Świata stan psychiczny
wtorek, 25 maja 2010
Medication from the pixies



(sorry, dziala tylko po angielsku):


'I just need to take her medication from the pixies, can you countersign it for me, doctor?' a nurse asked me after a review with a patient ready to go on leave.

'From the pixies?' I asked quietly so the patient couldn't hear us. We do work on a psychiatric unit, I know, but surely pixies are passe, aren't they?

'Yes.' She said not looking at me. 'Are you following me?'

Not sure if it was a concrete or metaphoric question I duly followed her to the clinic room.

and there it was: a Pyxis MedStation:
http://www.pyxis.com/products/medstation2000specs.html

A very clever machine, but the name...
Away with the fairies? take some medication form the pixies!


;-)

niedziela, 31 maja 2009
Pokaz co masz w torebce, a powiem Ci kim jestes

Albo: Wherever your imagination takes you.


Weszlam spozniona do sali seminaryjnej. Katem oka zauwazylam, ze przy ekranie rzutnika multimedialnego stoi niepozorna, obca mi kobieta. Reszte uwagi skupilam na lokalizacji najblizszego wolnego krzesla, ktore okazalo sie znajdowac z boku, z dala od glownego stolu.
Ledwie zdazylam usiasc, wyrosla przede mna prowadzaca z pudelkiem chusteczek higienicznych:
- Wez jedna. - Powiedziala stanowczo. - Bedziesz pozniej potrzebowac.
- Wez, wszyscy wzieli. - Dodala widzac wahanie na mojej twarzy.
Spojrzalam na kolegow zgromadzonych wokol stolu - wszyscy mieli przed soba po chusteczce. Wzielam.
I dopiero wtedy spojrzalam na ekran.
Viagra, Cialis i prozniowa pompa penisowa krolowaly na slajdzie. A wiec spoznilam sie na wyklad z zaburzen seksualnych! Kolejny rzut oka na prowadzaca ujawnil identifikator a na nim znane mi nazwisko lokalnej terapeutki od zaburzen seksualnych.
Ale po co ta chusteczka??? Nie, no chyba nie... Co?

Prowadzaca poprawila swoja mala i rownie niepozorna torebke na stole i kontunuowala wyklad na temat zaburzen erekcji. Po omowieniu farmakologicznych sposobow na meskie klopoty, pani przeszla do metod alternatywnych, rozpoczynajac od pompy prozniowej. I nagle, wuch! wyciagnela ze swojej torebki egzemplarz rzeczonej pompy w trzech kawalkach, zmontowala i zademonstrowala dzialanie na rece.
- Obejrzyjcie sobie panstwo i wyprobujcie, jaka proznie potrafi wytworzyc. - Powiedziala i puscila pompe wokol stolu.

Nastepnie przeszla do problemu przedwczesnego wytrysku. Opowiedziala o kondomach ze specjalnych zelem znieczulajacym i... wuch! wyjela ze swojej torebki dwie garscie rzeczonych kondomow, opowiedziala o niepobudzajacych technikach ich zakladania i puscila w obieg, zebysmy sobie obejrzeli.

Kolejna czesc seminarium byla poswiecona damskim problemom. Nie pamietam od czego sie zaczelo, bo bylam zbyt zajeta wypatrywaniem, z czym sie tak prowadzaca szamoce w swojej nadal neiwinnie wygladajacej torebce. Moja ciekawosc zostala zaspokojona, kiedy pani wreszcie udalo sie wydobyc zen pelnowymiarowy i pelnoksztaltny wibrator. Uruchomila go, opowiedziala o zastosowaniu i, oczywiscie, znow puscila w obieg, zebysmy sobie obejrzeli.
Poczym wyjela z torebki nastepny wibrator, juz innego ksztaltu. Zaznaczyla kilkakrotnie, ze nie jest to wibrator penertacyjny, wyjasnila, co sie przyklada do czego i znow puscila wokol stolu.
Poczym wyjela z torebki kolejny wibrator, wyjasnila jak dziala i puscila wokol stolu.
Poczym wyjela z torebki 'Kroliczka' ('bunny'). Powiedziala, skad wziela sie taka nazwa, wyjasnila, jak sie go uzywa i podala, zebysmy sobie obejrzeli.
Poczym wyjela z torebki jeszcze jeden wibrator - tym razem w wersji mini, jednorazowej. Opowiedziala, jak dziala i puscila wokol stolu.

Potem nadeszla pora na pochwice i zestaw 4 'rozluzniaczy pochwowych', zlozonych jak rosyjskie babuszki i maszyne do cwiczen Kegla. Wszystko wyjete z rzeczonej torebki.
Kolejny temat dotyczyl lubrykanow. Tutaj tez pani okazala sie swietnie przygotowana, bo wyjela z torebki sloiczek, tubke i buteleczke z roznymi lubrykantami, opowiedziala o roznicy miedzy tym na wodzie a tym na silikonie, wyciagnela z torebki dwie garsci jednorazowych dawek roznych lubrykantow i puscila wokol stolu.
- Have a feel. - Powiedziala. -Otworzcie opakowania i dotknijcie, jaka jest roznica. Chusteczki dalam wam po to, zebyscie mogli sobie potem wytrzec rece.
A wiec to po to byly te chusteczki!

