Świata stan psychiczny
środa, 25 października 2006
Necessity is the mother of invention

An operation was delayed when a surgeon sent an assistant to buy a vital tool from B&Q - pisze Hospital Doctor za The Sun (zeby nie bylo, ze czytam The Sun! ;-))
Otoz w trakcie usuwania metalowej plytki z ramienia, ortopeda zorientowal sie, ze nie ma odpowiedniego srubokreta (plytka byla zakladana za granica, gdzie uzywaja innych srubokretow). Mogl albo zaniechac operacji albo poszukac srubokretu.
Wyslal wiec asystenta do najblizszego sklepu B&Q, a kiedy mlodzieniec przybyl z wlasciwym narzedziem, zostalo ono wysterylizowane i uzyte.
Operacja sie udala. Pacjent przezyl. A kiedy zostal poinformowany o podjetych nietypowych krokach, ucieszyl sie z kreatywnosci operujacego.

A jednak, duch kreatywnosci w naszym fachu nie umarl doszczetnie ;)

A swoja droga, ze tez angole nawet srubokretow uzywaja innych niz reszta swiata...


;-)

12:11, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (25) »
wtorek, 24 października 2006
List z pola boju
Drogi Swiety Krzysztofie,

Jezdze juz coraz pewniej, rece mi sie nie trzesa na kierownicy a rano juz prawie nie mam biegunki.
Zaczelam zauwazac znaki drogowe, wiec juz wiem, ze nie na calej trasie jest ograniczenie do 30. w zwiazku z tym zaczelam niesmialo przekraczac te magiczna predkosc. Ale tylko do 35.
Juz mi sie nie myla pasy na rondach i na parkingu pod basenem mieszcze sie w przewidzianym do tego prostokacie. Niestety, nadal wjezdzam w krzaki, parkujac na naszym podjezdzie, ale to dlatego, ze wole w krzaki niz w samochod sasaidki.

Troche mnie jeszcze przeraza tunel, bo sie boje, zebym nie wjechala na przeciwlegly pas i boje sie, zeby nie jechac za wolno i nie tamowac i tak wolnego ruchu ani za szybko, bo tam przeciez ograniczenie do 30 mph i kamerami naszpikowane jak prawdziwa angielska scone rodzynkami.
Jezdze na razie tylko na basen i do glownej pracy, ale juz raz bylam w szpitalu i na zakupach, ale w najblizszej przyszlosci planuje pojechanie do mojej out-patient clinic.

A Ty dalej strzez mnie od przechodniow i samochodow znienacka, nie wodz na pokuszenie przeciwleglego pasa i zaprowadz mnie szczesliwie do domu.

Amen.


;-)
09:43, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (18) »
niedziela, 15 października 2006
Drzewne nastroje/ nadrzewne stroje

Czyli: owoc wyprawy do LD.

Pogoda dopisała. Pan J bardzo się starał.
Nie nauczyłam się nic specjalnie nowego, bo przecież wiadomo: pozjadałam już dawno wszystkie rozumy.
Za to pokazał mi kilka pięknych zakątków okolic, z których pochodzi.
Poprawiał cierpliwie moje tendencje do kadrów centralnych, aczkolwiek nie zawsze mu się udawało: cyknęłam se kilka, jak poszedł po laptopa.
Dowiedziałam się tez, jak fotografować wodę. Już rozumiem, co to znaczy, że się woda ze zdjęcia wylewa (czułam, ze coś jest nie tak z moimi zdjęciami rybaka w łodce!).
Trochę mnie zaskoczył brak jesieni w LD, ale podobno zaczyna się dopiero na początku listopada. Nie przeszkadza to jednak tłumom turystów wędrować w tę i spowrotem, podpierając się specjalnymi kijkami do chodzenia, ktore wymyslono, żeby poprawić sprzedaż artykułów sportowych i turystycznych.
W związku z przewagą koloru zielonego, niebieskiego i żółtego, wypasiony filtr z USA nie przydał się za bardzo.

A teraz, firma Formaprzetrwalnikowa Photo Adventures przedstawia sztukę pod tytułem:
Drzewne nastroje nadrzewne stroje.
Miejsce akcji: Okolice jeziora Drewent Water
Czas Akcji: 14 i 15.10.06.
W rolach głownych: okoliczności przyrody niepowtarzalne
Ponaddto występują: Sony Alpha 100; statyw Slik, filtr połowkowy szary, filtr polaryzacyjny kołowy (epizodycznie), red enhancer (jeszcze bardziej epizodycznie);
Reżyseria:  Mr NJ
Zdjęcia: formaprzetrwalnikowa
Na przeszkadzajkach: Wiatr i Mgiełka Górska Temperaturowa
Gwiazda: Mr Lee F (ha!), który wlazł w kadr i nie chciał z niego wyleźć, więc nie został sfotografowany

