Świata stan psychiczny
poniedziałek, 14 lutego 2011
Koniec przetrwalnikowania cd.

Krotki status update


Jako ze nowy blog jeszcze nie gotowy do pokazania swiatu, a na gone_writing nie zawsze jest miejsce na tego typu wyznania, postanowilam wpasc na chwilke i doniesc o kolejnych krokach zmierzajacych w strone konca przetrwalnikowania.
Sporo dobrych wiadomosci!

1. Mamy Permanent Residency. jeszcze tylko trzeba zaplacic jakies $750 'migrant levy' - podobno na kursy angielskiego dla imigrantow (dziwne, bo albo potencjalni imigranci musza sie wykazac doskonala znajomoscia angielskiego, albo musza wykupic kurs angielskiego za co namjniej $3,500).

2. Moja ksiazka o OCD jest juz na etapie koncowych korekt. W tym tygodniu powinnam dostac zlozona kopie do ostatecznych poprawek.

3. Sfrustrowana ciaglym niezadowoleniem z obecnej roli, bardzo przygnebiajaca rozmowa z doradza zawodowym (oszczedze Wam szczegolow - dosc powiedziec, ze wyszlam z tym, co przyszlam minus nadzieja) i niemozliwoscia zmiany, zdobylam sie wreszcie na rozmowe z Szefem. Efekt? dostalam pozwolenie na prowadzenie kilku wlasnych projektow i zostalam wlaczona do kilku innych, bardzo interesujacych, ale niestety poza zasiegniem normalnego smiertelnika. Jupii! Znow chce mi sie isc do pracy rano!


I chociaz moja pierwsza powiesc romansowa zostala odrzucona przez Harlequina, wcale nie czuje sie pokonana. Pracuje nad poprawkami, zeby zdazyc na konkurs.

Jakby mnie kto szukal to poszlam_pisac.

20:11, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (8) »
sobota, 08 stycznia 2011
Poczatek konca przetrwalnikowania

albo: Getting there.


No to Szczesliwego Wam zycze Nowego Roku.
Oby byl lepszy niz zeszly, bo gorszy to juz chyba byc nie moze.
Postanowienia noworoczne zrobione?

Ja mam, jak zwykle, dluga liste, ktora mozna podsumowac krotko: koniec z cierpieniami, koniec z byciem nieszczesliwa, koniec z przetrwalnikowaniem - The Time is NOW.
Oglaszam 2011 rokiem poczatku konca przetrwalnikowania.

Formaprzetrwalnikowa byla pomyslem na przetrwanie do wyjazdu z Polski, potem do zaadaptowania sie w UK. Pozniej okazalo sie, ze znaczaca role w moim poczuciu niedostosowania i nieszczesliwosci odgrywa moj zawod. A im wiecej o tym myslalam, tym bardziej bylam o tym przekonana. Stad narodzilo sie postanowienie porzucenia medycyny, a psychiatrii w szczegolnosci.

Ostatnich kilka tygodni spedzilam na intensywnym mysleniu Co dalej?
Negatywne emocje, ktore szarpaly mna przez ostatni rok wreszcie opadly, emigracyjne frycowe chyba zaplacone.  Przyszla pora, by cieszyc sie tym, co mam.
Co dalej?

Dalej to trzeba skonczyc z przetrwalnikowaniem i zaczac podejmowac konkretnie kroki.
Poniewaz wyszlo mi, ze z roznych powodow musze byc lekarzem przez nastepne 5-7 lat (optymistyczna wersja, wersja pesymistyczna 7-10), wiec moge zainwestowac czas i kase w wykorzystanie tego czasu w jakim sensownym celu.
A ze jedyna rola, w jakiej jestem w stanie przetrwac tyle czasu w medycynie to bycie managerem, rownie dobrze moge siegnac na najwyzsza polke i zrobic MBA.

Wyglada na to, ze jesli uda mi sie dostac i skonczyc, to MBA z triple Crown of Accreditations, jak Business School of The University of Acukland moze mi otworzyc wiele drzwi.

