Świata stan psychiczny
czwartek, 14 października 2010
Odcinanie kotwicy

czyli: going, going.... (3 months later) gone!


Nareszcie.
Dom sprzedany.
By-by home, sweet home. Dobrze sie mi w nim mieszkalo, ale posiadanie niezamieszkanego domu na drugim koncu swiata jest koszmarem.

Dlugi i bolesny proces zakonczyl sie w nocy z wtorku na srode. Ostatnie 3 tygodnie byly szczegolnie bolesne, bo naznaczone cowieczornym siedzeniem na telefonie do polnocy i popedzaniem solicitorow, uladzaniem kupca i agencji nieruchomosci.
Solicitorzy do dupy, mimo rekomendacji na forach internetowych. Ich ostatni trik to oskarzanie mojego banku o opieszalosc i opoznienie transakcji.
Ha, nie wiedzieli, ze moj jeden telefon do banku = wlasnie wyslalismy im fax. HSBC Premier jak zwykle do uslug (uk, bo nowozelandzki gowniany).

Kotwica odcieta. Juz nie bedzie comiesiecznego martwienia sie, o kurs kiwidolara wzgledem funta (strasznie spadl tej zimy) i z czego zaplacimy rate kredytu za dom. Ten etap zycia mamy (prawie) zakonczony.
Teraz tylko trzeba sie bedzie martwic o splacenie 15,000 funtow dlugu, zalatwic pozakanczanie licznikow_ubezpieczen_council tax.
I mozna zaczac zbierac kase na badania medyczne niezbedne do residency.

O nadal nienaprawionej, po 6 tygodniach czekania i trzech formalnych skargach pralce na gwaracji (customer services - new zealand style) napisze jak wygramy sprawe w sadzie konsumenckim.

Za trzymanie kciukow serecznie dziekuje i ide pisac robic research.

09:18, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (3) »
środa, 10 marca 2010
Neighbours

czyli: Jak dobrze miec sasiada


O tym zza plotu nie napisze, bo uwierze chyba dopiero jak zobacze autografy z dedykacjami w tych kilku ksiazkach, co to plyna w kartonach przez morza i oceany.

O sasiadach z naprzeciwka nie napisze, bo skoro my widzimy, jakim plynem zmywaja naczynia i co jedli na kolacje oraz slyszymy ich rozmowy przez telefon, to pewnie oni widza i slysza nas, wiec sza!

O tym chudym kocie ze szczurzym ogonem, co mieszka na gorce i kosmatym rudzielecu z domu z kominem co nam widok zaslania (komin, nie kot, a widok jest na morze) tez chyba nie napisze, zeby nie stresowac Kociuni. Biedula nie dosc, ze w zimowym futrze wyladowala w srodku lata, to jeszcze zostala wystawiona ja na wizyty ciekawskich typkow, co to nie znaja angielskich manier i mysla, ze mozna ot tak sobie, bez listow wprowadzajacych i umawiania sie z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem, z kociego buta wejsc sobie do cudzego ogrodka i probowac sie zaprzyjaznic, udajac, ze sie nie rozumie, co oznacza prychanie z najezonym futrem i wiewiorzym ogonem.

TP mowi, ze Kociunia towarzyskosc odziedziczyla po mnie.


Ha, skoro tak, to zamiast piosenki Alibabek, obejrzymy sobie odcinek jednej z moich ulubionych kreskowek

09:19, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 marca 2010
Szaranagajama

ablo: Being a human being


Przetrwalismy Tsunami, ktore na szczescie okazalo sie conieco przesadzone.
Teraz probujemy przetrwac Stadium Posrednie pomiedzy posiadaniem a nieposiadaniem domu.