1. Radosc o poranku





2. Popołudniowa zaduma



3. Samotnośc przed wschodem słońca


19:47, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (27) »
piątek, 13 października 2006
Dog with two tails
Zaraz trzeba się zacząć pakować: aparat jeden i drugi, filmy, torba z gadzetami (w tym snobistyczny, rzadkowystępujący w przyrodzie filtr o snobistycznej nazwie dydimium filter, sprowadzony specjalnie na tę okazję zza oceanu), nowy, lekki i składalny do 40cm statyw i płytka ze zdjęciami do pokazania panu Jenkinsowi.
Zdjec tych jest az 32, w tym 5 pejzaży a żaden dobry. Ale przecież jadę się nauczyć, jak pstrykać dobre pejzaże.
Pogoda w Lake District zapowiada się obiecująco. Dziś piękne słońce, jutro - sunny spells. Mam nadzieję, że więcej sunny niż spells, bo ja mam tylko sobotę na naukę.
TP tymczasem pochodzi sobie po okolicznych górkach, bez stresu, że znów na mnie napadnie jakiś strumyk.
Kot jeszcze nie wie, że czeka go próba dorosłości - zostanie w domu sam przez dwa dni. Zaraz mu naszykuję zapasik jedzenia - na szczęscie Kot nie ma w zwyczaju żżerac wszystkiego, co w misce naraz.

Idę się pakować.
Cieszę się jak psiak z dwoma ogonami.
Mam nadzieje, że po naukach będę się tak samo cieszyc ze swoich zdjęć.

Miłego weekendu Panstwu życzę
:)
12:17, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 października 2006
Pathetic

Tu można sobie przeczytać o tej chorobie: http://formaprzetrwalnikowa.blox.pl/2005/09/Syndrom-Przetrwalnikowej.html 

Wybrałam się na uniwerek, metrem, a jakże. Dzis jednak darmowy autobus na kampus nie podjechał, więc postanowiłam pojsc pieszo. Uniwerek jest jakies 10-15 min piechotą od stacji metra. Pogoda była znośna, trochę siąpił deszcz. Drogę tę przebyłam w ubiegłym tygodniu, nie była zbyt skomplikowana, poza przejsciem na własciwą stronę zaraz za stacja metra.
Przeszłam na drugą stronę, bo pomyslałam,z e tam uda mi sie znaleźć przejście na własciwą stronę. Ale się nie udało.
Przebiegłam więc, gdzie się dało i wróciłam do ulicy, z której powinnam skrecic na ulicę przy uniwerku.
Ale skręciłam w równoległą, tuż przed głowną, mając nadzieję, ze jakos w koncu dojdę do głownej.
Zaczęło coraz bardziej padać.
Wyszłam na głowną ulicę. Wyglądała nieznajomo, ale ja mam tak fatalną pamięc wzrokową, że to nie miało żadnego znaczenia.
Chciałam skręcić w prawo, ale nigdzie nie było ulicy do skręcenia w prawo. Szłam więc i szłam, i szłam w tym deszczu. A moje za długie spodnie, których nogawki przydeptywałam sobie nasiąkały wodą. Wodą nasiąkały równiez moje ukochane martensy, które zachodziłam na smierc w mniej niż rok (i zgobiłam paragon).
W końcu poczułam, ze sie zgubiłam. Odwróciłam się, żeby zapytac kogoś,jak dojśc do uniwerku, kiedy nagle zauważyłam wielkie szare budynki. Hurra! Uniwerek.
Weszłam na teren. Wieeeeelki, rozległy... Kiedy tak szłam i szłam, ogarniało mnie zwątpienie, a woda wychlupywała mi się z butów.
Spojrzałam na jedyną mapkę, jaką dziś miałam ze sobą. Żadna z nazw widniejących na budynkach nie zgadzała sie z nazwami na mapce.
Postanowiłam spytac goscia w budce strazniczej.
Wyjasnił mi, ze jestem na terenie Inland Revenue. Niestety, nie wiedział, gdzie jest uniwerek, ale zdobył dla mnie nr radio taxi. Wyjasił tez, gdzie się znajduję. Zamówiłam sobie taksówkę.
A potem gośc kazał mi opuscic teren IR. Zresztą, argumentował, taksówka tez nie mogłaby tu wjechać. Pokazał mi, gdzie mogę sobie na taxi zaczekac.
Przedarłam się przez zarośla za parkingiem.
Cud! Stała tak jakas taksówka - nie moja, to było widac, ale WOLNA.
Wsiadłam.
Taksówka okazała sie czekac na kogos innego. Pan poradził mi, zebym weszła na teren szpitala, który zaczynał sie za rogiem - tam na pewno będzie taxi rank.
Weszłam na teran szpitala. Ogromnego szpitala. Szłam i szłam i szłam a taxi rank ani widu ani słychu.
Sprawdziłam godzinę -dochodziła 11.00, od prawie godziny moja grupa poznawała tajniki terapii rodzinnej i miała poznawac przez następną godzinę.
Ze szwów w butach wylewała mi się woda - a jednak nie załowałam, ze nie wzięłam tych nowych, kupionych wczoraj - wylewałaby mi sie z nich bowiem krew.
Nogawki spodni miałam mokre do kolan, sweter na obu rekawach. Poczułam, ze mam dosc.
Zadzwoniłam do opiekunki kursu, ze nie dojde na zajęcia, bo się zgubiłam i przemokłam do kości.
Wyszłam ze szpitala. Nadal nie maiłam pojęcia, na jakiej ulicy jestem, zeby zadzwonic po taksówkę.
Znalazłam jakis przystanek autobusowy. Podjechałam do najblizszej stacji metra.
Dojechałam do swojego maisteczka. Wysiadłam z metra, myśląc, jaka jestem żałosna.
Znów zaczęło padać. Chciałam rozłożyć parasol, ale
okazało się, ze zostawiłam go w metrze.