Poki co, musze czekac jeszcze rok, zeby zlozyc aplikacje, bo przepuscilam termin. Nie szkodzi. Tymczasem zajme sie ostro pisaniem. 2011 bedzie tez dla mnie rokiem publikacji.
Postanowilam tez, ze jesli na serio chce sie zajac pisaniem nonfiction musze zbudowac brand i platforme autorska. A jesli chce to zrobic, lepiej zrobic to zanim wyjdzie moja ksiazka.

Postanowilam wiec zbudowac i brand i platforme. Pierwszym etapem bedzie budowa nowego bloga, a ze nie jestem w stanie pisac, tweetowac, pracowac na caly etat i prowadzic trzech blogow - postanowilam zaprzestac pisania Formyprzetrwalnikowej.
Jak koniec przetrwalnikowania, to koniec przetrwalnikowania - pora sie przepoczwarzyc!

Jeszcze nie wiem, co sie stanie z tym blogiem. Mysle, ze zostawie go w blogosferze sobie i innym na pamiatke (mam z tym blogiem i Wami, Drogimi Czytelnikami tyle dobrych wspomnien zwiazanych, ze zasluguje to na oddzielny post!). Juz teraz moge powiedziec, ze ten nienarodzony jeszcze blog bedzie w tonie przypominal niektore wpiski z tego.

Zainteresowanych moimi przemysleniami na temat stanu psychicznego swiata prosze o cierpliwosc i wyrozumialosc.

I'm getting there

:)

sobota, 18 września 2010
Impostor syndrom

Czyli: I co ja robie tu, p. 2

A wszystko przez to, ze sie w niedziele Psiolce przyznalam, ze od czasu kiedy omal sie nie rozplakalam na Allocation Meeting w community team (pod koniec lutego) nie mialam wiekszego Career Crisis i po raz pierwszy od kilku lat znow mnie kreci moja praca.

W poniedzialek zignorowalam zaproszenie na wyklad, bo wydal mi sie malo ciekawy. We wtorek ktos wsunal mi pod drzwiami artykul, ktory natychmiast wyladowal na stercie 'Do Przeczytania' z boku komputera. We srode moj pierwszoroczny stazysta 'zagial' mnie z receptorow. We czwartek na Peer Revew Group siedzialam cichutko zastanawiajac sie, skad Oni biora takie informacje. W piatek znow nie poszlam na Journal Club, bo mnie smiertelnie nudzi. A w sobote...
Ech, w sobote i niedziele zajmowalam sie pisaniem.

Powroty poweekendowe i powtorkowe sa coraz trudniejsze - moje poczucie nieadekwatnosci narasta z tempem, w jakim moja wiedza psychiatryczna wypierana jest przez wiedze na temat pisania. Czuje sie jakbym miala Impostor Syndrome, chociaz wiem, ze moje odczucie bierze sie z tego, ze mnie juz moj zawod nie kreci :-(

Spedziwszy poltorej godziny na przegladaniu spisu konferencji naukowych usilujac znalezc cos interesujacego na tyle, by mnie zmusic do wybrania sie chocby po to, zeby odebrac certyfikat udzialu (i moc sobie to wpisac w Professional Development Program), zrobilam przerwe na refleksje. Nie ma sensu sie oszukiwac. Pracowac jestem w stanie, bo mam do czynienia glownie z ostra psychiatria, zadnych tam Chronic Acopias and Shitty Life Syndromes. Kreci mnie ta praca, bo razem z garstka entuzjastow zaczelismy Wielkie Zmiany (ktore moga mi sie przydac w kopaniu tunelu).
A reszta? Nie trzeba tegich glow...

'Są takie rzeczy że nikt nie zaprzeczy
po co tu się głowić'


Ide dalej kopac tunel.

11:07, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (7) »
środa, 04 sierpnia 2010
Wychodzenie z zakretu

czyli: Turning the corner?


