pomyslalam i dodalam- I see. And I do understand it.

I really do. Sama w zeszlym tygodniu pomyslalam, ze jak to sie ma dalej ciagnac, to chyba zaszantazuje dyrekcje odejsciem.
Ale moze nie - skoro sie to innym przede mna nie udalo
?

15:53, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 października 2005
Co bedzie dalej?
Wczoraj , zupelnie przypadkiem, dowiedzialam sie, ze z powodu choroby czy urlopu jeden ze szpitalnych sekretarek, moja sekretarka bedzie musiala przez nastepne 2 (DWA!!!!) tygodnie siedziec w szpitalu i robic robote zlecona jej przez Dyra oraz robote Tamtej.
A i tak pracuje tylko 'half time'.
w zwiazku z czym zapowiada sie, ze ja nie bede miala sekretarki przez najblizsze 2 tygodnie. A nie widzialam L od ubieglego wtorku.
Podloga w biurze sekretarki prawie w calosci jest zaslana tomiskami 'medical notes', spietrzonymi w malostabile sterty, zwieczone kaseta z dyktacjami.
Takich 'piles' jest juz 9. Wlasnie tworze 10-ta.
Lista spraw do sekretarki zawiera juz 16 pozycji do PILNEGO zalatwienia.
Odbieram telefony dopytujace, dlaczego tak dlugo trzeba czekac na jakis moj list czy raport i moim kiepskim angielskim przepraszam za zwloke, zapewniam, ze wszystko jest juz przygotowane, tylko chwilowo mamy trudnosci techniczne. Po czym prosze kogos z zespolu o sprawdzenie moich bledow, drukuje, pakuje list w koperte i wysylam.
Napisalam do Dyra rozpaczliwy list - HELP!!!

A jak nie dadza mi nikogo - pojde na urlop. Przeciez tak sie nie da pracowac!!
14:14, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
Clean and tidy
Wczorajsza inspekcja, rozpoczęta co do minuty, zakończyła się szybko. Ledwie zdązyłam wymienić z panią dwa zdania, bo spóźniłam się ze 4 minuty (niech szlag trafi tę moją misję zbawiania świata i uzdrawiania!).
TP oprowadziła panią po kuchni, 'salonie' i sypialniach. Powiedział, co nie działa.
Pani zanotowała usterki. Chciała zanotować, że mieszkają tu trzy osoby - na co ja szybciuko sprostowałam, że dwie, a ta trzecia to gośc, który juz wyjezdza.
Kazała mi podpisać protokół, w którym napisała, że wszystkie pomieszczenia były 'clean', a niektóre nawet 'tidy'. Nie pamiętam, co było 'tidy', ale pewnie nie nasza sypialnia, w której TP akurat trzymał deskę do ćwiczeń, swieżo sciagniete pranie i jak zwykle nie zamknął szuflady ze skarpetkami. Dobrze, że nie zajrzeli pod łóżko - mamy tam niezły składzik gratów z polski z dywanem i szufladą ze starej szafy z butami na czele.
Uff. Jeden kłopot z głowy.
Drugi posiedzi jeszcze do niedzieli. Bilety kupione. Rozmowa umoralniająca dotycząca nieprzygotowania do wyjazdu odbyta.
Atmosfera wreszcie też 'clean and tidy'.
08:07, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 października 2005
Property inspection appointment
Tydzień temu dostałam list od agencji, od której wynajmujemy dom.
"as yoiu know it is an obligation of your tenancy to maintain the property and allow for regular inspections..'

