Świata stan psychiczny
piątek, 19 listopada 2004
Oraju, mam czytelników!
o, raju... nie sadziłam, ze sie jakowis znajdą. znaleźli się i miło mi było przeczytac, ze czytają. usmiech dla nich.

Własciwie weszłam tu po to, zeby zlikwidowac blog. przewroty w zyciu osobistym sprawiły, ze nie wiem, czy wyjadę. koszmar samotnego pobytu w obcym kraju juz przerabiałam. i nie chcę wiecej. ale, jak mawiała moja przyjaciółka ze studiów: "you never know".

gwoli uzupełnienia:
francuz zadzwonił. pogawędzilismy o tym i owym, o pogodzie w polsce i w paryzu. zazyczył sobie cv po francusku- to mu wymalowałam. zapytałam tez w mailu, gdzie, co i za ile (oczywiscie, w bardziej dyplomatyczny sposób), ale odpisał, ze 'wszystko w  swoim czasie", a ten czas za szybko nie nadejdzie, bo administracja francuska działa powoli.
moj szef sie chyba ucieszył na wiadomosc, ze chyba nie wyjade. rozumiem go- takiego wspaniałego pracownika by stracił ;)
minister zdrowia nadal nie wypowiedział sie na temat skrócenia czasu mojej specjalizacji. zreszta, nie wiem, czy mi to teraz potrzebne, skoro nie wiem, czy wyjade...
angielski idzie powoli. nadal jestem najgorzej mówiacą osoba w grupie. a egzamin ustny 4.12. only time will tell
;)
22:48, formaprzetrwalnikowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 października 2004
O gościach i innych zarazach

Wstałam, jak pambuk przykazał o 5.30, ale Matka Natura chyba nie chciała mnie widziec w pracy.. bo ja wiem, może poszło jej o to, żebym sobie, biedaczka, odpoczęła po dyżurze? Cięzki to ten dyżur, na moje szczęście nie był, ale nocka znów zarwana (chorera, nie potrafię na dyżurze pójsć spać wczesniej niż o 1.30). Tak więc Matka Natura nasłała na mnie podłego wirusa, który zaatakował mój układ pokarmowy (szczegóły sobie podaruję) i głowę tak, że mogłam tylko leżeć skulona na kanapie. Ostatkiem sił zadzwoniłam do szefa, prosząc o dzień urlopu. Taa.. ostatnio na jednym z oddziałów, gdzie pracuję grasuje wirus tzw "grypy żołądkowej". Myslałam, że mnie ominie, bo przeciez nie wierze w wirusy (ja tam wirusa nie widziałam, więc nie wierzę ;-)), ale jednak. Niestety, na skutek przykrych dolegliwości dzień wolny okazał sie zajety leżeniem na kanapie. Ale i tak nie jest źle, bo przecież mogłam dostać jakiejś gorszej zarazy, o:

Miejsce akcji: Poczta ; Czas: poniedziałek, 10.00; Osoby: Starsza Pani, Sąsiadka
Wchodzi Starsza Pani
SP: O, dzień dobry , sasiadko.
Sąsiadka: Dzień dobry... Coś pani kiepsko wygląda...
SP: pani kochana, gosci wczoraj dostałam...
S (Ze zgrozą): Gości?! Mój boże.. A na długo?
SP( z boleścia w głosie): Na dwa dni.. Mój boże... Nie lubię tak.. nie lubię..
S: Dobrze, że tylko na dwa dni.. Dwa dni to szybko przejdzie...
SP: Och, pójdę chyba, nie mam siły czekać (wychodzi, mamroczac pod nosem) Nie lubię... Nie lubię...


Dyżur, poza złapaniem wirusa, przyniósł także nienajgorszą ofertę współpracy. 1000 pln za 4 dni w miesiącu. Nie narobię się, ale- muszę miec samochód. Może ktoś zechce mi sprezentować jakis nie za duży, moze być uzywany samochód? W sumie zastanawiam się , czy warto na tych kilka miesiecy pakować sie w jakies zobowiazania, ale z drugiej strony, zawsze parę groszy mogłabym zarobić i byłoby na spłatę długu przed wyjazdem. A kumpela pewnie zgodziłaby się przejac "schedę" po mnie. Zreszta, jeszcze nie wiadomo, jaki będzie kontrakt. Rozmowa z Potencjalnym Pracodawcą, uzmysłowiła mi, że po zrobieniu specjalizacji moje akcje wyraźnie wzrosną - dlatego on własnie próbuje nawiązywać współpracę z młodymi doktorkami tuż przed egzaminem specjalizacyjnym: jeszcze nie są wybredni, jeszcze chce im sie jezdzic, jeszcze cieszą ich kazde pieniadze a już za chwilę będą specjalistami... i już "związanymi umową"... Pożyjemy zobaczymy. W ciagu tyg mam otrzymać wiadomośc o wysokości kontraktu.
Ciekawe, kiedy zadzwonią Francuzi i jakie warunki zaproponują.
ech, myślę już chyba tylko w kategoriach pieniedzy (think in terms of money ;) , co mi przypomina, że powinnam powtórzyć codzienną dawke angielskiego)
Jeszcze gabinet popołudniu. Ale najpierw :obiad- w końcu była wypłata!

