Świata stan psychiczny
wtorek, 25 maja 2010
Medication from the pixies



(sorry, dziala tylko po angielsku):


'I just need to take her medication from the pixies, can you countersign it for me, doctor?' a nurse asked me after a review with a patient ready to go on leave.

'From the pixies?' I asked quietly so the patient couldn't hear us. We do work on a psychiatric unit, I know, but surely pixies are passe, aren't they?

'Yes.' She said not looking at me. 'Are you following me?'

Not sure if it was a concrete or metaphoric question I duly followed her to the clinic room.

and there it was: a Pyxis MedStation:
http://www.pyxis.com/products/medstation2000specs.html

A very clever machine, but the name...
Away with the fairies? take some medication form the pixies!


;-)

niedziela, 09 maja 2010
Druga strona medalu

czyli: Things are much more relaxed here part 2


Miejsce akcji: Gabinet Dr Obcej
Wystepuja: Kiwi_Z_Krwi_I_Kosci, Dr Obca

KZKIK: Dzwonila zona pacjenta X i prosila o wydanie zaswiadczenia do banku - chce zeby mezowi zamknieto dostep do wspolnego konta.
Dr Obca (myslac, ze sie przeslyszala): Co?
KZKIK: (powtarza jak wyzej).
Dr Obca: A pan X to jakies pieniadze przehulal, bo ja nic o tym nie wiem?
KZKIK (zaskoczony): Zona nic nie wspomniala.
Dr Obca (niby do siebie, ale sprawda reakcje KZKIK): Zona pacjenta prosi o zamkniecie mu dostepu do konta, na ktore wplywaja jego pieniadze, mimo pan X nie wydal zadnych pieniedzy.
KZKIK (jakby z wahaniem): Moze zona sie boi, ze wyda. W koncu jest chory psychicznie.
Dr Obca (bierze dwa glebsze oddechy, zastanawiajac jak zareagowac): Owszem, jest chory psychicznie, ale to nie znaczy ze nie ma (capacity) do decydowania o wlasnych finansach.
KZKIK (zagubiony): Ja nic nie wiem, zona prosila. Ja wiem, ze czasem inni lekarze pisza takie zaswiadczenia...
Dr Obca (udaje, ze nie osuwa sie na krzesle): Ale ja nie, chyba ze zadada tego ode mnie jakis prawnik.
KZKIK (mrugajac): A dlaczego?
Dr Obca (osuwajac sie na krzesle): Poniewaz wydanie takiego zaswiadczenia, po pierwsze lamie prawo pacjenta do prywatnosci, po drugie jest najzwyczajniej w swiecie nielegalne.
KZKIK: A! Nie przyszlo mi to do glowy.
Dr Obca: A!

(KZKIK wychodzi. Dr Obca porzuca mysl skonsultowania swojej decyzji z innymi kolegami po fachu i zamiera w gescie wyrywania sobie wlosow z glowy)

[kurtyna]



11:55, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (9) »
czwartek, 06 maja 2010
Things are much more relaxed here

czyli: Welcome to New Zealand moments v.2


Rzeczy, ktore mnie to najbardziej zaskakuja, nie powinny mnie zaskakiwac, poniewaz zostalam przed nimi ostrzezona. Podpadaja one pod dwie kategorie:
1/ it's like England but 20-30 years ago
2/ Things are much more relaxed here.

Typowy przyklad 2/ obejmuje:


Miejsce akcji: sala uzywana do posiedzen sadu w/s przyjec wbrew woli;

Udzial biora:
Sedzia (do ktorego nalezy sie zwracac Your Honor);
Pani Z Dlugopisem (ktora wyglada jak sekretarka/stenotypistka, ale nic nei robi do ostatnich minut przesluchania),
Dobrotliwa Starsza Pani (ktora okazuje sie byc ochroniarzem),
Wozny Sadowy (ubrany w szorty, tzw bahamska koszule i klapki na gole stopy)
Pacjent
Adwokat Pacjenta
Dr Przerazona po raz pierwszy wnioskujaca o kontynuacje leczenia wbrew woli

Akt 1.
Sedzia, i obie Panie siedza przy stole.
Wchodzi: PAcjent, Adwokat, Lekarka i Wozny. Siadaja.

Sedzia: ZAczynam przesluchanie... w sprawie... Obecni: Pacjent, Adwokat, Dr Przerazona... A kto jest dzisiaj second health professional (inna osoba z zespolu leczacego pacjenta popierajaca wniosek o leczenie wbrew woli)?
Wozny (rozglada sie niepewnie po sali) Eee... chyba nikt nie przyszedl. Pojde kogos poszukac.
(Wychodzi Wozny).