Niestety, nie zauwazylam, czy ktos z kolegow w istocie sprawdzil konsystencje i takie tam inne doznania z lubrykantow, bo juz w tej chwili patrzylam jak zakleta w niewinnie wygladajaca torebke i zastanawialam sie, czy przegapilam juz gumowa lale czy jeszcze nie?
Oraz czy ktos tej babce kiedys te torebke ukradl?
I jak wygladala twarz zlodzieja, kiedy zajrzal do srodka?



;-)

niedziela, 22 lutego 2009
Grunt to dobra motywacja

Czyli: Temat na poemat

Moim zdaniem, aby osiagnac wymarzony cel trzeba miec dobra motywacje. A najlepsza motywacja, to motywacja wewnetrzna (intrisic), szczegolnie jesli wyznaczony cel ma dla wyznaczajacego spora wage emocjonalna, np dotyczy zaspokojenia jakiejs waznej, zyciowej potrzeby.
ot, np:

Miejsce akcji: sala seminaryjna na wydziale lekarskim w czasie zajec z ukladania planu nauczania
wystepuja: Mloda Lekarka Niemieckiego Pochodzenia, Grupa Lekarzy Roznorodnych Wiekowo i Etnicznie, Prowadzaca (pochodzenia kanadyjskiego aczkolwiek nie wiem, czy to ma jakies znaczenie w tej scence)

MLNP (tonem tzw. sensacyjntm): Australijscy studenci, z ktorymi rozmawialam mowili, ze wybrali medycyne z powodu pieniedzy i stylu zycia (quality of life) jakie wiaza sie z zawodem lekarza.
Glosy z GLRWiE (tonem tzw rozmarzonym): Oh, australian lifestyle...
MLNP (tonem tzw swietego oburzenia): A w Niemczech ktorego studenta bys nie zapytal, wszyscy mowia, ze studiuja medycyne, zeby pomagac ludziom.
GLRWiE: (cisza)
P (tonem tzw ratujacym sytuacje): Najwazniejsze,zeby student czul, ze to jest jego wlasna motywacja.


;-)

czwartek, 26 czerwca 2008
Pójdź, dziecię, ja cię uczyć każę
z rzadkiego niestety cyklu: Dialogi na Cztery Nogi.


Lokalne wiadomości BBC, informacja o wydarzeniu kulturalnym na jednym z okolicznych stadionów: wielka grupa dzieci z wczesnych klas podstawówki (6-7 lat bodajże) z jednego z miast 'zagrała' wspólnie na skrzypcach.
Po 'koncercie' dziennikarze popytywali dzieci, czy trudno grać na skrzypcach, ile razy w tygodniu muszą ćwiczyć i co na ich ćwiczenia rodzina.

Udział biorą: Dziennikarz, Chłopiec.
Dz: Do you drive your family crazy with your violin?
Ch: I think so.
Dz: And what do they say when they've had enough?
Ch: Stop playing the violin! You've fucked up enough!


I z tym optymistycznym akcentem udaję się uczyć angielskiego na IELTS, który to egzamin kazano mi zdać zanim bedę mogła się zająć uczeniem zasad nauczania młodzieży na kursie Clinical Teaching na pobliskiem uniwersytecie.


;-)
wtorek, 13 listopada 2007
Błotnik ci się telepocze*



Miejsce akcji: meeting room.
W pokoju siedzą w kręgu 4: A, B, C, D i FP
Wchodzi P. Siada.
[rozmowa]
FP [wychodzi do sąsiedniego pomieszczenia wyłaczyc telefon. Wraca. Siada na swoje miejsce]
[rozmowa]
FP: [zaniepokojona]: Przepraszam, ze przerywam, ale co to za dziwny dzwięk?
A: Ja nic nie słyszę.
B: No własnie. Tez mi się wydawało, ze cos brzęczy.
C: Ja nic nie słysze.
D: Jaki dzwięk? Ja nic nie słysze.
FP: Jakby cos brzęczało.
[dezorientacja]
FP: P, to jakby z twojej torby...
D: Ja nic nie słysze.
FP: Coraz wyrazniej słysze to z twojej torby...
D [otwierając torbę] Z mojej torby? eee... niemożliwe. Ja nic nie słyszę.
[brzęczenie nasila się]
D [wyjmuje z torby kabelek ze słuchawką]
A: [odkrywczo]: To to tak brzeczy! Co to jest?
D [zawstydzony]: Moj aparat słuchowy. Ciagle zapominam go wyłączyc.

[kurtyna]


;-)












...........................
* dla niewtajemniczonych:



Dwie mrówki jadą na rowerach. Jedna mówi do drugiej:
- Ej, błotnik ci sie telepocze.
- Co?
- Błotnik ci sie telepocze.
- CO?
- BŁOTNIK CI SIE TELEPOCZE!
- Nic nie słysze! Błotnik mi sie telepocze

;-)