12:13, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (7) »
piątek, 08 października 2004
oo, tego to bardzo nie lubię
Dzwoni taka paniusia, nalega, zebym przyjęła ja dziś, bo to takie pilne, że nie moze poczekac do poniedziałku. Ewentualnie proponuje mi jutro lub... niedziele... OK- mówię bardzo niechetnie, mysląc o straconym własnie jedynym wolnym w tym tygodniu wieczorze i o kasie, którą zarobie-- wyjatkowo panią przyjmę, ale mogę tylko o 16.00 - ale, że ona jękoli, że nie zdązy dojechać, zgadzam się na pół godziny później, mysląc, ze w razie czego zdąże na jakis sensowny autobus do domu. Ona obiecuje mi, ze jesli bedzie mogła przyjśc wczesniej to zadzwoni do 13.00. Nie dzwoni, wiec zakładam, ze będzie o 16.30. lecę z roboty do domu, żeby chociaz herbaty się napić przed wyjściem. Wychodzę wczesniej- w razie, gdyby jednak była wczesniej - idę godzinę, bo gabinet mam na drugim koncu miasta. I? czekam na nia 10 minut, 20.. 30... o 17.00 mam wszystko w nosie, wychodzę na autobus. Nie wiem, czy to tylko polska specjalność: brak szacunku do cudzej pracy i czasu? Czy tak trudno zadzwonić i odwołać/ przełozyc spotkanie? Bardzo tego nie lubię i mam nadzieję, że kiedys bedę mogła powiedziec niesłownemu klientowi: prosze pana/pani, nie dostrzymał/a pan/ pani słowa za pierszym razem, jakie mam podstawy by sadzic , ze tym razem pan/pani dotrzyma słowa? I skasować za poswięcony mu/jej poprzednio czas, którego nie wykorzystał/a...
tylko kiedy to będzie?
nie zdązyłam dzis nawet zajrzec do angielskiego. płaszcz wciąż wisi niewyprasowany. uda sie jutro iśc do pracy w swetrze? byleby nie padało. byleby jutro był w pracy spokój. byleby te 24 godziny minęły szybko. boze, jak ja nienawidzę dyżurów!
18:16, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
środa, 06 października 2004
58 000 PLN miesiecznie
- kolega po fachu w Paryżu.
Francuz odezwał się lakonicznie, że zadzwoni za dwa dni, jak przedyskutuje sprawę z pracodawcą. Za te 58 000 peelenów to bym pojechała nawet do tego przereklamowanego Paryza, choc jeszcze czasem odbija mi się  koszmarkiem sprzed 6 lat. Moze tym razem trafiłabym na sympatyczniejszych i mniej ksenofobicznych współpracowników? Zresztą, za taką kwotę można miec w nosie wszystkich nadętych francuzów. Tym bardziej, że "wszystko mija, nawet najdłuższa żmija" (s.j.lec)
głodna jestem, nie stać mnie na głębsze refleksje.
13:51, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 października 2004
czyżby dobry dzień?

fakt, że coraz mniej chce mi sie chodzić do pracy (a nadal ją lubię), ale jakis fajny dzień dzis był. moze to pogoda? a moze wpływ wczorajszych moich dokonań- dobra jestem po prostu w swoim fachu i już! ;-) Nawet grupa na angielskim mnie nie stresowała za bardzo (choc nadal jestem najsłabiej mowiacą osobą). a na koniec miła niespodzianka w skrzynce e-mailowej: jakims francuzom spodobało sie moje cv i są zainteresowani zatrudnieniem mnie - proszą o kontakt. ha, tylko drobiazg: nie zadzwonię na francuską komórkę, niech zgadną dlaczego ... na szczęscie na e-maila nawet znaczka kupowac nie muszę.byleby nie chcieli, zebym tłumaczyła moje cv na francuski... nie chce mi się..nooo... wolę, zeby zadzwonili. chyba poradzę sobie z mówieniem po francusku, mimo ze nie uzywałam tego języka od kilku miesięcy. ciekawe, jakie warunki mi zaproponują.
jutro st politica day - oraz dzien drożdżówki -mniam.
Dobrej nocy panstwu