[cisza]


Akt 2.
(Wchodzi Wozny, za nim idzie Pielegniarz)
Pielegniarz siada.
Sedzia: Nazwisko?
Pielegniarz: Pielegniarz.
Sedzia: Czy opiekowal sie pan Pacjentem w czasie jego pobytu w szpitalu?
Pielegniarz (niepewnie): eee, chyba nie.
Sedzia (Do Woznego): Czy moze pan przyprowadzic kogos kto sie opiekowal pacjentem?
Wozny: Sprobuje kogos zlapac.

(Wychodzi Wozny)

[cisza]


Akt 3.
(Wchodzi Wozny, za nim Pielegniarka)

Pielegniarka (szczesliwie sie sklada) zna pacjenta

[Nastepuje Przesluchanie]


Sedzia: Niniejszym oglaszam...
Wozny (wstaje i wychodzi)
Pani Z Dlugopisem: zapisuje na kartce godzine.
Sedzia (konczac oglaszanie wyroku): Dziekuje.
Adwokat (wstaje) thank you, Your Honor.

[Dr Przerazona, Pielegniarka, Pacjent, Adwokat wychodza]



[kurtyna]



A najbardziej zadziwia mnie fakt, ze nikt nawet tego nie skomentowal.

12:29, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 kwietnia 2010
ANZAC Day

czyli: Dzien Zwyciestwa?


25 kwietnia to po tej stronie swiata ANZAC (Australia and New Zealand Army Corps) Day - dzien pamieci, po tych ktorzy zgineli w czasie Pierwszej Wojny Swiatowej w Gallipoli (Turcja).
Taki troche nasz Dizen Zwyciestwa, z tym ze wience pod pomnikami sa po zrobione po angielsku - z papierowych/plastikowych makow ktore sa symbolem pamieci (jak nasze Czewrone Maki na Monte Cassino).

My takze postanowilismy swieto narodowe obejsc w tradycyjny sposob, czyli na wycieczce, a co nam tam - do Waitakare Ranges.
Ale tak jak wczoraj pokonal nas deszcz, dzis zwyciestwo nad nami odnioslo lenistwo i lakomstwo, by w te piekna kwietniowa niedziele usiasc sobie na balkonie z filizanka kawy/kieliszkiem wina i tradycyjnym ANZAC biscuit.

ANZAC biscuit juz stal sie naszym ulubionym lokalnym przysmakiem.
Dla zainteresowanych lasuchow uzyty przeze mnie przepis:

150g bialej maki
150g platkow owsianych
100g cukru (lub wiecej jesli wolicie)
100- 150g roztopionego masla
1-2 lyzki Golden Syrup (cukier trzcinowy rozpuszczony w wodzie, smakuje troche jak ciemny miod)
1-2 lyzki wody
1 lyzeczka proszku do pieczenia
(mozna dodac 100g suszonego kokosa/wiorkow kokosowych)

Rozgrzac piec do 180C, blaszke natluscic i/lub wylozyc papierem do pieczenia. Sypkie produkty wymieszac w jednym naczyniu; w drugim rozpuscic maslo, dodac Syrop (miod), przestudzic. Wymieszac sypkie z plynnymi. Wykladac lyzka na blaszke. Piec ok 20-30 minut albo az beda zlociste. Wystudzic (ha! trudna sprawa... przy moim lakomstwie).
Smacznego!

Swietnie smakuja w sloneczne ANZACowe popoludnie na balkonie:

ANZAC biscuits


06:05, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 kwietnia 2010
Kwiecien czyli pazdziernik



Jak juz ponizej napisalam, nie wywiesilam flagi, nie plakalam i nawet zdrowaski nie zmowilam.

Zamiast na msze zalobna w polskim kosciele wybralismy sie polazic po Waitakere Ranges Regional Park.
Pogoda byla wciaz sloneczna, ale slonce nie grzalo juz tak mocno, wial wiatr a nawet popadalo.





[Waitakere Ranges, widok na Mercer Bay]





[Waitakere Ranger, Ahu Ahu, Mercer Bay]



Jakby nie patrzec, idzie jesien.
Nie ma na to rady

10:37, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (5) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Swiat stanal w miejscu

albo: The future's bright.


Od tygodnia tych kilka portali polskich, na ktore jeszcze czasem zagladam wyglada tak samo - te same czarno-biale barwy, te same nazwiska, te same tematy. Na Gazecie zniknal dzial Swiat. W dniu katastrofy zniknela z tegoz portalu takze mozliwosc komentowania artykulow zgodnie z wlasnymi odczuciami; niestety, nie wiem, czy cenzorzy Gazety juz poluzowali usciski serdecznosci.
Wyglada na to, ze w Polsce czas i swiat stanal w miejscu.