Wybaczcie dluzsze milczenie, ale ciezko bylo i cholernie pod gorke, ale w tym tygodniu sie jakos zmienilo i moze juz na dobre (moze sie naszemu kiwuskiemu landlordowi nie uda sprzedac domu, w ktorym mieszkamy i nie bedziemy sie musieli jeszcze raz przeprowadzac przed kupnem wlasnego).


1. Dom w Anglii prawie sprzedany (seeing is believing - czekamy na kontrakt)
2. Nowe ambitne prace rozpoczete (ja siedze w starej, ale za to zaczynam zmiany z jasnym komunikatem dokad zmierzam; z ta aplikacja na Chief Medical Officer to jeszcze troche poczekam, nie?)
3. Mam swoj pierwszy book deal!
Przeczytajcie se sami:

Further to our editorial meeting, I am delighted to say that we would like to commission you to write [book title].
Your proposal was just the right pitch for us - we were all very impressed.
(...)

Yours sincerely
[Imprint Manager]

Po ostatnich bolesnych ranach zadanych przez liczne rejection slips ten mail jest jak balsam na moje pisarskie ego. jeszcze nie 6-cyfrowy kontrakt na powiesc bestseller, ale dobry poczatek.

Hehe, ironia losu: nie dosc, ze pierwszy powazny krok w Escape Tunnel stawiam dzieki wyksztalceniu i doswiadczeniu zawodowemu, to jeszcze pisac bede o OCD (Obsessive-compulsive disorder) - przypadlosci ktora  meczy mnie czasem, na szczescie w nieznacznym stopniu.

Ksiazka jest zaplanowana na kwiecien 2011. Manuskryp musze dostarczyc do koncza stycznia 2011. Plenty of time! O ile oczywiscie, moj przeklety perfekcjonizm i w/w OCD pozwola mi owa ksiazke skonczyc na czas.

hehe


;-)





ps. musze wreszcie zaczac pisac bloga o pisaniu, po angielsku. macie jakies pomysly na tytul, bo cos mnie wena opuscila...

12:52, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Poniedzialek juz od wtorku

Albo: Rozmowa z kobieta z przyszlosci


Po kolejnej rozmowie z Pania, U Ktorej Jest Juz Jutro Rano zapadlam w krotka zadume nad zjawiskiem stref czasowych oraz podwojnego znaczenia wyrazenia 'Kobieta z Przyszlosci'.
Rzecz w tym, zeby mi sie udalo te przyszlosc zlapac.

Z ufnoscia, ze mi sie to uda, udaje sie wypelniac wniosek o rejestracje w kolejnej izbie lekarskiej, majac nadzieje, ze to juz ostatni przystanek przed wysiadka.
Wiecej szczegolow w Lepszej Przyszlosci.

Prosze trzymac kciuki.


Z powazaniem
formap.

23:23, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 lipca 2009
Najpierw powoli jak żółw ociężale

czyli Chuffed to bits

Ubiegly tydzien uplynal mi na poszukiwanian Alternatywnego Wyjscia z Tunelu. Wyslalam chyba z 50 mailii - juz za sama umiejetnosc networkingowania powinni mnie przyjac! Ale ledwie odnalazlam Alternatywna Nisze w Biznesie (dla zainteresowanych: management consultancy), okazalo sie, ze w tej chwili nie moge w nia wskoczyc, chocby z najprostszego powodu, ze znaczaca wiekszosc firm konsultingowych ma siedziby w Londynie. A ja do Londynu sie nie przeprowadze za zadne pieniadze.
Plan B ucieczki obejmuje jednak zamieszaknie w Stolicy Kraju, wiec wszystko jescze przede mna. Poki co, trzeba zacisnac zeby i cierpiec.

Niestety, ostatnich kilka dni pelnych wrazen w stylu brygada antyterrorystyczna z psami a karabin maszynowy w bagazniku czy tez smierc w podejrzanych okolicznosciach 'ze wspomaganiem' cierpienia moje nasilily.
Dla oslody wczoraj kolejny moj artykul przyjela do druku tutejsza gazeta lekarska. a dzis - New Scientist. To juz moj drugi tekscik opublikowany w NS (w ciagu niecalych 2 miesiecy). Tekscik maly, kasa tez niewielka, ale za to magazyn jest publikowany na calym swiecie.