Nie dość, że obowiązek, to jeszcze regularne inspekcje!
Zaproponowali godziny absolutnie mi niedogodne, albowiem wtedy bywam w pracy. Zadzwoniłam więc w celu wyjaśnienia oraz przenegocjowania innych godzin owej 'inspekcji' (brr.. na dźwięk samego słowa ciarki przechodzą).
Niestety, okazało się, że mogą przyjść tylko między 9.00 a 17.00.
Zaproponowali mi, że mogą wejśc pod moją nieobecność. Jeszcze czego?!
No to stanęło na tym, że ja się dziś urwę z pracy (urwę się? mam dziś moją nieulubioną out-patient's clinic), żeby być o 16.30 w domu i powitać landlady.
Trawnik skoszony. W domu syfu nie ma, ale nie nazwałabym tego porządkiem.
Mam się bać?
08:36, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (8) »
środa, 26 października 2005
Bedzie zamach stanu?
Obserwuje mimochodem tytuly na polskich stronach internetowych i  czuje jak ogarnia mnie coraz wiekszy smutek i przerazenie w zwiazku z aktualna sytuacja polityczna.
Wczoraj przeczytalam TP artykul o tym, dlaczego Tusk nie wygral. Link: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2984114.html?skad=rss
podeslalam tez I_Dolce.

Posprzeczalismy sie popoludniu z TP o to, czy bedzie koalicja. Ale jak mozna zrobic koalicje z opozycja? Skoro PO i Tusk stali sie teraz uosobieniem calego zla?
A koalicja z opozycja, ktora nie jest opozycja, bo taki same poglady daje sile razenia, ktora dech zapiera. I siegnac moze po wladze dyktatorska. Politycy PO komentuja nieudane negocjacje w sprawie tworzenia nowego rzadu:
- 'Donald Tusk deklarował rano w Sejmie, że chciałby współpracować z Kaczyńskimi, ale ich warunki są "trochę dyktatorskie".
- Tam, gdzie jest walka, są jej prawa, tam gdzie jest polityka rządowa, parlamentarna, tam jest niezbędny kompromis i spolegliwość. Nie należy mylić wojowniczości w walce z niemożnością zawarcia kompromisów - dodał.


Powiedzialam TP, ze moim zdaniem PIS moze sie posunac do zmiany prawa.
- Prawa?? Jakiego prawa? chcesz powiedziec konstytucji? - zaperzyl sie
- Konstytucji, jesli tego beda potrzebowac.
- Ale nie jest tak latwo zmienic konstytucje. Trzeba miec poparcie dla tego pomyslu.
- A pamietasz, jak bylo z robotniczymi emeryturami? Niby sejm byl przeciw i prezydent, a wystarczylo, ze gornicy pokrzyczeli troche pod budynkiem sejmu i- hop! zmieniono prawo specjalnie dla nich.
- Ale do zmiany konstytucji nie wystarczy taka akcja. To sie nazywa zamach stanu! - argumentowal
- Coz. Zalatwia i zamach stanu. Mysle, ze Samoobrona ma doskonale doswiadczenie w tego typu 'eventach'.

Koalicja PiS-PSL-Samoobrony-LPRu.  RIP demokracjo i wolny rynku w Polsce.