Osmiele sie doniesc, ze swiat jednak nie stanal w miejscu. Ba, kreci sie dalej a ludzie zadaja pytania, np:
Dlaczego oni wszyscy lecieli tym samym samolotem?
Bo raz juz nie polecieli i byla afera?

Czemu pilot ladowal wbrew zaleceniom wiezy?
To juz chyba wszyscy przewalkowali.

Najtrudniejsze sa te zadawane mi osobiscie przez ludzi, ktorych spotykam codziennie a ktorzy wiedza, ze jestem Polka:
Wyglada na to, ze prezydent Kaczynski byl bardzo kochanym czlowiekiem.
(hm, nie wiem. na pewno nie przeze mnie)

No to musial byc chociaz dobrym prezydentem, ludzie tak po nim placza...
(byl dobrym prezydentem?)
(a placza?)

No to dlaczego grzebiecie go na Wawelu, razem z krolami i bohaterami narodowymi?
Dlaczego?


Ja juz tego nie rozumiem do tego stopnia, ze ciesze sie, ze mnie w tym Kraju Zatrzymanym nie ma. Zupelnie nie wiem, jakbym sobie z taka atmosfera poradzila.
Fizyczny dystans pomaga osiagnac dystans emocjonalny.

Powtorze za Gypsi: Nie moja opcja, ale ludzi zawsze szkoda.
Ale jak to juz madrzejsi ode mnie powiedzieli: Mitologizowanie tej tragedii jest bardzo niebezpieczne.


The Economist wieszczy, ze przyszlosc Polski mimo tragedii zapowiada sie dobrze. Ba, dzieki tragedii zapowiada sie jeszcze lepiej.


Czas leczy rany. The future's bright.

10:28, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 kwietnia 2010
When life sucks

Czyli: Szukajac rownowagi.


Latwo jest powiedziec, ze nie wyprowadza sie do NZ po to, by pracowac, tylko zeby zyc.
Takim popaprancom jak ja z, nazwijmy to elegancko, niemieckim etosem pracy trudno jest sie przestawic na zycie 'po godzinach'.
Na szczescie pogoda i kilka dni wolnego sprzyja zapomnieniu o tym, ze miedzy 8.00 a 16.30 od poniedzialku do piatku zycie ciezkie bywa.


A zatem when life sucks


Idz na spacer:

[Shakespear Regional Park; pod chmurka z lewej stozek Rangitoto, pod chmurka z prawej Auckland]



albo na ryby:

[Mahurangi Regional Park, Mita Bay]



Albo na spacer:



[Mahuranki regional PArk, Lookout Track, Te Hauri Bay]


Z pozdrowieniami dla tych wszystkich, co czekali na zdjecia.
Niestety, moj ulubiony program do obrobki zdjec wciaz gdzies na oceanie, wiec fotki nadal 'prosto z aparatu' z kolorami chamsko podciagnietymi na bardzo podstawowym programie.


A, i Wesolych Swiat!

01:19, formaprzetrwalnikowa , Podróże małe i duże
Link Komentarze (4) »
niedziela, 28 marca 2010
Rownowaga pracowo-zyciowa

z cyklu: Welcome to New Zealand moments - part 1


Trzeci tydzien uplynal mi na probie zorganizowania zebrania w sprawie 'zarzadzania ryzykiem' u pewniej bardzo ryzykownej i wywolujacej niesamowite emocje pacjentki.
Mimo tego, ze tak naprawde nie jestem jej lekarzem wychodze na osobe, ktorej najbardziej na tym zalezy - bylam gotowa przyjsc na zebranie nawet w dniu, w ktorym z rozpiski powinnam byc w innym miejscu i zajmowac sie czym innym.
No bo PAni A nie pracuje w poniedzialki i srody, a we czwartek tylko rano. Pani B nie pracuje we wtorki i srody, managerstwo moze tylko w poniedzialki i czwartk popoludniu, a ja w poniedzialki zagoniona jestem jak zabity swiniak.

Czujecie klimat?

Wiele osob wyjezdzajacych do NZ jako glowny powod podaje poszukiwanie lepszej work-life balance. Kiedys zapytalam na forum co to dla roznych ludzi oznacza, bo mnie sie kojarzy glownie z praca na czesc etetu. Wyobrazcie sobie, ze nikt nie napisal, ze to 'flexible working hours'! W zwiazku z czym pomyslalam, ze to pewnie trudno o cos takiego - w koncu wszyscy powtarzali, ze NZ to jak UK, ale 30 lat temu, czyli jeszcze przed epoka 'flexible hours'.