Juhu-hu! Trzy kroki blizej wymarzonej pracy science writer.
Niech no ja sie rozpedze!


;-)

22:10, formaprzetrwalnikowa , Digging the escape tunnel
Link Komentarze (8) »
czwartek, 25 czerwca 2009
I co ja robie tu

Albo: Back to square one.


Niegdy sie nie ludzilam, ze dluzszy urlop, zmniejszenie godzin, czy nawet zmiana pracy bedzie w stanie zmienic moje nastawienie do zawodu. Wiedzialam,z e to tylko kwestia czasu.
I dlatego wcale mnie nie zaskoczylo, kiedy po 2 miesiacach od rozpoczecia nowej pracy, kiedy juz pierwsze emocje i adrenalina kilku tygodnii szalonych przyjec opadly, ja znalazlam sie w punkcie wyjscia.

Dzisiejszy dzien spedzilam siedzac przed juz innym komputerem, przy innym biurku, w innym gabinecie, ale nadal z ta sama mysla w glowie. Jedyne, na czym bylam w stanie sie skupic to pisanie i kasowanie, pisanie i kasowanie, i znow pisanie prosby o przyjecie na zamkniete forum dla lekarzy, ktorzy rzucili medycyne w diably albo mysla o takim ruchu, i maila do firmy, ktora zajmuje sie doradztwem zawodowym takowym smialkom.
Bo przeciez musze miec jakis fach w reku zanim zostane autorka bestsellerow.
Jesli nie zmienie fachu, kazdy ruch tylko odlozy w czasie moja agonie.

Koledze neurologowi dziekuje za proste i szczere postawienienie sprawy.
Jest tyle roznych drog....





Ide myslec.

środa, 22 kwietnia 2009
Czy widzisz swiatelko w tunelu?

Digging the escape tunnel -step 1.

Te kategorie wymyslilam juz wiele miesiecy temu, jak tylko zrozumialam, ze ja tak dlugo nie wytrzymam, ze musze sie wydostac z pulapki, ktora stala sie dla mnie uwielbiana niegdys praca.
Przez wiele tygodni planowalam ten pierwszy wpis, cieszac sie na moment, kiedy bede mogla sie z Wami podzielic moimi osiagnieciami w dziedzinie kopania i wypatrywania swiatelka w tunelu. Marzylo mi sie, ze napisze o jakims wiekszym sukcesie literackim lub dziennikarskim. Niestety, ten dzien jeszcze nie nadszedl i pewnie troche na niego trzeba bedzie poczekac. Niemniej jednak dzis z przejeciem zaczynam podazac nowa droga, kopiac tunel do ucieczki.

Do wyjscia mam daleko, bo porzucenie zawodu jest trudniejsze niz myslalam, dlatego, nie tracac z oczu ostatecznego celu, postanowilam zmienic to, co moge, zeby bylo mi latwiej:
1. zmniejszyc wyczerpujaca emocjonalnie ekspozycje na niepodatne na zmiany ludzkie nieszczescie,
2. pozbyc sie stresu glupich i marnujacych zasoby ludzkie decyzji przemijajacych jak meteory nhs-owskich managerow
3. uciec spod tyranskich rzadow GMC.

Jutro stawiam pierwszy krok na pierwszym etapie - zaczynam nowa prace: na ostrym oddziale zamiast w przychodni, w zmniejszonej liczbie godzin, z wiekszym zaangazowaniem w szkolenie mlodych kadr i nadzieja, ze sie uda namowic szefostwo na wyslanie mnie na kurs z neurologii.
Reszta - jak tylko troche okrzepne w tym Nowym.


Czy widzisz swiatelko w tunelu?
Tak, widze swiatelko w tunelu

!