Pathetic!
I am pathetic.
Ręce mi do siebie opadają.

13:20, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (25) »
sobota, 07 października 2006
Go as you please
Z cyklu: Z ciekawostek lokalnych.


Kilka ulic stąd, przy jednym z głownych skrzyżowań w moim miasteczku jest firma pogrzebowa pod szyldem: Go as you please.
Bardzo adekwatna nazwa, albowiem brytyjczycy odchodzą do krainy wiecznych łowów faktycznie jak im się podoba; a podoba im się bardzo różnie od tego, co w Polsce nazywane jest pogrzebem.

Weźmy taką np muzykę pogrzebową. Oto opublikowane przez BBC Top-10 Funeral Songs:
1. Goodbye My Lover - James Blunt
2. Angels - Robbie Williams
3. I've Had the Time of My Life - Jennifer Warnes and Bill Medley
4. Wind Beneath My Wings - Bette Midler
5. Pie Jesu - Requiem
6. Candle in the Wind - Elton John
7. With or Without You - U2
8. Tears in Heaven - Eric Clapton
9. Every Breath You Take - The Police
10. Unchained Melody - Righteous Brothers

Jeśli chodzi zaś o nagrobki, to dzięki tanim kamieniom z chin, brytole wreszcie mogą sobie pozwolić na to, o czym marzyli:


Times ( http://www.timesonline.co.uk/article/0,,2-2392694.html) komentuje tę modę miłością tubylców do futbolu: “Football is a religion in Newcastle; I sell more gravestones with footballs on them than with Jesus'' - mówi jeden z fachowców w branży, oddając, że klasyczne nagrobki, jedynie z nazwiskiem zmarłego to obecnie mniej niż 1/5 jego zamówień. “We are all individuals in life, and memorials should be no different.”

A zatem napisy na nagrobkach też są indywidualne. Niektore nawet wymyślone przez zmarłego (wymyślone czy.. zmyślone?)

Here lies the body of Jonathan Blake
Stepped on the gas instead of the brake

The children of Israel wanted bread
And the Lord sent them manna.
Old clerk Wallace wanted a wife
And the Devil sent him Anna

Here lies Ezekial Aikle, aged 102.
The Good Die Young

My Trip is Ended.
Send My Samples Home
Thomas W Campbell, a travelling salesman

A tutejsze cmentarze, to w ogóle inna historia, zwłaszcza te częscie, w których pochowane są dzieci. Obiecuję jesienną sesję na cmentarzach, bo ta w zeszłym roku nie wyszła.

;)
13:33, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (5) »
środa, 04 października 2006
So exclusively british?
z cyklu: z ciekawostek lokalnych.

W lokalnej rozgłosni BBC toczyła się przed chwilą dyskusją na temat  śmieci i ich sortowania i składowania
Za przykład podawano inne kraje, jak np Szwecja, gdzie ludnosc zwiariowała na punkcie sortowania śmieci.
Jeden z lokalnych councilów wpadl na pomysł, żeby przeglądać to, co ludzie wyrzucają i sortować. Była nawet mowa o jakichs zaawansowanaych chipach, które gromadziłyby informacje na temat ilosci i specyfiki śmieci produkowanych przez dane gospodarstwo domowe.
Pomysł godny pochwały. Niestety, eksperci obawiają się, że w tym kraju może się to nie udać.
Otóz, podobno brytyjczycy bardzo nie lubią, jak im ktoś grzebie w śmieciach.
Podobno jest to 'so exclusively british', że inne narody w europie tego nie rozumieją.
No, ja na ten przykład też nie rozumiem.
Ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś przegląda moje śmieci.
A wy?

;)
19:31, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (16) »