Wizzair ma ponoc jakas promocje na bilety do UK w listopadzie. Zarezerwowac I_Dolce?
:-/
15:57, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
Shattered dreams
TP zabronil mi sie wtracac w poszukiwania, komentowac, doradzac, a juz niedajboze probowac naprawiac Naszego Goscia.
Pomoglam jej zrobic porzadek w tzw CV- kolejny raz mielac w ustach przeklenstwa poprawilam bezmyslne bledy typu numer telefonu kontaktowego w polsce, podany bez nr kierunkowego oraz polskie nazwy uzyskanych w polskich szkolach tytulow bez podania odpowiednikow angielskich. Juz raz jej to poprawialam, ale chyba nieszczegolnie sobie moje uwagi wziela do serca. Potem dalam 10 GBP na bilety i siedzialam cicho, jedynie podczas obiadow pytajac, jak jej poszlo dzis szukanie pracy.
W piatek przyslala smsa, ze znalazla prace. Za 5.05, tylko NIN trzeba zalatwic.
Sprawa z NINem przerosla chyba jej potencjalnego pracodawce, bo sie mu nie chcialo dopelniac procedur rejestracyjnych. Mial zadzwonic wczoraj. Nie zadzwonil. A ona nie poszla, bo sie bala narzucac.
Wczoraj nie wytrzymalam i powiedzialam, ze musi to definitywnie wyjasnic jutro, czyli dzis. Bo nie ma sensu dluzej czekac.
TP tez nie wytrzymal - opiorkowal ja za kilkakrotne pytanie, jak ma ugotowac makaron i warzywa - w koncu zrobil to sam, psioczac na wykwalifikowane kucharki, pozbawione kraetywnosci i znajomosci angielskiego na tyle, zeby przeczytac przepis.
A wieczorem powiedzial jej, ze czas pobytu, na ktory sie umowilismy konczy sie za kilka dni i ze jesli znajdzie sobie prace - moze zostac kilka dni dluzej zanim nie znajdzie sobie pokoju. Jesli praca nie wypali - musimy miec czas, zeby przebukowac jej bilet powrotny.
Oczywiscie, zaplacimy za bilet. Ona pewnie nie ma juz ani pensa.
Ja dolozylam sie do jej rozpaczy, pytajac czy zdaje sobie sprawe, co tak naprawde znaczy 5.05 gbp i ile jest w stanie z tego odlozyc.
Odlozyc na 'otworzenie czegos swojego' w miescie z najwyzszym w regionie wskaznikiem bezrobocia, miescie staruszkow, rencistow, 40-latek z malymi dziecmi, pijakow, niedoszlych samobojcow i wszystkich tych, ktorzy juz dawno poddali sie i sprzedali nadzieje za butelke wina marki wino i nowy telewizor z pakietem 'soap operas'; w miescie, gdzie utrzymuja sie tylko lumpeksy, wypozyczalnie wideo i koscioly - sprzedawcy nadziei na lepsza przyszlosc.

Przytaknela kilka razy, coraz bardziej spuszczona glowa.
Poszla spac, starannie zamykajac zwykle niedomkniete drzwi.
Mysle, ze plakala.
Tez bym plakala, gdyby mi marzenia w proch sie potrzaskaly.
10:00, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 października 2005
Ludzie, ktorych spotykam
(z ciekawostek lokalnych?)

C. chodzi na ten sam kurs fotografii studyjnej, co ja. Jest 'nurse'.
Dosc szybko dowiedzialam sie - jednego ze skierowan naszego wspolnego pacjenta (swiat jest maly!), ze tak naprawde jest 'consulting nurse', co oznacza, ze ma naprawde odpowiedzialna i wymagajaca prace.
I tez ma 'on-calls' - tak jak wczoraj wieczorem.
Poza tym: doksztalca sie, pracuje charytatywnie, biega, tanczy.

Szkoda, ze musiala wczesniej wyjsc, bo zaciekawila mnie jej opowiesc o ubieglorocznej wyprawie na Mont Everest - trekkingowej - ale realizujacej marzenie jej zycia.
- Trudno jest zrealizowac marzenie swojego zycia - bo co robic potem? - skomentowala swoja wyprawe.
Ale znalazla juz nastepna rzecz - chce sie nauczyc fotografii i wyruszyc sladami kobiety, ktorej opowiesc (i ksiazka) ja zafascynowala.

Mysle, ze jest juz po 40-tce, chociaz o wiek nie pytalam.
Fajnie, ze jej sie ciagle chce.


:)

16:27, formaprzetrwalnikowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2005
Z ciekawostek lokalnych - toalety
Siła rzeczy będzie głównie o toaletach damskich; jeśli ktoś wie, jak wyglądaja toalety męskie w tym kraju - proszę o opinie.

W toaletach w miejscach publicznych, na wprost muszli klozetowej wisi lustro - tak, że korzystajacy z owej muszli może podziwiać się w całej przedniej krasie w czasie intymnych czynnosci.
Przebija ten pomysł jedynie wucet, jaki widziałam (i, niestety, korzystałam, aczkolwiek trudne to było- przyznaję) w jednej z knajp na krakowskim kazimierzu: wszystkie ściany były wyłożone lustrami, także drzwi; a muszla znajdowała sie na podwyższeniu.
Cóz za fascynujące widoki!