W chwili, kiedy po raz drugi odbilam sie od czyjejs sekretarki glosowej informujacej mnei radosnie, ze Dr X pracuje tylko na czesc etatu i zeby sporobowac kiedy indziej, zaklelam soczyscie.
Kiedy sie okazalo, ze jest to zjawisko tak powszechne, ze nie moge wykonywac swojej pracy, przeklelam wszyskich, ktorzy kiedykolwiek wpadli na ten swietny pomysl, zjawisko to ochrzcilam 'Welcome to New Zealand moment no 1' i postanowilam tez przejsc na pol etatu, jak juz sie odbije od dna.

Poki co poprosilam, zeby mi moje dwie polowki etatu (szpital i przychodnia) zamienili an jeden porzadny w szpitalu.
I zaraz po tym, jak mi sie derekcja na to zgodzila wybralam sie w poszukiwaniu wlasnej work-life balance do Shakespear Park:
Szkoda, ze mi zabawe troche zepsula daleka od idealnej przejrzystosc powietrza, niezauwazone wczesniej paprochy na lustrze i kable:




09:38, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 marca 2010
Bardziej angielska niz Krolowa?

czyli: Little Britain Abroad


Moj akcent wiekszoscia glosow zostal uznany za najblizszy walijskiemu.
Siostra oddzialowa, z ktora sobie pokrzykujemy 'Why Aye!' zaoponowala, ale zostala zdyskontowana przez nowego pielegniarka, ktory powiedzial, ze pochodzi z hrabstwa sasiadujacego z Walia, wiec wie, co mowi.

Wlasnie wyslalam kolejnego maila korzystajac z najcenniejszej umiejetnosci nabytej w czasie zycia i pracy w UK - slynnej angielskiej dyplomacji.


Proces dostosowywania sie do zycia w kraju, w ktorym kierowcy jezdza prawie tak zle jak w Polsce, banki nie wydaja kart do placenia online i przez telefon nawet klientom z 'wypasionymi' kontami, najszybszy internet jest wolny i drogi, a publiczny system opieki nad chorymi psychicznie funkcjonuje dzieki telepatii i cudom, jest powolny i pod gorke.


Na szczescie w kulturowym tyglu mojego miejsca pracy nie brakuje Brytoli, ktorzy chetnie sluza tlumaczeniem tutejszego systemu na NHS-owski.
Ba, sami grawituja w moja strone, spontanicznie (!) oferujac pomoc praktyczna i wsparcie emocjonalne.

Bo zeby mnie Brytol z wlasnej inicjatywy pocieszali poklepujac po ramieniu to chyba musieli mnie uznac za 'swoja'.


That's very thoughtful of you!




;-)
 

09:06, formaprzetrwalnikowa , The World Upside Down
Link Komentarze (1) »
środa, 10 marca 2010
Neighbours

czyli: Jak dobrze miec sasiada


O tym zza plotu nie napisze, bo uwierze chyba dopiero jak zobacze autografy z dedykacjami w tych kilku ksiazkach, co to plyna w kartonach przez morza i oceany.

O sasiadach z naprzeciwka nie napisze, bo skoro my widzimy, jakim plynem zmywaja naczynia i co jedli na kolacje oraz slyszymy ich rozmowy przez telefon, to pewnie oni widza i slysza nas, wiec sza!

O tym chudym kocie ze szczurzym ogonem, co mieszka na gorce i kosmatym rudzielecu z domu z kominem co nam widok zaslania (komin, nie kot, a widok jest na morze) tez chyba nie napisze, zeby nie stresowac Kociuni. Biedula nie dosc, ze w zimowym futrze wyladowala w srodku lata, to jeszcze zostala wystawiona ja na wizyty ciekawskich typkow, co to nie znaja angielskich manier i mysla, ze mozna ot tak sobie, bez listow wprowadzajacych i umawiania sie z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, z kociego buta wejsc sobie do cudzego ogrodka i probowac sie zaprzyjaznic, udajac, ze sie nie rozumie, co oznacza prychanie z najezonym futrem i wiewiorzym ogonem.

TP mowi, ze Kociunia towarzyskosc odziedziczyla po mnie.


Ha, skoro tak, to zamiast piosenki Alibabek, obejrzymy sobie odcinek jednej z moich ulubionych kreskowek

09:19, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81