21:18, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 października 2004
Polska Lista płac 2004
cz. II.
ha, się doczekałam przykładów z zycia kolegów po fachu. starszy kasjer w markecie z częsciami samochodowymi ma pdstawowej pensji więcej niż "doswiadczony... kierownik ...". tym bardziej, ze tamten miał podwyzkę w tym roku a moj kolega  nie. Ja tez nie. Ja jeszcze nie wiem, co to jest podwyzka. wiem, co to jest zabieranie premii i obcinanie pensji podstawowej (dwa razy podpisałam takie oswiadczenie, ze zgadzam sie na to dobrowolnie, z dwojga złego wolałam podpisac to niz rozwiazanie umowy o pracę).
Ale -jak spiewali Starsi Panowie Dwaj:" z drugiej strony muszę przyznać, że" cieszę się, że zarobki w mojej branży nie pojawiły się w części I onej listy. No i budujący jest fakt, że koledzy dorabiaja sobie po godzinach. Z głodu jeszcze nie wymrą ;)
I ja dzis z głodu nie umrę- umówieni klienci pojawili się i zapłacili za usługę. :) Wystarczy na środową Wyborczą z ofertami pracy na zachodzie. i zarobkami na Zachodzie :)
To jeszcze powtórzę angielski i idę spać. dobranoc, Polsko
20:53, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 października 2004
złamałam się
Kiedy ucieszyłam się ze znalezionych w śmieciach starych butów-o, jakie fajne buty!- i pomyślałam:"Po wypłacie zaszaleje i kupię do nich nowe sznurowadła, będą jeszcze fajniejsze", rozpłakałam się. Poczułam, ile naprawde warta jest moja praca w tym kraju. W butach, w których chodzę od dwóch lat- bez względu na porę roku- znów zrobiła się dziura w podeszwie, ale tym razem nie było mnie stać na szewca. Musiało być mnie stać na tzw. doskonalenie zawodowe oraz bilet na pociąg , zeby tam dojechać. Niestety, jechał tylko pospieszny, wiec nie wystarczyło mi już na bilet tramwajowy. Poszłam pieszo- luzik, najwyżej 7 km. Popłakałam sie po drodze z upokorzenia. Wczoraj koleżanka zaprosiła mnie do siebie na spóźnione wakacje- powiedziałam wprost, że nie przyjadę, bo mnie nie stać na podróz. Wczoraj też nie pojechałam na zjazd mojej klasy z ogólniaka - bo nie miałam kasy. Kumpela nie uwierzyła mi, że nie mam kasy na podróż. Nie uwierzył mi też chyba starszy kolega z pracy, który zapytał mnie kilka dni temu: "Jak to się stało, że pani pracuje już u nas tyle lat i nie ma pani samochodu?" - "Bo wszystko inwestuję w siebie" - "To chyba dobra inwestycja?"- "Gówniana- pomyslałam, ale  głośno powiedziałam- chyba niezbyt dobra, skoro nie stać mnie na samochód. Nie stać mnie też na rower. Prawdę mówiąc, nie stać mnie nawet na nowe buty".
Złamałam się. Przestałam udawać, że jest OK. Zaczęłam mówić, że żyję właściwie na skraju biedy, chociaż pracuję, zarabiam i nie wyglądam na niedożywioną. Wypłata kończy się po 10 dniach: zabiera ją bank (zachciało mi się kształcić na kredyt!), tepsa (intrenet szkodzi?), spółdzielnia mieszkaniowa, gazownia, energetyka i operator komórkowy. Ktoś jeszcze? Aa.. tak: ja: a książki (wiedza kosztuje!), a bilety, a jedzenie.. szkoda, że nie można wszczepic sobie chlorofilu, bo najgorzej, jak człowiek głodny.
A skoro i tak złamałam się, pomyślałam sobie, że teraz mogę pisać nawet blog. Moze to pomoże mi przterwac do chwili, kiedy, jak już skończę się szkolić, z resztą dyplomów w ręku, spakuje swoje manatki i wyjadę z tego kraju. Przetwać te kilka miesięcy...
07:47, formaprzetrwalnikowa
Link Komentarze (1) »
1 ... 81