Jesli Panstwo pamietacie nasz angielski dom zostal spakowany w dziesiatki pudelek i zapakowany do kontenerow miesiac temu. W ub tygodniu dowiedzielismy sie, ze przyplynie do nas nie jak myslelismy w polowie marca, ale w polowie maja.
MAJA!
A do tej pory to za przeproszeniem na dupie mam siedziec, na kolanach jesc palcami a brudne ciuchy prac w rekach?

Po wyprowadzce z wygodnego, urzadzonego na europejska modle domu w centrum Auckland do pustej chaty gdzies pod lasem, bol nieposiadania uderzyl we mnie ze zdwojona sila.
Na szczescie dobrzy ludzie (note to self, do dalszego badania: im nizsze stanowisko tym wieksze prawdopodobbienstwo posiadania serce i dzielenia sie tym niewiele co sie ma?) pozyczyli nam garnek, naczynia, sztucce, skladane krzesla turystyczne i kilka recznikow. Materac kupiony na garazowej wyprzedazy i kilka drobiazgow nabytych za pierwsza wyplate nieco zlagodzilo bol istnienia.

Do listy rzeczy niezbednych by czuc sie czlowiekiem (mozliwosc umycia sie w cieplej wodzie, wypicia kawy rano i zalozenia czystej bielizny) dolaczylo jedzenie posilkow z talerza, siedzac przy stole.

Czuje sie, jakby mi dom ukradli i juz nigdy go nie zobacze.


(...)
Zabrali.

Została po nim tylko
              szara
                      naga
                            jama
         szara naga jama.

[m. bialoszewski]



Z tym, ze mi to wcale nie wystarczy

:-(

08:47, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (10) »
niedziela, 11 listopada 2007
poniedziałek, 02 lipca 2007
Floodland
Pada. Od kilku tygodni pada i pada, z przerwami na słonce, z przerwami na niepadanie, z przerwami na ulewę.
Kraina pastwisk, uregulowanych rzek i miliarda małych domków z wybetonowanymi podjazdami spływa wodą.

W ubiegłym roku bbc pokazała film wyjaśniający, dlaczego wyspa nie jest przygotowana na zwiększone opady związane z ociepleniem klimatu i te nieszczęsne podjaździki i hektary wyasfaltowanych parkingów zostały też napiętnowane.

Woda nie ma jak spływać w głąb ziemi, więc spływa po jej powierzchni do kanalizacji. Albo do rzek
A jak już się tak nie mieści, wtedy wychodzi na ulice.

Alarmy powodziowe ogłoszono już w wielu miejscach. W nie tak odległym Yorkshire woda przyczyniła się do śmierci 4 osób.
Nie przelewki, że tak zażartuję z wisielczym humorem.

TP powiedział, że mieszkamy na górce, więc rzeka po nas nie przyjdzie, nie zapuka nam do drzwi głuchym kap-kap-kap...
Ale kiedy w sobotę wieczorem usłyszałam głuche bul-bul-bul wydostające się z wc na parterze miny nam zrzedły...
Jakoś myśląc o powodzi, myśli się automatycznie o występujących z brzegów rzekach, a nie o przepełnionej deszczówką kanalizacji.
TP jako osoba mająca doswiadczenie we wznoszeniu umocnień przeciwpowodziowych (efekt mieszkania w pobliżu kapryśnej rzeki), zarządził akcję oprózniania łazienki z gratów, wynoszenia cennych przedmiotów na piętro i układania 'wałów' z ręczników i szmat pod drzwiami na korytarz.

W nocy z soboty na niedzielę i całą neidzielę sprawdzaliśmy co kilka godzin stan wody w muszli klozetowej.
Uff, na szczęście opadł.
Mam nadzieję, ze niski stan się utrzyma, bo na dziś znó zapowiadali deszcze a ja idę do pracy i nie chciałabym po powrocie zanucić za Sisters of Mercy:

And her hallway
Moves
Like the ocean
Moves
And her hallway
Moves
Like the sea
Like the sea


;-)
09:12, formaprzetrwalnikowa , home, sweet home
Link Komentarze (3) »