Toalety damskie w hotelach (i to niekoniecznie w tych 4-gwiazdkowych, jak ten, z którego własnie wrócilismy) są, oprócz kabin, luster na scianach i umywalek, wyposażone w rządek pluszowych foteli, ozdobionych frędzlami i falbanami. Podłoga wyłożona jest miękką wykładziną.
Ja wiem, że kolejka do wc jest czymś naturalnym w damskiej toalecie, ale żeby zaraz fotele stawiać??
18:48, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 października 2005
Recepty versus sponsorowanie

Recepty w UK należy wypisywać zgodnie z zasadą, która głosi, że ma na niej  znależć się nazwa chemiczna leku, nie handlowa. W związku z czym odpadła mi konieczność uczenia się tutejszych nazw handlowych.
Ma to jeszcze inną zaletę: batalia o to, który z leków o nazwie - powiedzmy - paracetamol - klient kupi w aptece.
TP powiedział, że to zdrowsze: lekarz zajmuje się leczeniem a aptekarz handlem (skoro już tak niewiele leków mu do robienia zostawił przemysł).

Sponsorowanie lekarzy przez firmy farmaceutyczne tutaj też istnieje. Właśnie jadę na konferencję. Do tej pory nie padło słowo - tak jak padały w polsce - o tym, że w ramach wdzieczności ma wzrosnąć sprzedaż leku X. Oczywiście, nie da się wykluczyć znanego psychologicznego procesu 'poczucia wdziecznosci', ale...
Ja tam mówię, że wolno mi zapisać lek według nazwy chemicznej.
A niech się tam biją w aptece
;)

08:09, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (9) »
czwartek, 20 października 2005
Jestem z siebie dumna!

Wczoraj napisałam jedno zaległe skierowanie - dosć trudne, dlatego zaległe. Sama. Fajnie je napisałam - tak uważam.

Napisałam też wreszcie tę dyplomatyczną odpowiedź na dyplomatyczny list od GP w bardzo uprzejmy i taktowny sposób zwracającego mi uwagę, jak idiotycznym i ryzykownym pomysłem było - ze względu na liczne interakcje - zlecenie pani X leku Y. W sumie wcale nie byłam przekonana, że pani X cokolwiek może pomóc wyzdrowieć, bo ona po prostu chce byc chora, ale tak strasznei na mnie naciskała, że się ugięłam. Poza tym nie podała mi całej (długiej) listy swoich leków, stąd część mojej niewiedzy. Co prawda nie sądzę, żeby lek Y w dawce, którą planowałam - mający zadziałać bardziej jako placebo niż lek - mógł dać te wszystkie straszne objawy, które starannie wymienił w swoim liście rzeczony GP. Niemniej problem w postaci listu leżał na biurku i kłuł w oczy kilka dni, zanim postanowiłam, że się wycofam z leku, trzeba mi tylko było wycofać sie z twarzą.
I wczoraj spłodziłam odpowiedź na ów list. Posłałam ją Dyrowi do oceny. Uff.. uznał ją za bardzo dyplomatyczną, uprzejmą i zachowującą twarz.

A dziś jeszcze zadzwoniłam do owego GP, żeby mu powiedzieć, ze się generalnie zgadzam z nim i nie będę się upierać przy wciskaniu w panią X kolejnej trucizny. Było bardzo uprzejmie.
'Nice to speak to you..'
itp. Oczywiscie, że przestanie zapisywać. Oraz czy życzes obie, zeby poinformował pacjentkę o mojej decyzji. Zyczyłam sobie, aczkolwiek poprosiłam o to jeszcze pielęgniarkę z zespołu, która ma z kobietą kontakt raz na tydzień.
Uff. Kamień z serca.
Teraz spokojnie mogę jechac do Edynburga na konferencję.
Pierwszą klasą.
;)

19:52, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3